Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

29460 miejsce

KoRn na warszawskim Torwarze!

Po raz czwarty KoRn zawitał do Polski! Po półrocznej przerwie, 13 lutego, znów wystąpił w naszym kraju. Po raz kolejny pokazał, że warto było wydać 99 zł na bilet, aby usłyszeć na żywo Jonathana Davisa z zespołem.

Plakat za sceną i słynny statyw do mikrofonu Jonathana Davisa / Fot. Patrycja CychnerDrzwi wejściowe miały otworzyć się o godzinie 18. Godzinę później miał zagrać zespół Deathstars. Na warszawski Torwar przybyłam ok. 18.40. Przez najbliższe pół godziny starałam się uporać z zostawieniem kurtki w szatni. Nie tylko mnie i moim znajomym puszczały nerwy, bo to, co działo się w szatni, było nie do pomyślenia. Co chwilę brakowało numerków, nie było miejsca na ubrania, a ludzi wciąż przybywało. Połowa szatni stała pusta, ale tam nikt nie pilnował, ani nie przyjmował kurtek. Niektórzy zaczęli tam samodzielnie wieszać ubrania, oczywiście na własną odpowiedzialność. Na dodatek szatniarze pobierali od wszystkich po 2 zł za kurtkę. W końcu udało się zostawić nasze ubrania, z karteczką z nazwiskiem, gdzieś pod blatem.

Sukces!

Ruszyliśmy dalej. Dotarliśmy do naszego miejsca docelowego. Zobaczyliśmy niedużą scenę z wielkim plakatem w tle. Jakaś muzyczka grała z głośników dla zabicia czasu. Zbliżaliśmy się w stronę sceny, aby znaleźć dogodne miejsce – blisko, a zarazem tam, gdzie nie zostaniemy staranowani i podeptani glanami.

Nuuuudy…

Parę minut po godz. 20 na scenie pojawił się zespół Flyleaf. Nigdy wcześniej go nie słyszałam, wiedziałam jedynie, że śpiewa w nim kobieta. Zapowiadało się ciekawie, jednak kiedy zaczęli grać… chęci do słuchania odeszły tak szybko, jak się pojawiły. Każda następna piosenka wydawała się podobna do poprzedniej, w żadnej nie mogłam wyłapać pojedynczych słów, mimo niezłej znajomości języka angielskiego, a zachowanie gitarzysty na scenie zaczynało być strasznie irytujące. Co minutę wchodził na podwyższenie i zeskakiwał z niego z obrotem. I tak w kółko. Widać było, że większość publiki była równie znudzona co ja. Jedyne, co kazało nam tam stać, to świadomość, że w każdej chwili mogli skończyć i zrobić miejsce dla KoRna.

Nareszcie!

Jonathan Davis na scenie. / Fot. Patrycja CychnerOkoło 20.40 Flyleaf zakończyli swój koncert, rozległy się gromkie brawa (większość klaskała z radości, że skończyli, podobnie i ja) i znów... pół godziny przerwy. Kiedy ochroniarz wniósł słynny statyw Davisa w kształcie nagiej kobiety, ludzi zgromadzonych w hali co raz bardziej rozpierała energia. Wybiła dwudziesta pierwsza. Emocje sięgały zenitu. Kilka minut później światła w końcu zgasły. Na scenie pojawili się muzycy, a przez niezwykle głośne brawa, zaczynaliśmy słyszeć „Right Now”. Wszyscy zaczęli skakać. Charakterystyczny głos Jonathana Davisa, popularny image i muzyka zespołu. Na to wszyscy czekali. Stało się. Koncert KoRna zaczął się na dobre.

Dla tych, którzy byli pierwszy raz na występie tego zespołu, było to niesamowite przeżycie. Za chwilę zagrali mniej popularne piosenki, więc ludzie trochę przycichli, ale kiedy rozbrzmiało „Falling Away from Me” cały Torwar skakał. Miałam wrażenie, że usłyszą nas na drugim końcu miasta. Gdzie tam! Poza miastem! Małym zaskoczeniem było „wtrącenie” do następnej piosenki fragmentu „We Will Rock You” zespołu Queen. To połączenie ewidentnie spodobało się fanom zespołu. Za parę minut polski wulkan wybuchł do reszty – „Here to stay”. Zdecydowanie jedna z najlepszych piosenek tego wieczoru. Cała hala śpiewała. Potem trochę przerwy, znów parę mniej znanych piosenek, a gdy już odczuwało się brak jakiegoś „hitu” z głośników poleciały pierwsze nuty „Freak on a Leash”. Znów tłum oszalał. W tym momencie myślałam, że warszawski Torwar puści w szwach. Cały występ muzykom towarzyszyły efekty świetlne, które tylko dodawały nastroju. Zielone, żółte, czerwone światła sprawiały, że cały koncert był jeszcze bardziej efektowny.

Efekty świetlne w trakcie koncertu. / Fot. Patrycja CychnerKiedy wokalista w końcowym przemówieniu powiedział, że fantastycznie było dla nas zagrać, że jesteśmy fantastyczną publicznością i miło było tu wystąpić, czuło się niedosyt. Oczywiście, wciąż spragniona muzyki KoRna publika zaczęła domagać się bisu. Klaskaliśmy, krzyczeliśmy, zdzieraliśmy gardła, aż w końcu usłyszeliśmy melodię „Blind”. Wszyscy przykucnęli. Z początku wyglądało to jakbyśmy mieli zamiar błagać Davisa na kolanach, żeby wyszedł i jeszcze raz zaśpiewał. Kiedy Jonathan pojawił się na scenie widać było, że był mile zaskoczony tym, że ukucnęliśmy. „Oo dobry pomysł!” – powiedział. Z każdą sekundą czas jeszcze bardziej się dłużył w oczekiwaniu na słowa Davisa „Are you ready?!”. W tym momencie wszyscy mieli wyskoczyć. Musiało to niesamowicie wyglądać z boku. Cały tłum poleciał w górę. Po raz kolejny cały Torwar śpiewał. Później „Somebody, Someone”. Chyba przez kilka następnych dni nie będę mogła mówić. Po zaśpiewaniu ostatniej piosenki mało kto wierzył w to, że to już koniec. Po takim bisie już wszyscy byli w 100 procentach pewni, że warto było wydać to 99zł za bilet i 2zł za szatnię!

Jedyne pytanie jakie w tym momencie przychodzi mi na myśl to - kiedy znów przyjadą do Polski? Mam nadzieję, że jak najprędzej! Po takim koncercie ma się ochotę na jeszcze więcej!

A o to linki do filmów jakie zarejestrował mój aparat w czasie koncertu:
"Falling Away From Me"
"We Will Rock You/Coming Undone"
"Freak On A Leash"
"Got The Life"
Wyskok fanów na początku "Blind"
"Blind"

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

ale po tematach Twoich tekstów widzę, że mamy inne wspólne lubiane zespoły ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

a szkoda, bo według mnie to jeden z najlepszych zespołów :D ale to już zależy jaką kto muzykę preferuje ;P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za relację... :) ja tam szczególnie Korna nie lubię, powiedziałbym, że - wcale. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

racja, jakoś mi umknęło ;P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znaczy się - Davis, oczywiście ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Super!
Tylko mogłaś wymienić więcej tytułów i wspomnieć, że z oryginalnego składu Korna zagrali tylko Davies i Fieldy ;p

Komentarz został ukrytyrozwiń

no niestety, zdjęcia są jakie są,więcej widać na filmach. na takich koncertach, żeby zdjęcia wyszły porządnie to trzeba mieć b.dobry sprzęt (a ogólnie był zakaz wnoszenia aparatów itd. na każdym kroku były karteczki, żeby oddawać do depozytu) i być blisko sceny, albo i nawet na scenie. dlatego na niektórych portalach możemy obejrzeć takie dobre zdjęcia z koncertu. ja liczę na to, że kiedyś też wam się takimi pochwale :D zobaczycie, jeszcze wezmą mnie na koncert jako fotografa i obiecuję, że zamieszczę swoje zdjęcia tutaj :D hehe

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zdjęcia z aparatu, więc są jakie są, ale i bez nich można się domyśleć, jaka tam panowała atmosfera :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szczerze powiedziawszy, oczekiwałbym więcej rzeczy z nowych płyt, z tego co piszesz, polecieli raczej starymi, sprawdzonymi "hitami".

Szkoda, że zdjęcia tak słabo wyszły.

Ale za relację + dobrze, że ktoś to tu opisał :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie, nie było "Creep".
Szczerze, to ja osobiście nie ufam takim rankingom. Ostatnio widziałam listę zespołów najlepszych koncertowo i np. Slipknot był bardzo wysoko, a Iron Maiden i inne lepsze zespoły od Slipknota niżej. To wszystko zależy od gustu, a on jest bardzo różny wśród słuchaczy. I wcale nie możemy mieć pewności, kto tak na prawdę ułożył te rankingi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.