Facebook Google+ Twitter

Koniec ery Federera?

Czy szwajcarski geniusz jeszcze wróci na szczyt rankingu ATP. Czy może jego czas na tenisowym Panteonie dobiegł końca? Sezon 2010 w wykonaniu Rogera Federera.

Roger Federer at the 2009 Wimbledon Championships / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Roger_Federer_at_the_2009_Wimbledon_Championships_11.jpg
Początek roku był dla Szwajcara bardzo udany. Półfinał w silnie obsadzonym turnieju w Katarze oraz bezapelacyjne zwycięstwo w Australian Open (stracił tylko dwa sety) utwierdziły w przekonaniu środowisko tenisowe, że dominacja „króla Rogera” nie jest zagrożona. Sam zawodnik podobno stwierdził, że w takiej dyspozycji jest w stanie zdobyć klasycznego Wielkiego Szlema. Zapowiadał ponadto poświęcenie większej uwagi na grę w mniejszych turniejach, podczas których będzie testował różne style gry.

Między występem w Melbourne a kolejnymi zawodami w Indian Wells upłynęły dwa miesiące. Ten czas został przeznaczony przede wszystkim na regenerację organizmu po wielkoszlemowych trudach i doleczenie urazów. Po 12 latach profesjonalnej kariery Federer często narzeka na bóle pleców i problemy z barkiem.

Turniej w Kalifornii zakończył się dla Szwajcara w III rundzie, po porażce w trzech setach z Cypryjczykiem Baghdatisem. W następnych zawodach z cyklu Masters w Miami, doszedł on do najlepszej szesnastki turnieju. Miesiąc później, w Rzymie, ówczesny lider światowych list odpadł już po drugim spotkaniu, niespodziewanie ulegając Ernestsowi Gulbisowi. Te trzy występy były pierwszym sygnałem, że ze Szwajcarem dzieje się coś niepokojącego. Kolejny turniej, na ziemnych kortach w portugalskim Estroril, przyniósł jego przegraną w półfinale.

Najlepsze zawody przed zbliżającym się French Open Federer rozegrał w Madrycie. Dopiero w finale musiał on uznać wyższość swojego największego rywala Rafaela Nadala i nie obronił trofeum wywalczonego tam rok wcześniej. Dobra forma, jaką zaprezentował w stolicy Hiszpanii, pomogła tchnąć optymizm na przyszłość i puścić w niepamięć poprzednie słabsze występy.

Drabinka turniejowa Rolanda Garrosa ułożyła się dla tenisisty z nr 1 niezwykle pomyślnie. Aż do ćwierćfinału na jego drodze nie stanął żaden z zawodników mogących mu poważnie zagrozić. Dość powiedzieć, że przez pierwszą fazę turnieju nie stracił seta. W piątym meczu na paryskich kortach naprzeciwko 16-ktornego zwycięzcy turniejów wielkoszlemowych stanął jego ubiegłoroczny rywal w finale - Robin Soderling. Po pierwszym secie, wygranym przez Federera 6:3, wydawało się, że ma on mecz pod kontrolą. Kolejne partie przyniosły jednak diametralną zmianę sytuacji. Systematycznie spadała liczba bezpośrednio wygranych akcji (tzw. „winnersów”) przez Szwajcara. Nie znalazł on również recepty na atomowe serwisy Szweda i zabójczo skuteczny forehand (oba te zagrania są znakami firmowymi tenisisty rozstawionego z nr 7). Pojedynek zakończył się ostatecznie zwycięstwem Soderlinga w czterech setach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.