Facebook Google+ Twitter

Kontrrewolucja róż? Nie, dziękuję

Od tygodnia w Gruzji trwa w najlepsze kryzys polityczny. Na ulice wyszły tysiące ludzi. O co tym razem chodzi w tym małym państwie z wielkimi problemami?

Gruziński parlament / Fot. http://en.wikipedia.org/wiki/File:Georgia_Parliament.jpgAmerykański sen to archetyp drogi do dobrobytu -w domyśle- w wolnej krainie. Europejski sen jest zaś w pierwszej kolejności pragnieniem wolności na zacofanym postsowieckim podwórku. Dobrobyt przyjdzie sam, musi przyjść... Byle znaleźć się poza kremlowską orbitą, zdobyć w oczach opinii międzynarodowej status nowoczesnego, niezależnego państwa i napawać się przynajmniej iluzoryczną wolnością, a wreszcie dorobić się w uczciwy sposób w odrobaczonym z korupcyjnych układów systemie, pełnym polityków-aparatczyków.

Rewolucja Róż z 2003 roku i jej następstwa wepchnęły Gruzję na tory europejskiego snu, a nawet mocno ją rozpędziły. Gruziński sen jest jednak niespokojny, przerywany. To jak drzemka na wykładzie i właśnie przyszła pora obudzić się po raz kolejny i posłuchać choć przez chwilę lekcji.

Od tygodnia w Gruzji trwa w najlepsze kryzys polityczny. Obserwuję bacznie jego przebieg i pomimo nieskrywanej niechęci do prezydenta Micheila Saakaszwiliego do tej pory wstrzymywałem się od osądu, bo czuję, że coś tu nie gra.

Zapowiadane od miesięcy wiece opozycyjne rozpoczęły się 9 kwietnia w dwudziestą rocznicę pogromów dokonanych przez armię radziecką na protestujących studentach w Tbilisi.
Poszczególne partie zgromadziły ludzi w różnych częściach stolicy wczesnym przedpołudniem po czym przemaszerowały do centrum, przed budynek parlamentu na prospekcie im. Szoty Rustaweliego. Liczba ludzi zgromadzonych na ulicach Tbilisi była imponująca. W zależności od źródeł wahała się od 25 tys. do 100 a nawet 150 tys. Realną liczbą, powtarzaną przez większość mediów jest 50 - 60 tys.

Ciekawym i symbolicznym gestem obu stron było wspólne uczczenie pamięci zmarłych przed dwudziestu laty studentów. Liderzy opozycyjni i rządowi, w tym prezydent Micheil Saakaszwili przez krótką chwilę stali ramię w ramię przed demonstrującym tłumem. - Bez względu na to jakie są nasze pozycje i różne punkty widzenia, mamy jedną ojczyznę, potrzebujemy jedności dla dobra tej ojczyzny - powiedział po spotkaniu prezydent.

Saakaszwili powrócił na swoje stanowisko pracy, a opozycjoniści rozpoczęli swój rewolucyjny program od ultimatum. Otóż oznajmili, że prezydent ma 24 godziny na zdecydowanie o złożeniu urzędu i zadeklarowanie rozpisania wcześniejszych wyborów, bo w przeciwnym razie… no cóż, tego już nie powiedzieli, zapewnili jednak, że za dobę się dowiemy.

Ultimatum - jakżeby inaczej - zostało odrzucone jeszcze tego samego dnia, nie wiem czy nie w tej samej godzinie, a nazajutrz dowiedzieliśmy się, że fenomenalny plan na zdjęcie Saakaszwilego z tronu to „walka do końca”. Protestujący podzielili się na trzy grupy, jedna została przed parlamentem, druga rozbiła obóz przed telewizją publiczną, a trzecia przed prezydencką rezydencją w dzielnicy Awlabari.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

To jak myślisz Remi, oni, ci walczący, mają na celu pomyślność Gruzji, czy urządzenie siebie i swoich popleczników? - tak mi to coś przypomina....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.