Facebook Google+ Twitter

Kontrola, kontrola i jeszcze raz kontrola...

Krzysztof Olewnik został zamordowany 2 razy. Po raz pierwszy i realny - zabili go porywacze. Ale w gruncie rzeczy, tego młodego człowieka zabiło nieudolne państwo.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. APPMedia roją się od przykładów absurdalnych działań kontrolnych. Ostatnio przeczytałem, że urzędnik skarbówki przysolił mandaty sprzedawczyni i właścicielce sklepu, za to że pani za ladą najpierw wydała resztę, a potem nabiła transakcję na kasę... Każdy z nas wymieni całą listę podobnych absurdów (będących działaniami absolutnie legalnymi!).
Do tego przedsiębiorcy jako swój główny postulat zgłaszają ograniczenia liczby i czasu kontroli. Dojść by można do wniosku, że Polska "kontrolą stoi".

Niestety, to tylko pozór. Niestety, bo sprawa dotyczy dwóch tragedii, akurat analizowanych przez media.

Skończyłem prawo, skończyłem aplikację sądową. Ale nie rozumiem nic z tego co się działo w sprawie Krzysztofa Olewnika. W sprawie makabrycznej, jak niewiele innych. Dziś wysłuchuję opowieści o nieudolności policjantów... I na tym się kończy. Ale problem leży gdzie indziej. Nawet gdyby policjanci pracujący w terenie coś zawalili, to nie mają szefa? Nie ma kontroli? Nawet jeśli ich szef coś przeoczył, to gdzie był naczelnik wydziału? Załóżmy pesymistycznie, że policjanci w terenie oślepli albo udawali ślepych, ich szef oślepł razem z nimi, a naczelnik wydziału, akurat miał słabsze intelektualnie pół roku... A może nawet rok. To amnezja i ślepota z dołu rzuciły się na mózg komendantowi? Przepraszam - dwóm komendantom. Miejskiemu i wojewódzkiemu? Przepraszam - nie dwóm tylko czterem, bo każdy z nich miał zastępcę (a wojewódzki może i kilku...).

Zostawmy policję - niedoinwestowana, sfrustrowana. Załóżmy, że na policję "puścili tuman" i wszyscy oślepli. No, ale w poważnych sprawach, śledztwach policja jest tylko wykonawcą poleceń prokuratury. Jeśli wszyscy policjanci oślepli albo ogarnął ich niedowład intelektualny, to powinna ich ocucić (albo otworzyć im oczy!) prokuratura rejonowa. Może jednak, ktoś w prokuraturze rejonowej miał słabszy rok... Ale jest prokuratura okręgowa, która nadzoruje prokuraturę rejonową. A jeśli nie nadzoruje prokuratury rejonowej, to powinna (teoretycznie!) dostać po łapach od srogich i nadzorujących nieustannie prokuratorów z prokuratury apelacyjnej. Nad ich pracą nieustannie zaś czuwa prokuratura krajowa. Mózgi nad mózgami...

I tu jest właśnie dramat. Teoretycznie - wszystko jasne. System permanentnego nadzoru i kontroli. I co? I nic... I dziś słuchamy o zbrodni tak potwornej, że niemal niewyobrażalnej. Nie o napadzie i szybkim, brutalnym zabójstwie. Słuchamy o katordze człowieka trwającej latami!

Nawet jeśli policjanci (z takich, czy innych przyczyn) nie radzili sobie z tą sprawą, to nikt tego nie widział? Gdzie były te zastępy oficerów? Gdzie były zastępy prokuratorów? Jeśli sprawa nie idzie do przodu, to czemu nie wymienia się ekipy na inną? Nie akceptuję opowieści o policyjnym "krecie" współpracującym z bandytami.
Czemu? Napisałem wyżej. Bo każdy szef - i w policji i w prokuraturze - widząc, że sprawa stoi w miejscu powinien wymienić ekipę nad nią pracującą.

A sytuacja, w której ignoruje się anonim ze wskazanym miejscem uwięzienia człowieka jest po prostu niewyobrażalna. Przekracza granice pojmowania...

Wszystko to prowadzi do wniosku strasznego. Krzysztof Olewnik został zamordowany 2 razy. Po raz pierwszy i realny - zabili go porywacze. Ale w gruncie rzeczy, tego młodego człowieka zabiło nieudolne państwo. Jego śmierć obciąża sumienie wielu osób. Owych "beznadziejnych nadzorców", "rutyniarzy", ludzi widzących w sprawie sygnaturę, a nie człowieka. I to jest istota wielu polskich problemów. Absolutny brak realnego zaangażowania, przy ścisłym przestrzeganiu pozorów formalnych...

Podobnie sprawa wygląda w przypadku katastrofy CASY. Mimo absolutnej hierarchizacji w siłach zbrojnych (a może właśnie z jej powodu?) zabrakło minimum refleksji i minimum kontroli. Jak wynika z raportu komisji badającej sprawę - o tragedii zdecydowała suma wielu błędów - np. młody pilot latający na innej wersji samolotu, młody kontroler ruchu, niewłączenie części przyrządów. A nadzorców zapewne było wielu. Co z tego, skoro ów nadzór ograniczał się do działań rutynowych. Myślenia w nadzorze zabrakło. Efekty opłakujemy do dziś...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 10.04.2008 09:38

W przypadku katastrofy CASY mówienie przez MON w wielu nakładających się błędach pewnym nadużyciem semantycznym ponieważ błąd błędowi nie równy .Podstawowym błędem było to ,że lot nie powinien się odbywać( taxi dla panów generałów) , a jeżeli nawet to z innym pilotem .Czego można oczekiwać od najlepszego nawet pilota w 18 godzinie tak odpowiedzialnej pracy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie sposob sie nie zgodzic, nadzorcow u nas dostatek. Administracja panstwowa przypomina roboty drogowe za komuny - jeden robi, trzech nadzoruje.

Pozostaje tylko sprywatyzowac, co sie da. Pogonic darmozjadow!

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.04.2008 11:26

Artykuł dobry, dlatego +. Chciałbym tylko dodać , że absolutnie nie rozumiem dlaczego szum wokół zabójstwa Krzysztofa Olewnika podniósł się dopiero teraz. Ja , jako obywatel Polski, żyję w poczuciu wstydu i przerażenia z powodu tej sprawy już od wielu miesięcy tzn od czasu programu p. Doroty Rębiszewskiej w TV 4. No, ,ale to nie jest TVN 24, a politykom też nie było to wówczas z jakiś przyczyn wygodne.Na usprawiedliwienie TVN-u trzeba dodać, że cały potencjał skierowany był wówczas na kreowanie mitu detektywa Rutkowskiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.