Pozycja materiału w rankingach:
Przedwczoraj zakończył się Ramadan, do soboty cały kraj świętuje. Ja też świętuję. Jest co – praca w warunkach miesięcznego postu, kiedy ludzie nie jedzą nic cały dzień, przysypiają i od 13.00 są nieprzytomni jest naprawdę uciążliwa.
Obchody święta rozpoczęły się wczoraj wczesnym rankiem. A właściwie już przedwczoraj wieczorem, kiedy na najwyższy maszt flagowy świata o wysokości 165 metrów prezydent kraju Emomali Rahmon wciągnął flagę Tadżykistanu o wymiarach 60x30 metrów. Prezydent otrzymał również certyfikat potwierdzający wpis masztu do Księgi Rekordów Guinnessa. Ceremonię transmitowały wszystkie kanały, tłumaczono w trzech językach. Były pokazy laserów, sztuczne ognie, występy. Cały kraj cieszy się i dumny jest z posiadania najwyższego masztu flagowego świata.
Mubarak!” i składały życzenia, niektóre recytowały albo śpiewały – prawie jak kolędnicy. Obowiązkowo kolędników też trzeba było obdarować. Kiedyś piekło się na ten czas specjalne ciastka, wczoraj z braku czasu moi gospodarze obdarowywali kolędników cukierkami i gumami do żucia. Ewentualnie drobnymi pieniędzmi. Pod naszym domem wczoraj walała się masa papierków po cukierkach i wywołałam zdziwienie na naszej ulicy zbierając te śmieci. Chodnik koło domu Natalii (mojej znajomej 74 letniej pół-Litwinki, pół-Polki) wyłożony był natomiast skorupkami od jajek. Natalia na ten dzień ugotowała 500 (słownie: pięćset) sztuk jajek na twardo. Chociaż jest chrześcijanką, bardzo aktywnie uczestniczy w życiu muzułmańskiej wspólnoty. Oprócz rozdawania dzieciom jajek („gumy są szkodliwe!”) również przez 30 dni pości razem z muzułmanami. Nic dziwnego, mieszka w Duszanbe już ponad 25 lat. Z jajek, które rozdaje dzieciom dwa razy w roku znana jest na okolicę.
Podczas Ramadan Bajram trwają modlitwy w meczecie, odwiedza się rodzinę, sąsiadów, znajomych, cmentarze. Szczególną opieką otoczeni są ci, którym ktoś zmarł w ostatnim roku. Idąc w gości obowiązkowo zanieść trzeba trochę ciastek, owoców, domowych lepioszek. Wczoraj Nudira zabrała mnie ze sobą do rodziców narzeczonej jej syna. Chociaż syn od dwóch lat mieszka w USA, żonę i wesele ma już zaklepane. Wystarczy tylko załatwić wizę pannie młodej. Wczoraj rodzice (a raczej matki, ciotki i inne swatki) porozumieli się w sprawie szczegółów. Ponadto przyszła panna młoda dostała od swojej przyszłej teściowej w imieniu narzeczonego podarki: perfumy i kwiaty. Była bardzo zadowolona (to ta pośrodku).Zobacz także:
Pokaż swój biust, a powiem ci, jaka jesteś
(odsłon: +398)