Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

176294 miejsce

Koniec marzeń o finale. Przegraliśmy z Brazylią 1:3

W półfinale Ligi Światowej siatkarska reprezentacja Polski przegrała z Brazylią 1:3. Po ciężkim spotkaniu biało-czerwoni nie sprostali faworyzowanym rywalom i o trzecie miejsce w katowickim turnieju zagrają jutro z reprezentacją USA. W wielkim finale Brazylia zmierzy się z Rosją.

Zawodnicy reprezentacji Polski: Michał Winiarski (#2), Paweł Zagumny (#5), Mariusz Wlazły (front,P) i przysłonięty Wojciech Grzyb (L, przy siatce) fetują zdobycie punktu w meczu z Francją w finałowym turnieju Ligi Światowej siatkarzy w katowickim Spodku, 11 bm. "Biało-czerwoni" zwyciężyli 3:2. / Fot. PAP/Andrzej GrygielPierwszy set: nerwówka dla Brazylii

Mecz dość bezpieczną zagrywką rozpoczął Sebastian Świderski, lecz pierwszy punkt w sobotni wieczór padł łupem Andre Nascimento, który należał również do bohaterów piątkowego pojedynku Brazylii z Rosją. Początek spotkania przebiegał pod znakiem dość wyrównanej gry obu zespołów. Canarinhos szybko potwierdzali swoje nieprzeciętne umiejętności obronne, raz po raz broniąc ataki Polaków. Podopieczni Raula Lozano rozpoczęli jednak bój o finał z dużym spokojem, nie pozwalając rywalom uzyskać przewagi, jak miało to miejsce w finale mistrzostw świata w Japonii i na pierwszą przerwę techniczną schodzili z jednopunktowym prowadzeniem.

Brazylijczycy przewyższali nas głównie w polu zagrywki, a problemy z przyjęciem uniemożliwiały Pawłowi Zagumnemu dogrywanie dokładnych piłek do atakujących. Obrońcy trofeum nie ustrzgali się jednak prostych błędów, do jakich zaliczyć można było choćby przekroczenie linii przy serwisie Andre.

Kibice reprezentacji Polski podczas półfinałowego meczu "biało-czerwonych" z Brazylią. / Fot. PAP/Andrzej GrygielBiało-czerwoni, niesieni fantastycznym dopingiem kibiców w Spodku, grali przede wszystkim konsekwentnie i przy stanie 16-14 mogli snuć plany o wygranym secie. Siatkarze z Kraju Kawy szybko doprowadzili jednak do wyrównania – przyczynił się do tego as serwisowy typowanego do tytułu najlepszego gracza turnieju Giby.

Końcówka pierwszego seta zapowiadała się niezwykle interesująco. Polacy coraz częściej pomagali rywalom w zdobywaniu punktów. Najpierw w piłkę wystawioną przez Zagumnego nie trafił Pliński, a chwilę później zagrywkę zepsuł Michał Winiarski i trener Lozano zmuszony był poprosić o czas. Przy remisie 23-23 emocje w Spodku sięgały już zenitu. Nadzieje fanów na korzystny wynik błyskawicznie przeistoczyły się jednak w gorycz rozczarowania po tym, jak na polu ataku pomylili się kolejno Sebastian Świderski i Mariusz Wlazły. Pierwsza partia dla Brazylii.

Drugi set: Wyrównanie

Od początku drugiego seta Polacy zdołali wypracować sobie kilkupunktową przewagę. Proste błędy rywali i postawa daleka od ideału kazały przypuszczać, że Canarinhos są dzisiaj zespołem do pokonania. Na główną postać w reprezentacji Polski wyrastali Wlazły i Winiarski. To właśnie po ich akcjach, a także prostym błędzie Giby zdystansowaliśmy przeciwników na cztery "oczka".

Radość Polaków nie trwała jednak długo. Brazylijczycy grali coraz pewniej i błyskawicznie doprowadzili do wyrównania. Raul Lozano postanowił sięgnąć po bohatera grupowego spotkania z Francją, Grzegorza Szymańskiego, który na pozycji atakującego zmienił Wlazłego. Gra Polaków wyraźnie się ożywiła, wreszcie funkcjonować zaczął blok i na drugą przerwę techniczną schodziliśmy z prowadzeniem 16-13.

W kolejnych akcjach biało-czerwoni jeszcze bardziej powiększyli przewagę, w świetnym stylu powstrzymując ataki Giby i Andre. Rywale ponownie zmniejszyli jednak stratę, a kibice do ostatnich chwil drżeć musieli o losy seta. W polu zagrywki kolejno błędy popełnili Marcelinho i Gustavo, a zwycięstwo Polski w drugiej partii 25-23 przypieczętował Szymański.

Bezwzględni mistrzowie

Już w drugiej akcji trzeciego seta zatrzymaliśmy Brazylijczyków podwójnym blokiem. Chwilę później Canarinhos zrewanżowali się jednak tym samym, dwukrotnie zatrzymując na środku Daniela Plińskiego i dość łatwo uzyskali przewagę czterech punktów. Gracze z Ameryki Południowej przewyższali biało-czerwonych zwłaszcza w ataku. W początkowej fazie trzeciej partii polski zespół był całkowicie bezradny wobec mocnych uderzeń Giby, Dante czy Andre. Na domiar złego z powodu bólu nogi parkiet opuścić musiał Świderski, którego zastąpił potrafiący uzdrowić grę drużyny Piotr Gruszka. Niestety, ani przyjmujący Skry Bełchatów, ani jego koledzy, nie byli w stanie powstrzymać coraz pewniej poczynających sobie zawodników Bernardo Rezende.

Kibic / Fot. PAPUtrzymująca się na poziomie kilku punktów przewaga rywali kazała w najbardziej pesymistycznym wariancie zacząć spisywać seta na straty. Polakom mozolnie przychodziło gromadzenie kolejnych punktów, tylko nieznacznie tlących ognisko nadziei na sukces w trzeciej partii. Cudów w obronie Brazylijczyków dokonywał Sergio. To właśnie dzięki niewiarygodnym interwencjom 32-letniego libero mistrzowie świata wyprowadzać mogli zabójcze kontry, z każdą chwilą coraz bardziej przybliżające ich do objęcia prowadzenia w meczu. Z czasem przewaga "Kanarkowych" stopniała wprawdzie do trzech punktów, lecz chwilę później to goście cieszyć się mogli z wygranej seta.

Czwarty set: Koniec snów, Canarinhos w finale



Czwarta część sobotniego półfinału rozpoczęła się po myśli gospodarzy. Po udanym ataku wprowadzonego na plac gry Wojciecha Grzyba i autowym zbiciu Andre prowadziliśmy z Brazylią 2:0, jednak przeciwnicy tradycyjnie już doprowadzili do wyrównania. Polski blok, stanowiący olbrzymie zagrożenie dla rywali w tegorocznej Lidze Światowej, dziś, wobec bezlitosnych w kończeniu akcji Canarinhos, był praktycznie bezradny.

W pierwszej fazie partii żadna ze stron nie potrafiła jednak wysunąć się na znaczne prowadzenie. Mimo narastającego zmęczenia Polacy nie rezygnowali z walki o przedłużenie losów meczu. Nieustające wymiany "punkt za punkt" zwiastowały kolejną nerwową końcówkę. Wśród biało-czerwonych coraz pewniej w polu ataku spisywali się Wlazły i Gruszka, którego potężne uderzenie dało nam prowadzenie 16:15 na drugiej przerwie technicznej. Chwilę później wydarzenia w Spodku przybrały jednak czarny scenariusz. Brazylijczycy zdobyli trzy "oczka" z rzędu i o czas dla swojego zespołu prosić musiał trener Lozano. Ciągle traciliśmy jednak do rywali dwa punkty.

Przy stanie 24:21 pierwszą piłkę meczową mieli goście. Choć dwie kolejne akcje padły jeszcze łupem Polaków, to jednak co się odwlecze, to nie uciecze. W decydującym momencie Andre obił nasz blok i przegrana biało-czerwonych stała się faktem.

Brazylia ponownie potwierdziła swoją wyższość nad drużyną Raula Lozano, choć rozmiar zwycięstwa Canarinhos daleki był od nokautu na mundialu w Japonii. W wielkim finale Ligi Światowej obrońcy trofeum zmierzą się jutro z Rosjanami. Wcześniej rozegrany zostanie mecz o trzecie miejsce w katowickiej imprezie, w którym Polacy zagrają z ekipą USA.

Polska - Brazylia 1:3 (23:25, 25:23, 21:25, 23:25)



Składy


Polska: Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły, Daniel Pliński, Łukasz Kadziewicz, Michał Winiarski, Sebastian Świderski, Piotr Gacek (libero) oraz Michał Bąkiewicz, Wojciech Grzyb, Łukasz Żygadło, Grzegorz Szymański, Piotr Gruszka.

Brazylia: RICARDO Garcia, Godoy Filho Gilberto - GIBA, DANTE Guimaraes Amaral, ANDRE Luis da Silva Nascimento, GUSTAVO Endres, Rodrigo Santana - RODRIGAO, SERGIO Dutra Santos (libero) oraz MARCELINHO Elgarten, SAMUEL Fuchs, MURILO Endres, ANDERSON Rodrigues.

Jutro w katowickim Spodku:
17.00 - mecz o trzecie miejsce (Polska - USA)
20.00 - finał (Brazylia - Rosja)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (18):

Sortuj komentarze:

Publo - zgadzam się niemal w 100%

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nasuwa się smutna, ale niestety prawdziwa konkluzja, że jesteśmy mistrzami w przegrywaniu najważniejszych meczy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W naszej siatkówce był jeden, którego posłuchano, bo obiecał, że jeśli drużyna i zawodnicy będą chcieć, to osiągną wszystko - WAGNER. Obiecał, chcieli i... osiągnęli wszystko. To nic, że później okrzyknięto go Katem - ktoś musiał dopilnować realizacji obietnic i tego chcenia.
Nie sądzę, aby szybko w siatkówce znaleźli się tacy, którym zechce się TAK trenować, TAK grać, mieć TAKĄ motywację i determinację oraz TAKIEGO trenera.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ktoś wyżej napisał, że przegraliśmy ze słabą Brazylią. I ja się z tym stwierdzeniem nie mogę zgodzić w żaden sposób. Faktem jest, że Brazylia gra w Final Six LŚ na pewno słabiej niż dotychczas. Ale to jest Brazylia. I tu nie chodzi o magię nazwy etc. Brazylijczycy są niekonwencjonalnymi zawodnikami. To, że nie mogliśmy wczoraj ich zablokować to nie jest przede wszystkim błąd naszych zawodników, trenera etc, a genialność Canarinhios. Genialność ta objawiała się w wystawianych piłkach, który szły dokładnie tam, gdzie w najlepszym przypadku był jeden nasz blokujący: prawe skrzydło, lewe skrzydło, krótka, przesunięta krótka, podwójna krótka, czy atak z drugiej linii. Te ataki szły w takich kombinacjach, że naszych to po prostu (przepraszam za kolokwializm) rozpieprzyło.

Moim zdaniem Polacy są w tej chwili w czwórce światowej z całą pewnością. Brazylia jest niekwestionowanym liderem, a na miejscach 2-4 postawiłbym na Rosję, Polskę i kogoś z dwójki Włochy, Bułgaria (z większym wskazaniem w tej chwili na tych drugich). Przez kilka lat byliśmy w gronie 6-8 najlepszych zespołów świata, a teraz jesteśmy w gronie tych co walczą o każdy wielki turniej. Lozano zrobił bardzo dużo, zmienił nawet (tak sądze) mentalność naszych zawodników. Jakby an to nie patrzeć trzy lata temu, gdy Argentyńczyk nie objął jeszcze naszej reprezentacji grali już Zagumny, Świderski, Gruszka, wdrążali się powoli Kadziewicz i Winiarski. Wczorajszego meczu nie przegraliśmy psychiką, a przygotowaniem. Bo skoro już w meczu z Francuzami dosyć szybko łapały nas skurcze to świadczy to o tym, że Finał Ligi Światowej nie został potraktowany jako najważniejsza impreza tego sezonu. I bardzo dobrze! LŚ ma być przecież przygotowaniem do ME, w których szanse na złoto mamy bardzo duże (a pozostaje jeszcze kwestia awansu na IO)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoda , wielka szkoda mieliśmy olbrzymia szansę wygrać Ligę . Postawa naszych daje nadzięję że idziemy w dobrym kierunku - powodzenia !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie, Krzysiek, nie przesadzam. To raz. To, że udało nam się wygrać z Rosją na MŚ, nie znaczy, że będziemy stawiani przed nimi, czy powinniśmy być. Moim zdaniem, dalej jesteśmy właśnie tej czołówce 6-8 drużyn które mogą ze sobą wygrać, ale i przegrać. Prawda jest taka, że nieważne ile lat będzie pracował Lozano, jak dobrym trenerem jest, dopóki nie zmieni się mentalność zawodników, zawsze będziemy gorsi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drużyna przegrała na własne życzenie - nijak inaczej nie da się wytłumaczyć całkowitego brak bloku i wiary, że można pokonać Brazylię; nawet Lozano pod koniec już nie próbował nawet "kopać się z koniem". Trudno...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pawle, nie przesadzasz? Chyba jednak nie jesteśmy od kilku lat w czołówce. No, chyba, że czołówka to najlepsza szóstka-ósemka świata. Teraz jesteśmy, moim zdaniem (tak jak Marcin napisał) w gronie faworytów kolejnych imprez, stawiani przed Rosjanami, Serbami czy Włochami, co kilka lat temu było nie do pomyślenia. W takim razie czy zniżone ambicje mają również te ekipy i każda, od sześciu lat znosić musi ciągłe zwycięstwa Brazylii czy to na mundialu, czy w olimpiadzie, czy Lidze Światowej? Cieszmy się tym co mamy, bo mamy dużo, jak na dwa i pół roku pracy Raula Lozano z reprezentacją - bardzo dużo. Niedosyt pozostaje - pewnie. Ale czy musi to przyćmić falę emocji i radości, jaką przez ostatnie miesiące zalewają nas siatkarze?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do Pekinu będziemy najlepsi

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marcinie, ale widzisz, albo mamy mentalność zwycięzców, albo zostajemy na 2-4 miejscu. A tego chyba nie chcemy. Bo Polacy w siatkówke, od kilku lat są czołówce. Tylko, że zawsze ktoś stawał na naszej drodze. A ja po prostu chcę, żeby skończyło się gadanie, graliśmy dobrze, ale przeciwnik był za mocny. Nie po prostu zagrali słabo, bez błysku. Po prostu fajnie jak w końcu jakaś reprezentacja będzie pierwsza, nie druga, czy czwarta. Bo zawsze jest jakieś "ale".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.