Dziś panie, w sporej liczbie, bo aż w 3-tysięcznym hufcu, zgromadziły się, aby omawiać swoje sprawy. Ale czy aby na pewno wyłącznie swoje i czy takie zgromadzenia nie stwarza podstaw do obaw o przestrzeganie praw człowieka?
Przyjrzyjmy się więc bliżej proponowanym przez uczestniczki Kongresu sposobom dyskryminacji mężczyzn. Choć narzekań było więcej, postawiły one przed wszystkim dwa żądania polityczne.
Ustami Magdaleny Środy zażądały stworzenia stanowiska niezależnego pełnomocnika ds. kobiet i równości. Pani Środa zapewne nie zdawała sobie nawet sprawy, że pierwszym, co musiałby (mógłby to być mężczyzna…?) zrobić taki pełnomocnik, byłoby zażądanie stworzenia stanowiska pełnomocnika ds. mężczyzn i równości (aż trudno uwierzyć, że trafiają się profesorowie filozofii nie rozumiejący bądź co bądź ścisłej matematycznej relacji równości).
Drugi postulat wymaga trochę dłuższego omówienia. Pani Kwaśniewska zasugerowała w swoim wystąpieniu, że „Współczesne kobiety nie domagają się szczególnych przywilejów tylko dla nich, ale przede wszystkim równości”. Nie była jednak w stanie wymienić żadnych takich różnic, które będąc przewagą kobiet i niedostatkiem mężczyzn, miałyby być wyrównane. Ani śmiertelność i zachorowalność mężczyzn, ani ich prawa do kontaktów z własnymi dziećmi i ich wychowywania, ani równy czas pobierania emerytur nie zostały wymienione. Byłej Pani Prezydentowej nie przyszło też do głowy (jak zresztą do tej pory nikomu) wymienienie zniesienia niewolnictwa wojskowego jako kroku w stronę równości.
Natomiast wytłumaczyła zaraz jak ową równość rozumie. „Chcemy 100 proc. płacy mężczyzn i 50 proc. władzy” – powiedziała. W zorganizowanym spotkaniu uczestniczyły przedstawicielki całej sceny politycznej, wyłączając chyba tylko neonazistki (ale już nie komunistki). Zgromadzono przedstawicielki prawicy i lewicy, liberalizmu, partii chłopskich, związane ze związkami zawodowymi i związkami pracodawców (Zabrakło Pani Jaruzelskiej, jednak bynajmniej nie dlatego, żeby organizatorki zapomniały ją zaprosić, komunizm możemy więc również włączyć w stworzony na Kongresie front jedności). Trzeba mieć tupet, żeby w tak różnorodnym zdawałoby się środowisku postawić postulat wyrównywania liczby kobiet i mężczyzn we władzach, w oparciu kryterium płci.
W takiej bowiem sytuacji samo odwołanie się do kobiecości jako jednego z czynników, którymi przedstawiciele i przedstawicielki swoich zwolenników mogą ich i je reprezentować, nie wystarcza. Trzeba otwarcie przyznać, gdzie się ma wszystkie swoje poglądy, komunistyczne, liberalne, konserwatywne, lewicowe, chłopskie, związkowe, kapitalistyczne i jakiekolwiek inne, i pokazać, że ogarniętą się jest przez szowinistyczną obsesję sprzyjania przedstawicielkom własnej płci. W historii nie spotkano się jeszcze z ewenementem polityka, który poza rasistowskimi, antysemickimi czy seksistowskim poglądami nie byłby przywiązany do żadnych innych idei. Antysemityzm nie był jedyną ani nawet najważniejszą przesłanką polityki Hitlera, stronnictwa polityczne przeciwne obejmowaniu tronu przez kobiety wprowadzały takowe na te trony, gdy okazywało się to jedyną możliwością utrzymania władzy przez daną opcję polityczną danego królestwa. Dopiero feminizm nauczył nas, że kobieta polityk „przy korycie” może nie mieć żadnych poglądów, a kierować się jedynie przyrodzeniem.