Facebook Google+ Twitter

"Koriolan"- dumny bohater, czy wykastrowany maminsynek?

„Koriolan” Ralpha Fiennesa miał premierę na zeszłorocznym festiwalu w Berlinie. Przegrał wtedy z „Rozstaniem”, teraz możemy się dowiedzieć dlaczego – film trafia oto do polskich kin.

Dystrybutorzy dosyć zuchwale porównują „Koriolana” do „Romeo + Julii” Baza Luhrmanna, modelowego przykładu Szekspira uwspółcześnionego. Co charakterystyczne, mimo przeniesienia obu sztuk w dzisiejsze czasy, ich język zachowano w wersji klasycznej. To rodzi pytanie, dlaczego adaptacje muszą być zgodne z literą, a nie z rewolucyjnym duchem Szekspira? Dobra adaptacja nie musi być dosłowną, ale taką, która np. dodaje do oryginału pewną nadbudowę. Nie znaczy to oczywiście, że sam Szekspir się nie broni, przeciwnie, ale w zestawieniu z oczekiwaniami językowymi wobec nowoczesnych bohaterów brzmi niemalże parodystycznie - gdy słyszymy elżbietański angielski z ust współczesnego dowódcy żołnierzy (w rynsztunku a'la Kommando Foki) Gnejusza Marcjusza Koriolana (Ralph Fiennes) strzelającego z karabinu do przeciwników - snajperów, ukrywających się w zburzonym mieście przypominającym Sarajewo.



Także to, że Wolskowie, barbarzyńskie plemiona z grupy tzw. Italików, zamieszkujących Półwysep Apeniński – ukazani są jako partyzanci z Bałkan jest zabiegiem, do którego podchodzę ostrożnie. Z jednej strony sam wątek bałkański jest tu zobrazowany wyraziście, wódz najeźdźców (Gerard Butler z "300") ma tyle samo charyzmy co sam Koriolan, ale problem rodzi narracja – dlaczego niby mieszkaniec Bałkanów miałby w XX wieku być barbarzyńcą i to jeszcze atakującym Włochy? Dlaczego? Bo Bałkany (prawie) nie należą do UE? Bo nie mają reprezentacji na Euro? Bo miały wojnę? Pomysł się jednak broni, o ile weźmie się tę rzeczywistość w ramy. Rzym to nie współczesne Włochy, ale cywilizowany zachodni świat z epoki Buscha, który pragnie obronić się przed terroryzmem. Ostatni sprawiedliwi obrońcy macierzy, dumni, reprezentujący konserwatywne, wojskowe, patriotyczne podejście do ojczyzny są przez lud (sterowany przez trybunów, czytaj lewicę) traktowani jako bandyci, mordercy i bydlęta. Wolą przejść na stronę „terrorystów” niż dać się terroryzować nieznośnej hipokryzji mediów i świata polityki odchylającego się populistycznie na lewo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.