Facebook Google+ Twitter

Koniec piłkarskiego święta

Wszystko co dobre szybko się kończy. Minął czerwiec, a razem z nim piłkarskie święto Europy jakim był turniej w Austrii i Szwajcarii.

 / Fot. PAP EPA ROBERT JAEGERImpreza taka jak mistrzostwa Europy w piłce nożnej, dla każdego fana futbolu jest pozycją obowiązkową. Rozgrywki przyciągają przed telewizor przez niemal cały miesiąc i nie liczy się nic więcej. Nawet żony, czy dziewczyny schodzą na czas turnieju na drugi plan. Żyje się tylko losami swojej reprezentacji narodowej. Popijając ulubiony trunek kibiców, przeżywa każde zagranie. No i jeszcze okazjonalne toasty „za zwycięstwo”, bądź też żeby przełknąć gorycz porażki. Życie kibica nie jest takie proste. Trzeba mieć mocne nerwy, gardło i kondycję. Niestety Euro 2008 dobiegło końca. Następne dopiero w 2012, miejmy nadzieję, że w Polsce. Dobra wiadomość dla wszystkich kobiet. Z dniem 30 czerwca wasi faceci stali się z powrotem w pełni użyteczni. Jednak zanim powrócą do szarej rzeczywistości czas na trochę wspomnień jak minął ten piłkarski miesiąc.

A to było tak…

Wszystko zaczęło się 7 czerwca o godz. 18 na stadionie w Bazylei. Reprezentacja Szwajcarii, na otwarcie turnieju, podejmowała ekipę Czech. Kibice obu drużyn licznie przybyli na spotkanie, aby wspierać swoich graczy. Ostatecznie, po dość wyrównanym spotkaniu, Czesi pokonali Szwajcarów skromnie 0:1. Jedyną bramkę tego meczu strzelił Vaclav Sverkos. Tego samego wieczoru Portugalczycy wygrali z Turkami w Genewie 2:0. Tak minął pierwszy wieczór mistrzostw. Przez kolejne dni emocjonowaliśmy się zmaganiami kolejnych drużyn z grup A-D. Jednak nas najbardziej interesowała…

Polska karta na Euro

Niestety nie zapisaliśmy się na karcie historii Euro 2008 najlepiej. Był to nasz premierowy występ na imprezie jaką są ME. Szkoda tylko, że debiut nie wyszedł po naszej myśli. 8 czerwca o godz. 20.45 w Klagenfurcie nasze orły, niesione dopingiem licznej grupy polskich kibiców, wybiegły na murawę Hypo Arena. Ich przeciwnikami byli Niemcy. Nasi zachodni sąsiedzi tego wieczoru okazali się za mocni dla naszych kadrowiczów. Choć zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie, najlepsze na tych mistrzostwach, to reprezentacja Niemiec była poza zasięgiem. Katem biało-czerwonych został niemiecko-polski, polsko-niemiecki Lucas Podolski, który strzelił nam dwie bramki. Jednak fani naszej drużyny nie załamali się. Wierzyli, że to wypadek przy pracy. Z niecierpliwością czekali na 12 czerwca. Do Wiednia również przybyli z nadzieją na zwycięstwo. Na początku wszystko szło zgodnie z planem. W 30. minucie Roger Guerreiro strzela bramkę na 1:0 dla Polski. Kibice wpadają w euforię. Wydawało się, że korzystny wynik utrzymamy do końca spotkania. Sędzia doliczył trzy minuty. I wtedy zaczął się narodowy dramat. Mariusz Lewandowski przytrzymywał rywala za koszulkę. Arbiter Howard Webb podyktował rzut karny. Polscy piłkarze protestowali, a kibice wieszali na nim psy. Nic nie pomogło. Do piłki podszedł Ivica Vastić i pewnym strzałem pokonał Artura Boruca. 1:1 takim rezultatem skończył się ten mecz. Zapewne będziemy pamiętać go długo. Nawet spokojny zazwyczaj Leo Beenhakker nie wytrzymał ciśnienia dając upust swoim emocjom. Na stadionie w Wiedniu wielki skandal oraz publiczny wyrok na Howardzie Webbie. Po meczu morale naszych reprezentantów spadły tak nisko jak nasze szanse na wyjście z grupy. A przecież pozostało jeszcze ostatnie starcie z Chorwacją, która już wcześniej zapewniła sobie awans. Teoretycznie wyjście z grupy było jeszcze możliwe, ale tylko matematycznie. Warunek - wygrana biało-czerwonych oraz Austriaków (z Niemcami). I nadszedł sądny 16 czerwca. Na zegarze w Klagenfurcie wybiła godz. 20.45. Nasi grali bez polotu. W dodatku trener Slaven Bilic wystawił na to spotkanie skład B. Pomimo tego nasi piłkarze nie umieli znaleźć sposobu na Chorwatów. Artur Boruc, Roger Guerreiro i Marek Saganowski, jak przez cały turniej, prezentowali się bardzo dobrze. To jednak było za mało. W 51. minucie skarcił nas Ivan Klasnąć strzelając jedynego gola meczu. Po słabym spotkaniu żegnamy się z ME w Austrii i Szwajcarii z dorobkiem jednego punktu oraz jednej strzelonej bramki. Wszyscy są rozgoryczeni i rozczarowani. Jednak to nie jedyne…

Rozczarowania

My oczywiście ubolewamy nad występem naszej reprezentacji, ale na boiskach Euro 2008 były większe rozczarowania. Duży zawód przeżyli fani futbolu w Czechach. Ich piłkarze na otwarcie pokonali Szwajcarów 1:0, ale jak się okazało było to pierwsze i ostatnie zwycięstwo naszych południowych sąsiadów. Zawodnicy Karela Brucknera ulegli Portugalii 3:1, a później przegrali z Turcją 3:2. Tym sposobem pożegnali się ME już w fazie grupowej. Szok przeżyli również francuscy fani. Reprezentacja trójkolorowych wypadła bardzo słabo. Francuzi zajęli ostatnie miejsce w grupie strzelając tylko jedną bramkę, tracąc przy tym, aż sześć. Nie zachwycili także Włosi. Co prawda wyszli z grupy, ale to nie był udany turniej mistrzów świata. W ćwierćfinale odpadli po rzutach karnych. Holendrzy typowani na zwycięzcę mistrzostw odpadli na tym samym etapie co Włosi. Mimo świetnego początku i kompletu punktów ulegli dobrze dysponowanej Rosji. Co do reprezentacji Hiddinka…

Niespodzianki

Była to jedna z rewelacji turnieju. Pierwszy mecz Rosjanie przegrali z Hiszpanią wysoko 4:1. Później natomiast szli jak burza wygrywając z Grecją 1:0, ze Szwecją 2:0 i eliminując Holandię 3:1. Historia lubi się powtarzać, dlatego w półfinale Rosjanie po raz kolejny podejmowali Hiszpanów. Niestety znów otrzymali bolesną lekcję. Tym razem skończyło się na 0:3. Apetyty Rosjan były większe, choć dojście do półfinału to i tak wielki sukces.
Nie mniejszą niespodziankę sprawili Turcy. Nikt nie spodziewał się, iż wyjdą z grupy tym bardziej, że przegrali pierwszy mecz z Portugalią. Jednak wygrana ze Szwajcarią i pokonanie 3:2 Czechów dało Turcji awans. W ćwierćfinale czekali już na nich Chorwaci. Piłkarze Fatiha Terima sprawili kolejną sensację. Po emocjonującym meczu oraz rzutach karnych odesłali do domu dobrze dysponowanych na tym turnieju zawodników Bilicia, choć minutę przed końcem dogrywki to Chorwaci po strzale Klasnicia prowadzili 1:0. Wyrównał Senturk, a w jedenastki lepiej wykonywali Turcy wygrywając 3:1. Takie to rewelacje oglądaliśmy w Austrii i Szwajcarii, aż w reszcie przyszedł czas na finał.

Viva Espana

29 czerwca Wiedeń żył tylko jednym wydarzeniem- finałem ME 2008. O godz. 20.45 naprzeciw siebie stanęły reprezentacje Niemiec oraz Hiszpanii. Nasi zachodni sąsiedzi od początku spotkania byli zagubieni. Gdzieś zaginęła niemiecka solidność. Nie zachwycał, ani Ballack, ani Podolski. Niemcy rzadko strzelali, mało było konstruktywnej gry z ich strony. Nie mieli wielu podbramkowych sytuacji, a tego wieczoru defensywa nie tworzyła kolektywu. Po błędzie Lahma w 33. minucie Hiszpanie zdobywają bramkę. Fernando Torres wyprzedził niemieckiego obrońcę i delikatnie podcinając futbolówkę umieścił ją w siatce. Jens Lehmann był bez szans. Wynik do ostatniego gwizdka nie uległ zmianie. Hiszpanie kontrolowali przebieg spotkania próbując podwyższyć rezultat. Niemcy nie mieli pomysłu na grę. Atakami rozpaczy chcieli wyrównać, ale bez powodzenia. Hiszpania mogła wygrać dużo wyżej, lecz brakowało skuteczności w wykończeniu akcji. Ostatecznie hiszpańska finezja triumfowała nad niemiecką solidnością. „Viva Espana!” słychać było na stadionie i pewnie do późna w nocy na wiedeńskich ulicach jak również na półwyspie iberyjskim. Niemcy zaś w zupełnie odmiennych nastrojach opuszczali obiekt. Pełni rozczarowania oraz złości, że to nie oni sięgnęli po wymarzony puchar.

Mistrzostwa Europy 2008 w Austrii i Szwajcarii dobiegły końca. Oglądaliśmy wspaniałe mecze oraz słabe widowiska. Radość po wielkich sukcesach jak również smutek i łzy po porażkach. Jednak Euro 2008 straciło trochę na atrakcyjności. Piękno futbolu pozostało w cieniu sędziowskich decyzji. Tyle kuriozalnych błędów nie widzieliśmy już dawno. Nas najbardziej boli kontrowersyjna decyzja Howarda Webba. Lecz nie tylko Anglik popełnił błąd. Sędziowanie na tym turnieju stało na skandalicznie niskim poziomie. Wiele spotkań z tego względu zostało wypaczonych. Był też pozytywny akcent tych mistrzostw. Należy pochwalić kibiców wszystkich ekip biorących udział w turnieju. Pomimo kilku incydentów poza boiskiem spisywali się oni naprawdę fantastycznie. Wspierali swoje reprezentacje narodowe ze wszystkich sił. Nieśli dopingiem i podtrzymywali na duchu w trudnych chwilach. Nowoczesne stadiony wypełnione po brzegi przez wspaniale bawiących się fanów piłki nożnej tworzyły niesamowitą atmosferę. Obyśmy za cztery lata również doczekali się takich obiektów, dużej frekwencji kibiców, a przede wszystkim dobrej gry naszej kadry.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.