Facebook Google+ Twitter

Korea Północna i jej taniec z zachodem

Od kilku tygodni oczy całego świata są zwrócone na Półwysep Koreański, gdzie Kim Dzong Un grozi atakiem atomowym na terytorium Korei Południowej i jej sojuszników. Jednak to nie uzbrojenie wydaje się tworzyć rzeczywistą przewagę Pjongjangu.

Kim Dzong Un / Fot. EPA/KCNAKonflikt koreański trwa ponad 60 lat. W 1953 roku, po trzech latach nieustannych walk pomiędzy KRLD (Korea Północna) a Republiką Korei (Korea Południowa), działania zbrojne zostały zawieszone, ale oby dwa państwa nigdy nie podpisały traktatu pokojowego. To oznacza, że pomimo braku otwartej walki, cały czas pozostają ze sobą w stanie wojny.

W marcu 2013 roku miała miejsce eskalacja konfliktu. W odpowiedzi na wspólne manewry wojskowe zorganizowane przez Seul i Waszyngton, przelot amerykańskich bombowców nad terytorium powietrznym Korei Północnej, a także sankcje ONZ, Kim Dzong Un (przywódca północnokoreańskiego państwa) zapowiedział, że od tej pory nie będzie respektował postanowień „odprężeniowych” z Koreą Południową. Władze w Pjongjangu postawiły swoje siły zbrojne w stan najwyższej gotowości i ponownie zagroziły atakiem na terytorium swojego południowego sąsiada, a także jego sojuszników (głównie USA i Japonię). Sprawa jest o tyle poważna, iż reżim północnokoreański najprawdopodobniej posiada broń jądrową.

Władze Korei Północnej porozsyłały nawet do innych państw depesze, informujące, iż w obliczu zbliżającego się konfliktu zbrojnego, rząd północnokoreański nie będzie w stanie zapewnić ich ambasadorom wystarczającego poziomu bezpieczeństwa.

Jednak wydaje się, iż wywołanie rzeczywistej wojny z zachodem jest dla klanu Kimów całkowicie bezcelowe. Biorąc pod uwagę bowiem zacofanie militarne reżimu, słabe wyszkolenie jego żołnierzy, a także dysproporcje w ilości i jakości wojskowego sprzętu, ewentualne zwycięstwo ze świetnie wyposażoną Koreą Południową i wspierającą ją Ameryką jest wręcz nierealne. Po co więc Kim Dzong Un tak „pręży muskuły”? Powodów może być kilka.

Niewykluczone, że kieruje nim strach przed podzieleniem losu Kaddafiego czy Husajna. Wnuk Kim Ir Sena (założyciela Korei Północnej) zdaję sobie sprawę, iż brak możliwości stawienia, przez wyżej wymienionych dyktatorów, realnego oporu wojskom zachodnim (głównie amerykańskim), zarówno przywódcę Libii, jak i Iraku doprowadziły do spektakularnej klęski.

Drugim powodem może być chęć zbudowania wokół swojej osoby tzw. legendy. Kim Dzong Un jest bardzo młodym przywódcą. Ma zaledwie 30 lat i jak każdy władca potrzebuje sukcesów. Twardy opór wobec imperialistycznego zachodu i gotowość do wojny, sprawia, że jego wewnętrzna pozycja staje się coraz mocniejsza.

Po trzecie, nie od dzisiaj wiadomo, iż nic nie wyzwala w narodzie takiej solidarności jak wróg nadchodzący z zewnętrz. W takich chwilach u większości ludzi budzi się tzw. duch narodowy, który sprawia, że zapominają oni o trapiących ich bolączkach i codziennych problemach, kierując całą swoją uwagę na sprawy związane z bezpieczeństwem własnej ojczyzny. Można domniemywać, że reżimowi, którego podwładni są represjonowani i na co dzień zmagają się z niedostatkiem pożywienia, agresywna i zaborcza Ameryka czyhająca za ścianą, jest bardzo na rękę.

Być może Kim Dzong Un chce również po prostu sprawdzić zachód. Poznać rzeczywistą siłę południowego sąsiada, jego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, a niewykluczone, że także zmusić Organizacje Narodów Zjednoczonych do różnych ustępstw.

Powodów ostrej i wojennej retoryki Pjongjangu może być wiele. Seul i Waszyngton nie tyle boją się przegrania wojny z Koreą Północną, jak jej nagłego i niespodziewanego ataku na swoje terytoria. Bowiem rakiety jakimi dysponuje reżim są w stanie dosięgnąć cele m.in. na całym terytorium Korei Południowej, Japonii, a także amerykańską bazę wojskową na Hawajach. Strach podnosi dodatkowo fakt, iż Koreańczycy z północy dysponują bronią atomową.

Trzeba oddać sprawiedliwość, że Kim Dzong Un w konflikcie z zachodem, bardzo umiejętnie wykorzystuje fakt izolacji własnego państwa, a także mit o nieobliczalności dyktatorów. Członkowie północnokoreańskiej rodziny przywódczej to światli, wykształceni, studiujący nierzadko na najlepszych światowych uczelniach ludzie. Doskonale znają zachodni świat, jego kulturę i rządzące nim mechanizmy. Natomiast kraje „cywilizowane” tak naprawdę nie mają pojęcia o rzeczywistych procesach, jakie zachodzą we władzach państwa totalitarnego z płw. koreańskiego. Można powiedzieć, że zachodnie narody o Korei Północnej de facto wiedzą tyle, ile uda im się zobaczyć przez przygraniczne, zamontowane oczywiście na terytorium południowokoreańskim, lornetki. I w tym tkwi właśnie największa przewaga reżimu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Z tymi lornetkami to żart bo lepszy widok jest od środka i taki widok mają zainteresowani

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.