Facebook Google+ Twitter

Konkurs: "Kiedy ludziom zamyka się usta..."

24 marca 2004 roku chiński dziennikarz Shi Tao wysłał email do znajomych w Stanach Zjednoczonych, aby powiadomić ich o wydanym przez władze chińskie zakazie wspominania w prasie o rocznicy masakry na placu Tiananmen. W tej chwili odbywa dziesięcioletni wyrok więzienia, skazany za zdradę stanu. Kopia wiadomości przedostała się do władz chińskich w wyniku współpracy z monitorującym skrzynki pocztowe portalem Yahoo!.

Amnesty International


Takie przypadki są codziennością współczesnego świata, jednak zbyt często nie zdajemy sobie z nich sprawy. Dlatego właśnie krakowska grupa edukacyjna Amnesty International ogłasza  konkurs na pracę pisemną dotyczącą łamania wolności słowa. Pragniemy zachęcić Was do opisania światowych przypadków  jednostek lub organizacji represjonowanych za głoszone poglądy.

Prace (4 –7 stron standardowego maszynopisu) prosimy nadsyłać pocztą do dnia    31 stycznia 2007 na adres:

Stowarzyszenie Amnesty International

przy Centrum Młodzieży im. Dr H. Jordana

ul. Krowoderska 8

31-142 Kraków

lub mailem na adres:

edukacja-krakow@amnesty.org.pl

Autorzy najlepszych prac otrzymają książki dotyczące tematyki wolności słowa oraz możliwość opublikowania swojej pracy w portalu Wiadomości24.pl. Nagrodzeni będą mieli również możliwość opowiedzieć o swoich tekstach podczas comiesięcznych spotkań poświęconych problematyce wolności słowa w księgarni Massolit w Krakowie (Amnesty International pokrywa koszty przejazdu uczestników).

Więcej informacji oraz regulamin konkursu można odnaleźć na stronie: www.amnesty.org.pl

Patronami konkursu są:

Wydawnictwo ZnakGazeta internetowa Wiadomości24.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Hmm... Czytam raz jeszcze i zdania nie zmieniam... Pozdrawiam serdecznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zbigniewie, myślę, że Ci co go przeczytali rozumieją, dlaczego Ci go zwracamy.
Myślę, że tortury, więzienie etc. to jednak coś innego niż niepuszczenie - nawet jeżeli nie słuszne - Twojego tekstu.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.12.2006 23:45

Panie Staszku najmilejszy. Jeżeli komuś zamyka się usta to ja się zgłaszam z tekstem, który nie wiedzieć czemu blokujecie mi z uporem godnym lepszej sprawy. Tłumaczyłem dlaczego nie podaję w nim nazwisk a tylko opisuję ważne według mnie proceder, ale jak widać bez skutku.


Słowo wylatuje ptaszkiem, a powraca wołem. Jak mawia Krzysztof Kąkolewski, miewa ono siłę bomby atomowej. Wypowiadający je parlamentarzyści mogą wywoływać najwspanialsze wizje, wzniecać niepokoje a nawet zabijać. Zwykli ludzie doświadczają niezwykłej mocy tych słów obrywając przy okazji wywoływanej przez nie burzy. Mnie także w przeszłości trafiło kilka wystrzelonych na oślep pocisków. A było to na długo przed dyskusją o lustracji. Dość niedawno wzniecona debata zatacza coraz większe kręgi, na tyle obszerne, żeby nikt ze śmiertelników nie umknął czujnym oczom i uszom badaczy prawdy historycznej. Nie miałem wątpliwego zaszczytu sięgnięcia do własnej teczki, ale wyrzucając na śmietnik stare papiery natrafiłem na recenzje swoich prac ocenianych przez autorytety z epoki Czerwonych Kmehrów. Zależało od nich powodzenie albo klęska autora powstającej przez długie miesiące scenariuszy a nawet projektów, w które zaangażowane były całe grupy twórców. Ileż tam złośliwości ukrytych za woalem salonowych zwrotów, ile pogardy dla człowieka spoza ścisłego grona znajomych... Miłosiernie to przemilczę i nie przytoczę żadnych nazwisk ni cytatów. Mimo wszystko wciąż prześladuje mnie pytanie o autorów tych kalumni. Są wśród nich współcześnie uznawani twórcy, równie wielu z moich recenzentów wchłonął wir historii. Zginęli gdzieś we mgle ludzkiej niepamięci. Jednak ja nie zapomniałem stugębnych plotek, które po obiciu się o ściany telewizyjnych czy ministerialnych korytarzy powracały do moich uszu dzięki życzliwym świadkom pomówień. Recenzje to tylko nikły strzęp kosmosu zjawisk jakich nigdzie nie zanotowano a jednak zdarzyły się naprawdę. Ludzi niszczono równie skutecznie , łamano charaktery poza gabinetami przesłuchań, w rozmaitych redakcjach, z dala od planu filmowego. W łódzkiej, wrocławskie i warszawskiej fabryce snów na Chełmskiej powstawała fikcja ekranowa i nieprawdziwe plotki na temat zwalczanych ludzi. Życzliwi, wtajemniczeni bywalcy zapoznawali kogo trzeba z rewelacjami na temat ich życia intymnego nie szczędząc przy tym nazwisk i szczegółów. Osoby te poniewczasie z lubością żywym słowem i gestami opisywały jak rozpowszechniano na mój temat krzywdzące opinie i budowano niekorzystny wizerunek konkurenta do zniszczenia. Tego nie robili amatorzy, a dyplomowani twórcy słynnej na cały świat łódzkiej szkoły filmowej. Co z tego, że nikt nie donosił na mnie organom Milicji i SB skoro o wiele bardziej skutecznie zneutralizowali mnie we własnym środowisku koledzy, których nigdy o to nie podejrzewałem. To nieważne, że pod wpływem alkoholu, ale jednak ktoś powiedział, dajmy na to, że Kowalewski ma czerwone uszy... Prawem serii następny gorliwiec dodał, powiedzmy, że ten komuch ( bo przecież czerwony) nosi dziurawe skarpetki. Publiczne zdjęcie butów oznaczałoby manifestację i przyznanie się do winy, bo prawie każdy może na jeden dzień włożyć czyste ubranie. Czego to się ja nie nasłuchałem w tym okresie burzy i naporu. Ileż to szlachetnych nazwisk dyskredytowało moją skromną osobę, a przecież wielu z tych opiniodawców w ogóle mnie nie znało, chyba że ze słyszenia... To wystarczało aby powielać niesprawiedliwe oceny mnie i moich utworów. Tak wiele mówi się o krzywdzie wyrządzonej przez dziennikarzy i humanistów pracujących na rzecz Służby Bezpieczeństwa. Czy teraz, w atmosferze sprzyjającej rozliczeniom, ktoś upomni się o sprawiedliwość w tak prostej sprawie jak bezinteresowna podłość wyrządzona poza aparatem przemocy, poza ideologiczną walką, przez ludzi, którzy mają czyste konto teczkowe, ale nigdy nie mieli sumienia... To oczywista retoryka, ale zdaję te dziecinne pytania, bo nie potrafię zdobyć się na chrześcijańskie miłosierdzie i wznosząc się ponad codzienność wybaczyć im doznane krzywdy i upokorzenia. Do tej pory przeprosiła mnie za to tylko jedna osoba, i to w imieniu krzywdzącego wraz z nią partnera. Dla mnie to wystarczy jako dowód, że nie miałem mani prześladowczej, ani skłonności do oskarżeń. Niestety to mnie bezzasadnie pomawiano i oskarżano. Dzisiaj to zbyt mała sprawa na proces czy sensację, zresztą kilku winowajców nie ma już na tym najlepszym ze światów. Skoro jednak wszyscy oczekują abym jako jeden z wielu autorów dał świadectwo prawdzie, czynię niniejszym swoją dziennikarską powinność.

Komentarz został ukrytyrozwiń

hmmm.... Ciekawy pomysł, może zwrocic uwage innych ludzi na problem łamania praw człowieka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.