Facebook Google+ Twitter

Korea Północna i jej tajna broń internetowa

Korea Północna pod wieloma względami pozostaje dla świata dziwnym, nieodkrytym i niebezpiecznym zakątkiem cywilizacji. W gronie ekspertów mówi się, że ma kraj ma dwa tajne typy broni. Po pierwsze ma broń atomową. Po drugie – ma nowoczesną i niezwykle sprawną broń internetową.

Victorious Fatherland Liberation War Museum, Phenian / Fot. Hanneke Vermeulen, CC 3.0 / WikipediaTo wprost niewiarygodne, że ten stosunkowo niewielki kraj liczący 24 mln ludności, od dawna odcięty od nowoczesnych technologii i Internetu, zdołał wykształcić silną armię hakerów zdolną siać wielki postrach nawet u największych światowych cyberpotęg.

Ataki hakerskie są niezwykle skuteczne. Specjaliści działają szybko, paraliżująco i niszcząco. Zaledwie w kilka minut wysiada Internet. Milkną: radio i telewizja, gasną światła. Dochodzi do gigantycznych kolizji kolejowych. Superszybkie pociągi jeden po drugim wpadają na siebie. Pada łączność sieci lotniczych. Piloci są bezradni. Dowódcy wszystkich rodzajów wojsk mają fałszywe rozkazy. W powszechnym klimacie paraliżu i strachu, pogrążona w chaosie Korea Południowa, staje się przedmiotem ataku armii Korei Północnej.

Powyższy obraz początku nowej wojny kreśli Gazeta Wyborcza. Jeszcze nie dziś, ale już niedługo może dojść do takiego scenariusza. Rząd Korei Północnej nie ma jeszcze pełnej zdolności do tak szybkiego ataku i tak zmasowanych działań. Usilnie jednak pracuje nad tym, aby je w najkrótszym czasie zdobyć. Zdaniem znawców paradoksalnie pomaga mu najnowocześniejsza infrastruktura informatyczna na świecie jaką ma dziś Korea Południowa, w której 95 proc. obywateli korzysta z dobrodziejstw Internetu. To uzależnienie, podobnie jak każde inne, może się stać zgubne.

Realność wojny internetowej potwierdzają fakty. Można więc mówić o wojnie w fazie testów. Jak podaje "Wyborcza", dokładnie rok temu 40 południowokoreańskich stron internetowych, w tym prezydenta, wywiadu, ministerstwa obrony przeżyło trwający trzy dni atak przy użyciu popularnej metody Distributed Denial of Service, polegającej na bombardowaniu systemów żądaniami dostępu z zainfekowanych komputerów niewolników. Wirus tak zaprogramowano, aby w dziesięć dni później – jak peleryna "niewidka" z dawnych bajek - zatarł za sobą ślady. Koniec końców zniszczył siebie i komputery objęte atakiem.

Dyrektor działu badań nad zagrożeniami, w amerykańskiej firmie McAfee, specjalizującej się w ochronie danych, wyraża pogląd, że napastnicy na system internetowy Korei Południowej "chcieli zbadać, jakie szkody da się zrobić w krótkim czasie". Według niego osiągnęli to, co chcieli. Był to rekonesans - "przygotowanie przed prawdziwą wojną".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

antek patelmitrz
  • antek patelmitrz
  • 19.03.2012 04:24

brawo Korea nie dać się amerykańsko-żydowskim imperialistom.

Komentarz został ukrytyrozwiń
john
  • john
  • 18.03.2012 22:06

Tomasz Osuch:

zapomniałeś napisać, jacy to fanatyczni nacjonaliści z tych paskudnych chińczyków...

co do komputeryzacji zgoda: Płd Korea przoduje, jednak gdy sieci wojskowe, kolejowe, atomowe etc są dostępne z poziomu internetu to już samobójcza i debilna polityka

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kolejna wojna światowa zacznie się w internecie, a dziś największe internetowe zagrożenie stanowią specjalne cybernetyczne oddziały armii chińskiej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

czyżby byli zdolniejsi od naszych?!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.