Pozycja materiału w rankingach:
Do końca roku prywatne gabinety lekarskie mają zniknąć z terenów publicznych szpitali i przychodni. Ten sam los może spotkać sklepiki i punkty usług, funkcjonujące na ich terenie.
Według przepisów na terenie szpitala nie można prowadzić
działalności konkurencyjnej, ani takiej, która kolidowałaby z ich
działalnością medyczną lub była uciążliwa dla pacjenta. Pacjentów
bardziej niż likwidacja gabinetów zmartwiła możliwość usunięcia
sklepików.Umowy z osobami prowadzącymi barki, sklepiki, kioski czy salony fryzjerskie ma większość szpitali. W szpitalu przy ulicy Szwajcarskiej w Poznaniu obowiązują one do końca roku. Pacjenci i personel mają tam do dyspozycji kawiarenkę, bufet, sklepik z gazetami i zakład fryzjerski. Gdyby uznano, że przeszkadzają one w działalności medycznej, wszystkie zostałyby zamknięte. – Niektórzy idą do szpitala przygotowani, ale wielu przecież trafia z wypadków. Potrzebne jest takie miejsce, gdzie będą mogli kupić chociaż pastę do zębów albo mydło. Dzień w szpitalu nie jest przyjemny, a dzięki temu możemy go sobie jakoś urozmaicić. Nie wyobrażam sobie, że nie będę miał np. gdzie kupić gazety – mówi pan Zbigniew, pacjent jednego z poznańskich szpitali.
– Nie znam jeszcze zapisów tej ustawy, ale działalność tego typu nie koliduje z działalnością medyczną. Takie miejsca są potrzebne – tłumaczy Sylwia Świdzinska, dyrektor ds. opieki medycznej Specjalistycznego ZOZ nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu. – Jeżeli chodzi natomiast o działalność konkurencyjną, to nie występuje ona u nas. Mamy umowy cywilno-prawne z niektórymi pracownikami, które obejmują również sprzęt, ale łączy się to z podstawową działalnością szpitala. To np. gabinety zabiegowe. Nie ma sytuacji, kiedy lekarze prowadzą prywatną działalność korzystając ze sprzętu szpitalnego.
– Zakład fryzjerski prowadzę od roku i gdyby kazano mi go
zlikwidować, musiałabym pójść na bezrobocie. W urządzenie lokali i
rozwinięcie działalności włożyłam bardzo dużo pieniędzy. Kto teraz mi
je zwróci? – pyta Irena Radziwiłłowicz, prowadząca zakład fryzjerski w
Szpitalu Wojskowym w Poznaniu.
– Nie sądzę, żeby taki przepis mógł
wejść w życie. Zwłaszcza w soboty i niedziele, kiedy pacjentów
odwiedzają rodziny, mamy tu prawdziwy tłum – mówi Agnieszka Stachowska,
pracująca w bufecie w Szpitalu Wojskowym w Poznaniu.
Anna Kosek/Gazeta Poznańska
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
xxxxxx xxxxxxx 07.07.2006 17:11
Sklepiki ze świedzymi bułeczkami i zdrową żywnościa...oczywiście, może być, ale jeżeli bułki leżą tam 5 dni i sprzedają ciasteczka naładowane chemią to nie dobrze
Łukasz Sęk 03.07.2006 12:35
Ciekawy artykuł, jednak jest to trochę jak zrobić "z igły -widły". Sklepiki nie przeszkdzają w podstawowej działalności szpitali ;)
Irlandczycy poprą traktat fiskalny? Nie chcą podzielić losu Grecji
(odsłon: +412)