Dziś panie, w sporej liczbie, bo aż w 3-tysięcznym hufcu, zgromadziły się, aby omawiać swoje sprawy. Ale czy aby na pewno wyłącznie swoje i czy takie zgromadzenia nie stwarza podstaw do obaw o przestrzeganie praw człowieka?
Przy tym wszystkim wmawia się ludziom, głównie kobietom, że „Jeśli same nie będziemy walczyć o swoje sprawy, nikt nie zrobi tego za nas”, tymczasem od zawsze mężczyźni niemal nie pozabijali się, aby ulepszyć życie kobiet a nie swoje własne. To w obronie kobiet nie mężczyzn panowie chętniej stają, to paniom chętniej pomagają, to dla pań są milsi i uprzejmiejsi, to na niedogodności pań silniej reagują. Nawet te przywileje, które dla kobiet zagarnęły feministki, nie pojawiły się poprzez zmianę postaw społeczeństwa, ale za sprawą wypłakania ich u mężczyzn znajdujących się u władzy. Wszystkie niewolone grupy etniczne, religijne czy klasowe musiały walczyć o swoja wolność. Ile wojen lub powstań wznieciły panie, aby osiągnąć tzw. „wyzwolenie”? Do ilu ich demonstracji strzelano?
Demonstracji tych było tak „wiele”, że święto 8 marca wypada w rocznicę… pożaru w fabryce kobiet. Panie 8 marca zostały zamknięte w fabryce przez właściciela w obawie przed strajkiem, którego z powodu płci uczestniczek policja nie byłaby w stanie opanować. Podobnie jest zresztą obecnie, wystarczy porównać zepchnięcie pielęgniarek z chodnika przez policję z gazowaniem i pałowaniem przez nią górników.
O jakim więc zdaniu na własne siły i jakim braku solidarności pań tu mówimy, konkurowanie wewnątrz swojej płci jest domeną mężczyzn. To fakt biologiczny i świadczy o nim choćby brak Kongresów Mężczyzn. Może raczej należałoby się zastanowić, jak tę naturalną dysproporcję i trudność mężczyzn w walce o własne prawa wyeliminować i jak mężczyznom pomóc uczynić ich życie lepszym?
Być może nie jestem do końca uczciwy wobec postulatu wyrównywania liczby kobiet i mężczyzn parlamentarzystów. W końcu panie postulują tylko (na razie), aby liczba „jedynek” mężczyzn i kobiet na listach była taka sama. Wyborca nadal miałby prawo wyboru kogo zechce na liście.
Cóż, to prawo wyboru kogo z listy się zechce nie przekonuje jednak samych feministek, skoro postulują manipulacje miejscami na tych listach. Czemuż by więc miało mnie przekonywać? Zresztą słusznie ich owo prawo nie przekonuje.