Facebook Google+ Twitter

Koniec kryzysu, początek kłopotów

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-05-12 16:41

Udało nam się. Przyjęta przez rząd strategia małej aktywności szczęśliwie okazała się właściwa. Teraz jednak na horyzoncie pojawiają się już nowe kłopoty, a nasze szczęście nie musi trwać wiecznie - pisze na łamach magazynu "Kawa" Witold Orłowski.

prof. Witold Orłowski / Fot. mat. KawaNo cóż, coraz częściej słychać że kryzys się powoli kończy. Nawet nie u nas, bo przecież my w ogóle możemy mieć wątpliwości, czy w Polsce mieliśmy do czynienia z „kryzysem” (ja uważam że tak, bo „kryzys” nie jest zjawiskiem ze sfery ekonomii, tylko psychologii). Ale nie ma co się spierać o nazwy – bez wątpienia na całym świecie mieliśmy i mamy nadal ciężkie czasy, ale w ciemnym tunelu zaczyna gdzieś słabo pobłyskiwać światełko. Zaczyna powoli rosnąć produkcja w USA i głównych krajach zachodniej Europy.

Stabilizuje się globalny rynek finansowy, na giełdy powraca wzrost. Nikt nie obawia się już upadku kolejnych banków i bankructw kolejnych krajów. Światowa gospodarka wprawdzie niebezpiecznie ugięła się rok temu pod ciężarem gwałtownego krachu finansowego, ale najwyraźniej wytrzymała nawałnicę i dziś zaczyna się powoli na nowo prostować. Choć oczywiście nigdy nie zabraknie czarnowidzów, twierdzących, że poprawa jest tylko pozorna i już za miesiąc - dwa nastąpi kolejny krach. Większość obserwatorów uważa jednak, że najgorsze za nami.

Z drugiej strony, trzeba wiele optymizmu by to, co obecnie obserwujemy nazywać już wyraźną poprawą. Produkcja w USA i zachodniej Europie wprawdzie się zwiększa, ale jest to wzrost specyficzny, polegający głównie na tym, że skala spadku jest w kolejnych kwartałach mniejsza, niż była na początku roku. No cóż, nie ma co ukrywać, że statystyka bywa niekiedy nieco perwersyjna w swoich sformułowaniach (dla przypomnienia, zgodnie z opinią XIX-wiecznego brytyjskiego premiera Benjamina Disraeli, stopniowanie słowa „kłamstwo” to: „kłamstwo”, „ohydne kłamstwo” i „statystyka”).

Nieznacznej poprawie w zakresie produkcji towarzyszy nadal stały wzrost bezrobocia, które w wielu krajach osiągnęło poziom niewidziany od dziesięcioleci - i nadal wzrasta. To prawda, banki nie boją się już bankructwa. Ale głównym źródłem poprawy nastrojów nie jest wcale lepsze zarządzanie i większa dochodowość, ale przekonanie, że w razie pojawienia się zagrożenia i tak z pomocą musiałyby pospieszyć rządy. Tak jak w przypadku wielu instytucji finansowych uratowanych w ciągu minionych kilkunastu miesięcy za pieniądze podatników. I to niezależnie od tego, jak gigantyczne długi rządy musiały pozaciągać po to, by ograniczyć skutki gospodarczej katastrofy.

Jednym słowem, cieszmy się z perspektyw poprawy, ale nie przesadzajmy z optymizmem. Bo koniec kryzysu nie oznacza wcale końca kłopotów dla gospodarki światowej. Nie tylko dlatego, że światełko w tunelu jest bardzo słabe i może jeszcze łatwo zniknąć. I nawet nie tylko dlatego, że długi zaciągnięte przez rządy w trakcie walki z kryzysem trzeba będzie teraz stopniowo pospłacać. Ale przede wszystkim dlatego, że lista czynników, które doprowadziły do kryzysu, jest długa – i mała nadzieja, że problemy te na dobre znikną.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.