Facebook Google+ Twitter

Kopalnia Wujek, 25 lat temu. Relacje świadków

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-12-16 14:11

Około godziny 9 na teren kopalni przybył dyrektor Maciej Zaremba, zastępca szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego płk Piotr Gębka wraz z płk. Czesławem Piekarskim i wiceprezydentem Katowic, Jerzym Cyranem. Przedstawicielom komitetu strajkowego oświadczyli, że chcą się spotkać z załogą...

fot. arch. IPNGórnicy zebrali się przed łaźniami, między szatnią szafkową a łańcuszkową. Jeden z oficerów zaczął przemawiać, przekonując, że strajk nie ma sensu, bo to ostatnia kopalnia, która strajkuje. Odpowiedzią górników był… śpiew. Zupełnie spontanicznie odśpiewano hymn państwowy, a goście zostali zmuszeni do przyjęcia postawy zasadniczej i salutowania. Kiedy głos zabrał płk Gębka, przedstawiając się jako syn górnika, który pochodzi z tego osiedla, załoga ponownie odpowiedziała śpiewem "Boże, coś Polskę", a potem jeszcze raz hymnem. Próba rozmowy spełzła zatem na niczym. Odchodząc wśród ogólnego tumultu przedstawiciele władz zakomunikowali, że dają załodze godzinę na przerwanie strajku i opuszczenie kopalni. O godzinie 9.30 z dyrekcji przekazano górnikom polecenie, aby teren kopalni opuściły wszystkie kobiety, a pół godziny później siły pacyfikacyjne zaczęły zajmować wyznaczone pozycje. Zgodnie z planem taktycznym odcięto całkowicie kopalnię od miasta. Punktualnie o godzinie 11 rozpoczęto akcję "oczyszczenia przedpola", czyli rozpędzenia tłumu zgromadzonego przed bramą główną za pomocą armatek wodnych. Działania w rejonie bramy kolejowej rozpoczęły się od wykonania wyłomu w murze, przez który wjechały trzy czołgi...

Walka była nieunikniona

Mówi Franciszek Pomichowski, świadek wydarzeń:
Wiedzieliśmy, że wejdą tylko nie wiedzieliśmy z której strony i kiedy… Nagle od ulicy Wincentego Pola z lewej strony i Gallusa wjechało sporo ciężarówek (plandeki) i gazików. Wyskoczyło z nich ZOMO, już w pełnym rynsztunku z pałami, tarczami, ochraniaczami. Dowódcy plutonowi od razu formowali swoje oddziały. Widziałem, jak ci zomowcy "rwali" się do walki, byli tacy "agresywni", "wściekli jak psy", a z ust ciekła im piana! […]. Demonstrowali swoją siłę, jak rycerze, trzymając w górze swoje PAŁY. I my i tłum zaczęliśmy skandować: "gestapo", "stalinowcy", "SB", "KGB" i tym podobne okrzyki. Trwało to jakiś czas, po czym to usłyszeliśmy przerażający łoskot i na horyzoncie od strony Wincentego Pola pojawiły się pierwsze czołgi. Chwilę wcześniej ludzie rozpoczęli odmawiać różaniec. Jak do bramy kopalni dojeżdżał czołg, to nagle z tłumu wyskoczył młody chłopak i rzucił się pod gąsienice! Został wciągnięty z powrotem do ludzi (i przez nich), a tłum blokował sobą jego dalszą jazdę. Wyglądało to, jak taka przepychanka, ruszył trochę do przodu, tłum natarł, wycofał się. I tak kilka razy. […] Jeden z czołgów, znacznie potężniejszy od pozostałych, z takim stalowym pługiem przed sobą (spychaczem), nie bacząc na tłumy uderzył na naszą barykadę i za drugą, czy trzecią próbą ją staranował. Podczas taranowania zeskoczyłem z barykady i zobaczyłem, że Kazik Rembilas nadal na niej stoi. Był taki wściekły, taki nabuzowany emocjami, że chyba nie zdawał sobie sprawy z grożącego mu niebezpieczeństwa. Skoczyłem po niego krzycząc "wali się" i ściągnąłem go na dół.

Boże coś Polskę

fot. arch. IPNt. arch. IPNAndrzej Konarzewski, świadek wydarzeń:
Kobieta szła w kierunku samochodu wyposażonego w armatkę wodną. Trzymała w ręku różaniec i wręcz histerycznym głosem śpiewała "Boże coś Polskę…" Inna została podcięta przez silny strumień wody i zatrzymała się na drzewie. Dopiero wtedy skierowali wodę na nas. Sfotografowałem twarz ojca jednego z młodych strajkujących górników… Cały czas nawoływano przez płot, że ktoś dostał w nogę, inny ma przestrzeloną szyję, jeszcze inny chyba został zabity. Osobiście pomagałem przy odbieraniu rannych, gdyż ich koledzy musieli wracać. Do dzisiaj mam ogromną satysfakcję, że ręce i ubranie miałem pobrudzone krwią górników.

Uwaga, strzelają!

Jerzy Wartak, członek komitetu strajkowego na Wujku
Jeden z kolegów górników wyglądał zza kotłowni, a czołg, który między nami się kręcił, nie wiem, czy specjalnie, czy po prostu kierowca tego czołgu nie widział, chciał go jak gdyby zmiażdżyć, dobijając czołg do muru; no i ułamek sekundy wcześniej ten górnik zdążył uciec. […] Zachłysnąłem się tymi gazami, przewróciłem się wówczas, no i po prostu wymiotowałem. Wydawało mi się, że wnętrzności wyrywa mi jakaś potężna siła. […] Słyszałem, jak koledzy krzyczeli: Chłopcy, uważać, bo strzelają. Dały się słyszeć odgłosy kul, które odbijały się od murów kotłowni.


Huk i gaz

Mówi Adam Skwira
[…] Wojsko rozpoczęło wojnę typu psychologicznego; kilka, chyba do dziesięciu, armat czołgowych biło jak na froncie, który zapamiętałem z czterdziestego czwartego roku. Biły normalnie, jak na linii frontowej, tyle że z nabojów ślepych. Strzelali w powietrze, ale robiło to niesłychany huk na terenie Brynowa. Normalna artyleryjska kanonada. Kanonada ta była dodatkowo okraszona jeszcze strzelaniną z pistoletów, broni krótkiej, nie wiem czy nie ślepą amunicją, a także rakietnic. Zrobiła się pewna psychoza, która zaczęła się udzielać. Chcieli nas stłumić. A w pewnym momencie, gdzieś około godziny jedenastej, jak potem się zorientowałem, na wysokości baraku, w którym mieściła się administracja i przychodnia psychologiczna przy ulicy Wincentego Pola, czołgi dokonały wyłomu przez pomieszczenia magazynu budowlanego i od strony placu drzewnego. Za dwoma czołgami wdziera się na teren kopalni bardzo duża grupa milicjantów uzbrojonych w pałki i tarcze. […] Nadleciał helikopter, który na teren zatłoczony przez załogę spuszczał dosłownie całe wiązki ładunków z gazem łzawiącym. Pojawiły się również gazy łzawiące o charakterystycznej woni. Koledzy górnicy, którzy odbyli służbę wojskową, wytłumaczyli mi zaraz, że trzeba na nie uważać, bo to gazy o charakterze paraliżującym. Był to gaz koloru żółtobrunatnego, trzymał się nisko przy ziemi, osiadał.

Chcieli nas wyciągnąć

fot. arch. IPNStanisław Płatek, przewodniczący komitetu strajkowego na Wujku
Miejsce, w którym doszło do użycia broni, to niewielki skrawek ziemi ograniczony budynkami i murem kopalni. Zomowcy dostali się na teren Wujka przez budynki gospodarcze. Górnicy stali na placu między murem kopalni a budynkami łaźni, kotłowni i magazynów. Milicjanci zaczęli w nas rzucać granatami z gazem łzawiącym i petardami. Myśmy im te granaty odrzucali. Poza tym ludzie rzucali kamieniami, cegłami, mutrami, śrubami - wszystkim, co mieli pod ręką. Byliśmy uzbrojeni, ale nasza broń miała służyć tylko do obrony i trzymania zomowców na taką odległość, żeby nie mogli nas pałować. Podczas tej walki w murze kopalni powstawały kolejne wyłomy. Ciężki czołg sforsował barykadę w bramie, drugi wyłom powstał za budynkiem wagi. Dziś wiem, czemu musiały służyć wyłomy - chciano nas wyciągnąć na zewnątrz, gdzie naprzeciw bramy wjazdowej czekały na nas stanowiska karabinów maszynowych. Chcieli nas po prostu rozstrzelać. Próby wyciągnięcia nas na zewnątrz nie powiodły się i wtedy na teren kopalni, za ciężkim czołgiem, wszedł pluton specjalny ZOMO. Stało się to w chwili, gdy wydawało się, że zomowcy z terenu kopalni wycofują się. Między nami a plutonem specjalnym było jakieś 30 metrów. I wtedy zomowcy zaczęli strzelać. A przecież nie strzelali, kiedy w ich stronę leciały kamienie i śruby! Na miejscu zginęło sześciu kolegów. Trzech zmarło w szpitalu.

Walki na osiedlu

Wsdpomina Stanisław Wysztygiel, uczestnik wydarzeń przed kopalnią:
Ja z grupą ludzi, może ze stu, toczyliśmy ostre boje z zomowcami na terenie między osiedlem a torami wąskotorówki, aż po dzisiejszą ulicę 9-ciu z Wujka. Tam wtedy było wysypisko (hałda) odpadów kopalnianych i to było nasze główne zaplecze, skąd braliśmy kamienie. Wyglądało to tak: na pierwszej linii atakowali chłopcy między gdzieś 12-16 lat, a dalej my tj. młodzież i dorośli. Gdy ostro zaatakowaliśmy, to goniliśmy zomowców kilkadziesiąt metrów w stronę głównej bramy, gdy trochę odpuściliśmy, a ZOMO się przegrupowało, to z kolei oni nas gonili. Takie przepychanki trwały przez cały czas akcji, a przerwaliśmy tą wojnę wtedy, kiedy ktoś przyniósł wieść, że są zabici. Celem w końcu tych walk było odciągnięcie maksymalnie ile się dało tych zomowców od górników.

Byli ranni

Mówi Franciszek Pomichowski:
[…] Było czarno od dymu, oczy piekły od gazów, trudno zatem stwierdzić, czy w tym akurat momencie padali ranni, czy zabici lub czy jedni, czy drudzy. Na pewno strzelali wtedy w okna kotłowni, słyszeliśmy uderzające o mur kule (do dzisiaj na murze pozostały ślady po ostrzale […] Złamali nas, w kolejnym ataku pozostała nas garstka, może z 50 osób. ZOMO tak parło, że zepchnęli nas w głąb kopalni, w stronę łaźni szafkowej. Byliśmy zrozpaczeni i załamani, desperacko płacząc wołaliśmy: "Pomocy", "Ratunku". I kiedy wydawało się, że jest po wszystkim, że ZOMO zdobyło kopalnię… właśnie z łaźni wybiegła nam na pomoc nowa grupa chłopaków, którzy wspomogli nas na tyle skutecznie, że odparliśmy atak. Znowu był czas, by złapać tzw. drugi oddech, by odpoczęły przede wszystkim oczy. […] Z helikoptera oberwałem po hełmie serią pojemników z gazami. Pamiętam, aż zachwiało mi równowagę. Pospiesznie odrzuciłem zrzucone przed momentem "pociski" i pobiegłem dalej w kierunku Płatka i Mikosia. Patrzę i widzę, jak idą z powrotem - byli ranni.

Grobowa cisza nad kopalnią

Mówi Adam Skwira:
Na terenie kopalni, po użyciu przez milicję broni, nastała grobowa cisza. Jak zwyczajnie po wielkiej tragedii. I wówczas do bramy wejściowej przyszli oficerowie. Obaj w mundurach polowych, jeden w randze pułkownika, drugi podpułkownika. Nowi, których przedtem nie widziałem. A teren kopalni był nadal okupowany przez górników i na bramie było nas bardzo dużo. Zjawił się również z tymi oficerami dyrektor Zaremba. Ci oficerowie, a zwłaszcza pułkownik, wykazali niesłychana butę, a nawet pogardę. Zresztą on już wiedział, że została użyta broń, że są polegli. Patrzyłem na niego uważnie, nie robiło to na nim najmniejszego wrażenia. Absolutnie żadnego. Fakt, że ludzie nie żyją, że strzelano do bezbronnych. I wówczas, w portierni, na którą przyszło wielu górników z całej kopalni, ludzie zobaczyli tych wojskowych, jacy są bezwzględni, jak wydają rozkazy, że mamy przerwać strajk i tak dalej. Zażądaliśmy, więc tylko od nich, aby przeszli na punkt sanitarny, zobaczyć co zrobili. W dalszym ciągu nie zrobiło to na nich najmniejszego wrażenia. Poszli w obecności dyrektora Zaremby, ja również tam poszedłem z nimi, zobaczyć ich zwycięstwo. To zwycięstwo wyglądało tak, że siedmiu naszych kolegów leżało już martwych na stacji ratownictwa na ziemi. Leżeli jeden obok drugiego, ułożeni już na wieczność. Nie byli przykryci, normalnie tak, jak zniesieni z pola walki. Rannych bardzo szybko w międzyczasie wytransportowano poza teren kopalni... […] po wizytacji poległych pułkownik i podpułkownik wydali rozkaz górnikom, aby w ciągu godziny lub najdalej półtorej zakończył się strajk. Po godzinie, kiedy zasięgnęliśmy informacji, przedstawiliśmy prawdę górnikom, którzy nadal, jak jeden, okupowali teren kopalni, ani jeden z nich nie chciał jej opuszczać. Już się ściemniało, zapadł głęboki zmierzch. Ludzie byli tak zawzięci, że nie wiadomo, czy gdyby nie nasze prośby, wyjaśnienia często w dobrych intencjach mylnych wiadomości, ludzie opuściliby kopalnię. […]

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.