Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

988 miejsce

Koniec ojca Szustaka?

Ponad 150 tys. fanów na Facebooku, popularność, o jakiej marzy każdy ewangelizator, kilkanaście książek i płyt oraz tysiące ludzi marzących, by wziąć udział w prowadzonych przez niego rekolekcjach. Czy "era Szustaka" może się kończyć?

 / Fot. Print screen filmu opublikowane na YouTube.comDokładnie dwa lata temu ukazała się książka „Wilki dwa. Męska przeprawa przez życie”. Przebojem zdobyła szczyty bestsellerów nie tylko w księgarniach religijnych, ale także w empiku. Czytelnicy rozpływali się nad trafiającymi w punkt, a często nawet sprawiającymi motywujący do działania ból, porównaniami. To było to, czego potrzebowali młodzi katolicy. Wydawało się, że każdy, kto choć trochę jest związany z Kościołem, wie, kim jest dominikanin, ojciec Adam Szustak. Po dwóch latach jest jednak inaczej. Filmy publikowane przez ojca na znanym kanale mają coraz mniejszą oglądalność, coraz częściej słychać też głosy, że ludziom brakuje „starego” Szustaka, tego który głosił rekolekcje „Ewangelia dla nienormalnych”, „Osioł w raju” czy „Rekolekcje Ulepione Tęsknotą”.

Ojciec Adam „zaczął się” jeszcze przed 2010 rokiem. On sam mówi, że jego życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni w momencie, w którym modliło się nad nim dwóch włoskich duchownych, salezjanów, ojcowie Antonello i Enrique. Na całym świecie znani są oni z cudów, które dzieją się w ich obecności. Choć trudno w to uwierzyć nie raz zdarzało się, że ludzie odzyskiwali dzięki ich modlitwie utracone zdrowie lub wychodzili w ciągu chwili z wieloletniej depresji. Natchniony spotkaniem z nimi ojciec Szustak zmienił sposób swojego nauczania, na ten, z którego zasłynął w Krakowie, opiekując się znanym w grodzie Kraka duszpasterstwem akademickim „Beczka". Gdy w 2012 roku rozstawał się z nim i przeprowadzał do łódzkiego klasztoru, stając się de facto wędrownym kaznodzieją, płakało po nim wiele studenckich oczu.

Od niespełna pięciu lat w ramach swojej pracy duszpasterskiej ojciec Szustak podróżuje po całej Polsce i poza jej granice głosząc rekolekcje i konferencje. Wraz z ilością przejechanych kilometrów i poznanych ludzi rosła też jego popularność. Nie działo się to oczywiście bez przyczyny. Język, którego używał dominikanin był zupełnie inny od tego, który przywykliśmy słyszeć z kościelnych ambon. Gdy mówił, nie tylko nie bał się on poruszać kontrowersyjnych tematów, ale używał też prostego języka, którego używa dzisiejsza młodzież. Nie silił się na naukowe tłumaczenie teologicznych zawiłości i kato-mowę. Zamiast tego potrafił powiedzieć „iść” zamiast „kroczyć” i „mówić” zamiast „głosić”. Młodzi go pokochali, a wielu spośród nich twierdzi dziś, że usłyszane wtedy rekolekcje były tymi, dzięki którym wrócili na łono Kościoła. Liczba wygłoszonych konferencji rosła, pojawiły się też pierwsze projekty Internetowe, które w bardzo szybkim czasie zdobyły wyżyny popularności. Ojciec Szustak stał się prawdziwym „the best one”. Wielu zarzucało mu wręcz, że swoją osobą przyćmiewa Pana Boga...

Następne książki dominikanina nie zdobywały już jednak "topek" w takim tempie, jak "Wilki dwa". Pojawiające się z coraz większą częstotliwością filmiki, po okresie początkowej prosperity – w szczytowym okresie miały nawet pół miliona odsłon, zaczęły tracić na oglądalności. Często można było też usłyszeć zarzuty, że dominikanin niepotrzebnie poszedł w ilość, przez co ucierpiała jakość, że w mediach społecznościach jest go za dużo, że traci autentyczność, że się powtarza. Żeby tego było mało, ojciec Adam spełniając swoje marzenie, za pozwoleniem przełożonych, wyjechał w ewangelizacyjną podróż dookoła świata – zniknął ze sceny polskiego kościelnego światka. Czy to oznacza koniec ogólnego „boomu na Szustaka”?

Trudno jednoznacznie powiedzieć. Na pewno przesadzone są głosy o błędnych założeniach Szustkowego duszpasterstwa – pomimo tego, że sposób jego ekspresji zdaniem niektórych może zasłaniać Pana Boga, dla innych jest tym, który do Niego prowadzi. Choć filmy publikowane w Internecie czasami rzeczywiście mają mało teologicznej treści pozwalają jednak budować relację z odbiorcami, którzy dzięki temu, przeskakując od filmu do filmu, mogą poznać Boga bliżej, mocniej i więcej. Pojawiają się też publikacje i filmy takie, jak wydane ostatnio „Serce w serce. Komentarz do Księgi Rut", które będąc całkowicie oparty na Słowie wydaje się być powrotem do tego, co w ojcu Szustaku urzekało przed laty. Przede wszystkim jednak założeniem Szustakowego vloga i jego publikacji jest nie zdobywanie zasięgów, popularności i zdobywanie nagród, ale głoszenie Dobrej Nowiny, a to od lat niezaprzeczalnie wychodzi mu bardzo dobrze.

Może i stanie się tak, że za jakiś czas publikowane przez ojca Adama filmy będą oglądać tylko nieliczni, ale Boża praca jaką wykonał do tej pory i tak jeszcze długo będzie procentowała.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.