Poniedziałkowa konferencja prasowa zorganizowana w PZPN, do złudzenia przypominała bezpowrotnie minione czasy propagandy sukcesu.
Poniedziałkowa konferencja prasowa zorganizowana w PZPN, w której
uczestniczyli „jeszcze
prezesio” Michał Listkiewicz, szef
Wydziału Dyscypliny Krzysztof Malinowski oraz pełnomocnik związku
ds. korupcji Jacek Kryszczuk, do złudzenia bardziej przypominała
bezpowrotnie minione czasy propagandy sukcesu, niż chęć (mimo słownych deklaracji) tego szacownego gremium do rozwiązania afer i
przestępstw popełnionych w naszej skopanej w ostatnich 6
latach. Spotkanie kopanych prominentów z dziennikarzami można skwitować jednym zdaniem: Rodaku, jeśli chcesz bezkarnie łamać
prawo w RP, zapisz się do ostatniego bastionu ortodoksyjnego
komunizmu w
Polsce, czyli
PZPN.
Dla potwierdzenia moich słów posłużę się przykładami z wypowiedzi
uczestników tej publicznej farsy. Prezes Michał zaproponował
skrócenie
kadencji
obecnych
Listkoludków, ponieważ widzi konieczność
przewietrzenia
„miodowych
salonów”. Skoro
szef
skopanego
imperium, który
do
tej
pory
publicznie
twierdził, że
w
polskiej
piłce
jest
bajecznie
i
kolorowo, teraz
nagle
widzi
dużo
niedoróbek, to
dlaczego
nie
przerwać natychmiast
tego
przestępczego
procederu – zamiast
grać
na
zwłokę
i
szkodę całego
polskiego
sportu?! Z
kolei
Jacek
Kryszczuk
za indolencję, graniczącą
z
impotencją
w
zakresie
karania
aresztowanych
sędziów i działaczy
obwinił
prokuratorów
wrocławskich, którzy
nie
chcą
podać
szczegółów
prowadzonych
przez
siebie
postępowań
śledczych.
W
tym
momencie
nawet
rzecznik
PZPN, Michał
Kocięba
poczuł
się
zażenowany
i
natychmiast
usprawiedliwił
pełnomocnika
PZPN
do
spraw
korupcji, mówiąc, iż
pan
Jacek
był
w
przeszłości
prokuratorem
i
chyba
(nie) wie
co
mówi. Ja
natomiast
chcę
przypomnieć
Jackowi, skądinąd
sympatycznemu
i
dobrze
współpracującemu
z
uśmierconą
przez
Listka, Komisją
Etyki, że
w
Niemczech, kiedy
wybuchła
sędziowska
afera, tamtejsza
Federacja
natychmiast
dożywotnio
zdyskwalifikowała
nieuczciwego
arbitra
i
kilku
jego
kolesi, pomimo, iż
śledztwo
prokuratorskie
w
tej
sprawie
trwa
do
dziś.
Natomiast
Krzysztof
Malinowski
na
pytanie: co
zrobi
PZPN
jak
okaże
się, że
prezesom
zostaną
postawione
zarzuty
z
Kodeksu
Karnego? Odpowiedział
z
rozbrajającą
szczerością, że… wybierze
się
nowych
szefów
spośród
swojskiego-dotychczasowego
grona. Niestety
zapomniał
dodać, że
za
parę
miesięcy
trzeba
będzie
dokonać
nowego
wyboru, bowiem
dla
„nowo-starych
przywódców”
zostaną
postawione
kolejne
prokuratorskie
zarzuty. Np. w
takich
Włoszech, kiedy
wybuchła
afera
sędziowska, prezes
i
jego
„wicek”
natychmiast
podali
się
do
dymisji
i
zwrócili
się
z
prośbą
do
władz
sportowych
o
ustanowienie kuratora, który
doprowadzi
do
szybkiego
zakończenia
futbolowego
skandalu. Pikanterii
tej
sprawie
dodaje
fakt, iż
reprezentacja
Italii
wspaniale
zaprezentowała
się
na
niemieckich
mistrzostwach, ale
to
wcale
nie
przeszkadza
organom
ścigania
i
opinii
publicznej
w
ukaraniu
winnych i
kto
wie, czy
„ikona
światowego
futbolu”
Juventus
Turyn
nie
zostanie
zdegradowany
do
niższej
klasy. A
dla
przykładu
u
nas,
Zagłębie Lubin, które
kupiło
mecz
z
Polarem (proces
toczy
się
przed
wrocławskim
Sądem) zamiast
zostać
zdegradowane
do
III ligi, będzie
już
w
środę
reprezentować
polski
futbol
w
pucharze
UEFA!!!
Reasumując
powyższe
fakty, nasuwa
się
jeden
logiczny
wniosek: dopóki
prokuratorzy
nie
zatrzymają
na
kilkutygodniowe
przesłuchania, Michała
L., Eugeniusza
K.
i
Zbigniewa B. to
mataczenie
będzie
trwało
nadal, a
proces
poprawy
wizerunku
polskiej
piłki
w
oczach
opinii
publicznej
będzie
niebezpiecznie
opóźniony
w
czasie.
Co
zaś
się
tyczy „słynnego raportu
Janasa”, to
jest
on
adekwatny
do
smrodliwej
sytuacji
w
polskiej piłce
w
ostatnich
siedmiu
latach. Według
trenera, który
nie
ma
trzeźwego
spojrzenia
na
profesjonalny
futbol, główną
przyczyną
niemieckiej
hańby
było
złe
przygotowanie
MENTALNE zawodników
do
występu
w
finałach. Nawet
półgłówek
w
to
nie
uwierzy, ponieważ
główny
MENTOR
w
PZPN,
„wicek” od
spraw
szkoleniowych, Antoni Piechniczek (tak, tak, ten
sam, który
porównał
bandycki
napad
na
piłkarzy
GKS Katowice
do
ojcowskiego
klapsa)
niemal
do
inauguracyjnego, czytaj
kompromitującego
występku
naszych
orłów-nielotów
z
Ekwadorem
zapewniał, iż
wszystko
jest
pod
kontrolą
i
Janas
prawidłowo
przygotował
naszą
drużynę
narodową
do
wielkich
sukcesów
na
niemieckich
boiskach. Z
kolei
brednia
selekcjonera (którą
w
mediach – niczym
wytresowana papuga – powtarza
były
światowej
klasy
skrzydłowy, obecnie
czołowy
wazeliniarz
i
„alkoholowy
polewacz” Listka – Grzegorz
L.), iż
miał
za
mało
czasu
na
przygotowanie
drużyny
do
mistrzostw, może
zrozumieć
tylko
syn
trenera, który
został, dzięki
zgodzie
skopanych
bossów dokooptowany
do
sztabu
szkoleniowego, lub
dzieci
z
poprawczaka, które
w
ramach
dodatkowej
kary
zmuszone
zostały
do
oglądania
trzech
„wspaniałych”
występków
pracowników
i
wybrańców
Polskiego
Związku
Piłki
Nożnej – czytaj
Listkoludków – na
„światowym
czempionacie”.
Przecież
każdy
zespół
występujący
na
niemieckich
boiskach
miał
takie
same
szanse, ponieważ
rozgrywki
ligowe
w Europie (w
których
występuje
zdecydowana
większość
„mundialowiczów”)
zostały
zakończone
w
tym
samym
czasie i
każdy
selekcjoner
miał
taki
sam
problem.
Biorąc
powyższe demagogie
Listkoludków
pod
uwagę
należy
się
spodziewać ,iż
Paweł
Janas
nie
tylko
nie
uzupełni (czego
domaga
się
„Guru
Piechniczek”) dyletanckiego
raportu, ale
i
nie
pojawi
się
14
lipca
na
zapowiadanym
Sądzie
Ostatecznym – czytaj
Zarządzie –
i
zostanie – by
zadośćuczynić
milionowej
rzeszy
kibiców – łaskawie
przez
Listka
zdymisjonowany. Ja
natomiast
przewiduję, że
Listek
chcąc
opóźnić
wprowadzenie
Komisarza
na
miodowe
salony
przyspieszy
ten
„skopany
spektakl”
(dymisja
starego
i
nominacją
nowego
selekcjonera)
i
już
w
poniedziałek, lub
najpóźniej
we
wtorek
zwoła
nadzwyczajne
posiedzenie
wazeliniarskiej
koterii, by
w
spektakularny
sposób
ogłosić, że
do
ME
poprowadzi
nasza
reprezentację… "latający
Holender-Leon B.".
Jan
Tomaszewski.