Dziś panie, w sporej liczbie, bo aż w 3-tysięcznym hufcu, zgromadziły się, aby omawiać swoje sprawy. Ale czy aby na pewno wyłącznie swoje i czy takie zgromadzenia nie stwarza podstaw do obaw o przestrzeganie praw człowieka?
Ostatnio byłem zniesmaczony wręcz namolną agitką za uczestnictwem w wyborach europarlamentalnych (wyjątkowo niska frekwencja w tego typu wyborach skłania do tak nachalnych kampanii) w jedyne dwa dni, kiedy Polacy mogli od kampanii wyborczej odpocząć. Nie pojmowałem rozumowania stojącego za przekonaniem, że im więcej wyborców, tym lepszy wynik wyborów. Czy wyborcy mniej chętni, mniej zorientowani i mniej zdeterminowani, poprawiają wybór dokonany przez tę nieliczną grupę, która być może chociaż czytała część programów wyborczych?
Oczywiście nie. Stąd tak ważnym elementem selekcji polityków jest system partyjny, powolne pięcie się po szczeblach kariery, układanie się ze współpracownikami. Przecież na „jedynki” nie trafiają przypadkowe osoby za to, że są mężczyznami. Podobnie dzieje się w przedsiębiorstwach. Nikt na nikogo nie głosuje, a jednak awansują lepsi a nie gorsi. Wielu osobom może system partyjny nie odpowiadać (mi nie odpowiada), ale jeżeli problemem jest właśnie on, to w niego należy uderzyć a nie w bogu ducha winnych mężczyzn, którzy wypruwali sobie żyły, żeby coś w nim osiągnąć.
Narzucanie wyborcom parytetów kobiet na listach wyborczych (swoją drogą, ciekawe ile wtedy mężczyzn wystawiłaby na jedynkach Partia Kobiet?) jest nieuczciwe wobec wyborców nie głosujących ze względu na płeć, w tym niemal wszystkie kobiety. Jest też nieuczciwe wobec innych niż kobiety a nie mniej ważnych grup społecznych, które nie mają takiej siły przebicia i kreowania się na ofiary, jak kobiety, i które nie mogą wywalczyć sobie swoich parytetów na ulicach, konferencjach czy kongresach albo w mediach, a jedynie w każdorazowych, konkretnych wyborach, zastanawiając się dokładnie przy czyim nazwisku zechcą postawić krzyżyk. Tak znaczące dla człowieka do nich należącego grupy jak chłopi, niepełnosprawni, młodzi, górnicy czy absolwenci zawodówek nie posiadają parytetów i nie są ich sobie w stanie wywalczyć na ulicy. Ich przedstawiciele mogą jedynie w czasie każdych wyborów myśleć, gdzie stawiają krzyżyk. Tego przymusu chcą pozbawić swoje (nieliczne) zwolenniczki Panie feministki, resztę kobiet natomiast chcą pozbawić możliwości głosowania za każdym poszczególnym razem na kogo zechcą.
Żądania wprowadzenia nakazu umieszczania parytetu kobiet na listach wyborczych są krokiem, który prędzej czy później musi zwrócić się przeciwko samym kobietom. Do tej pory nie udawało się zatrzymać kroczenia żadnej ideologii w kierunku realizacji jej celów. Jedynym sposobem było zawracanie tych ideologii. Wkrótce może się okazać, że jedynym sposobem na utrzymanie demokracji i wolności jest zupełne odebranie kobietom ich praw wyborczych.