Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5528 miejsce

Koniec marzeń. Nie dla Legii Liga Mistrzów

Po dobrym meczu Legia Warszawa zremisowała w rewanżowym meczu ze Steauą Bukareszt 2:2. O wyniku zadecydował początek meczu, kiedy to w bardzo krótkim czasie gospodarze stracili dwa gole.

 / Fot. fot. Wordpress.comŻycie historią

W sezonie 1995/1996 Legia Warszawa pewnie awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Wygrane 1:0 i 2:1 z IFK Göteborg wprowadziły warszawiaków tam, gdzie piłkarze Jana Urbana chcieli się znów znaleźć. Wtedy nie skończyło się na fazie grupowej. Zawodnicy z 7. punktami awansowali dalej, ale nic więcej już ugrać się nie dało. W meczu z Panathinaikosem Ateny najpierw było 0:0, a potem 0:3.

Brakło czasu, dokładności, umiejętności?


Aby ziścić marzenia o wyeliminowaniu Steauy Bukareszt, Legia musiała albo wygrać, albo utrzymać bezbramkowy remis. Trener nie miał jednak zamiaru bronić wyniku. Pierwsze minuty to jednak gra w środku pola. Dużo wymiennych podań, trochę niedokładności i ostrzejszej gry. Tak właśnie wyglądał mecz do siódmej minuty, kiedy to... Steaua strzeliła bramkę i bardzo skomplikowała sytuację legionistów. Kilka prostych podań, klepka i było 1:0. Nicolae Stanciu otrzymał świetną piłkę w polu karnym, w dziecinny sposób ograł Furmana i ładnym strzałem przy słupku wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Chwilę później było już 2:0. Ivica Vrdoljak zachował się jak junior, łatwo stracił piłkę na 30. metrze i dał szansę gościom na podwyższenie. Trzech przeciwników na dwóch legionistów wróżyło źle, a jak dodamy do tego, że i tych dwóch nie zachowało się tak, jak powinni, to mogło być tylko gorzej. I w dziewiątej minucie Federico Piovaccari posłał piłkę do bramki.

W tym momencie Legia musiała trafić już trzy gole. I widć było, że chce, bo i Kosecki i Bereszyński szaleli na skrzydłach, ale zmasowana obrona było już nie do przejścia. Sytuacja mogła się zmienić w 17. minucie po dośrodkowaniu przez Furmana z rzutu rożnego, kiedy do piłki doszedł Rzeźniczak i, mimo że miał bardzo trudną pozycję, oddał strzał, ale nad poprzeczką bramki. W 20. minucie gospodarze byli blisko zmniejszenia strat. Radović świetnie podał do Kosy, a on uderzył tak, jak w Bukareszcie, tylko że z tą różnicą, że bramkarz strzał obronił. Piłka powędrowała jednak do Kucharczyka, który idealnie ją dobił. I było już 2:1, ale zanim zmienił się wynik na tablicy świetlnej, sędzia odgwizdał spalonego, którego... nie było. Trudna sytuacja do oceny w żadnym wypadku arbitra nie usprawiedliwiała. Chwilę potem bardzo dobrze zachował się Kuciak, bo gdyby nie on, byłoby już po meczu. W międzyczasie kibice Legii chcieli wziąć odwet za Bukareszt, kiedy kibice Steauy rzucali w zawodników czym się dało. I w Warszawie też zobaczyliśmy kilka "nieuprawnionych do gry" przedmiotów na boisku.

To, co nie udało się Kucharczykowi, udało się w 27. minucie Miroslavowi Radoviciowi. Kapitalną asystę zaliczył Jakub Wawrzyniak, który świetnie zagrał w pole karne, a Serb idealnie przymierzył główką i siatka gości zatrzepotała po raz drugi. Inna sprawa, że lewy obrońca Legii nie znajduje uznania nawet w oczach swoich kibiców. To zagranie, jeśli będzie awans, pewnie zmieni nastawienie do niego.

I bramka była tym, czego gospodarze potrzebowali. Od razu chcieli usiąść na rywalu, ale podwojone krycie nie ułatwiało zadania. W pewnych momentach goście bronili się już całą drużyną, a w 42. minucie świetny strzał oddał Furman. Niewiele brakowało, a doprowadziłby do remisu. Trzeba jednak oddać golkiperowi, że to właśnie jemu gracze w czerwono-niebieskich koszulkach zawdzięczali prowadzenie. Chwilę potem Steaua zmarnowała dwie dobre sytuacje, a kiedy doszli do trzeciej, piłka o centymetry przeszła nad bramką. Po kapitalnej pierwszej połowie, głównie za sprawą przyjezdnych, którzy strzelili szybko dwa gole, czym zmusili Legię do atakowania, sędzia zaprosił obie drużyna do szatni.

Druga połowa rozpoczęła się bez żadnych zmian, jeśli mamy na myśli składy zespołów. Co innego już gra, przynajmniej Legii. W 48. minucie Wawrzyniak przymierzył, ale futbolówka przeszła nad bramką. Kilka chwil potem Jakub Kosecki ograł dwóch przeciwników i dośrodkował po ziemi, ale obrońcy zdołali wybić na róg. Przez kolejne minuty gra toczył się w głębi pola. Legia miała swoje szanse. Kilkakrotnie Furman dośrodkowywał z rzutów wolnych i rożnych, ale na nic się to zdało. W 63. minucie gospodarze dokonali pierwszej zmiany i za Kucharczyka wszedł Ojamaa. Na niewiele się to zdało. Przeciwnik się cały czas bronił. 19. minut przed zakończeniem, Saganowski minimalnie przestrzelił, ale sędzia znów uznał pozycję spaloną. Kilka minut potem kapitalnie uderzył Filipe, ale Kuciak wybił na rzut rożny. Bezradność Urbana była widoczna dopiero pod koniec meczu, kiedy wystawił do gry niedoświadczonego Mikitę i nie zmienił ustawienia. Nadal grał 4-2-3-1. Rumuni, pewni awansu, grali na czas. Jak nadarzyła się jakaś dobra okazja, to też nie ryzykowali wyjścia kilku graczy. To, co jednak zdarzyło się w 92. minucie, przeszło oczekiwania wszystkich kibiców. Legia, która nie wierzyła w awans, za sprawą Rzeźniczaka, doprowadziła do wyrównania. Chwilę potem sędzia jednak zakończył spotkanie.

Jeszcze przynajmniej rok

Nie ma co gdybać, co by było jakby trener zmienił ustawienie, zdjął jednego defensywnego pomocnika. Po dobrym meczu niestety Legia Warszawa nie zdołała awansować do Ligi Mistrzów. Gdyby sędzia nie pomylił się przy spalonym, to gra mogła wyglądać lepiej. Liga Europy to jednak też jest jakieś osiągnięcie, a jeśli jeszcze dobrze się tam zaprezentują, to i tak cały naród będzie z nich dumny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.