Facebook Google+ Twitter

„Korowód” uczuć

Swoim najnowszym filmem Jerzy Stuhr ponownie pokazał, jak świetnym jest reżyserem i aktorem. Reagując na gorący temat lustracji, zrealizował obraz opowiadający o tym, jak nieoczekiwanie mogą pojawić się konsekwencje błędów z przeszłości.

Plakat promujący film / Fot. -Profesor Zdzisław Dąbrowski (Jan Frycz) w czasach PRL-u został złapany na posiadaniu prasy opozycyjnej. Szantażem został zmuszony przez SB do współpracy. Miał przeniknąć do środowiska studentów i informować tajne służby o jego działalności opozycyjnej. Nie chciał tego robić, ale z czasem postanowił to wykorzystać dla własnych celów. Dąbrowski był szaleńczo zakochany w narzeczonej swojego kolegi Adama – Irenie (Aleksandra Konieczna). Z pomocą swoich nowych „znajomych” skompromitował go. Adam został niesłusznie oskarżony o współpracę z SB, a Zdzisław zdobył dzięki temu kobietę swego życia. Po latach, gdy w Polsce rozpętało się lustracyjne piekło, profesor ze strachu przed nienawiścią ze strony rodziny, ucieka.

Nie jest to jedyny wątek filmu. Przypadkowo tajemnicę Dąbrowskiego odkrywa student Bartek Wilkosz (Kamil Maćkowiak). Chłopak, jedni powiedzą, że oszust, inni że po prostu spryciarz, jest początkującym paparazzim oraz pisze za pieniądze prace magisterskie. Ma również dziewczynę – Kasię (Karolina Gorczyca). Ich związek przechodzi jednak kryzys. Bartek śledzi Dąbrowskiego i w końcu poznaje historię jego życia. Pod wpływem tego zdarzenia oraz Uli (Katarzyna Maciąg) postanawia naprawić i swoje, i Dąbrowskiego życie.

Film pokazuje z jednej strony upadek człowieka, a z drugiej jego odrodzenie. Można zobaczyć, jak w czasach PRL-u łatwo było złamać człowieka i zmusić do czegoś, czego w ogóle nie chciał. Wolni od nacisków byli tylko członkowie PZPR, co podkreśla rektor uczelni Bartka (Jerzy Stuhr). Chłopak ma łatwiej, gdyż jego postępowanie nie przyniosło aż tak strasznych konsekwencji jak to, co zrobił Dąbrowski.

Frycz doskonale odgrywa rolę człowieka zniszczonego przez system. Stuhr postawił na debiutantów. Po raz pierwszy na dużym ekranie pojawili się Maćkowiak, Gorczyca i Maciąg. I to był bardzo dobry ruch reżysera. Te twarze nie zdążyły jeszcze się widzom opatrzeć. Maćkowiak znakomicie odnajduje się w scenach, gdzie jest beztroskim chłopcem. Traci trochę na wiarygodności w momentach bardziej emocjonalnych. Młode aktorki również wypadły całkiem nieźle, aczkolwiek Ula, grana przez Maciąg, wydała mi się jakaś nierealna.

„Korowód” jest trochę niedopowiedziany. Ciężko stwierdzić, kto właściwie jest jego głównym bohaterem, ale to zupełnie nie przeszkadza w jego odbiorze. Mimo że traktuje o sprawach ciężkich, ogląda się go z dużą przyjemnością.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jerzy Stuhr rzeczywiście już dużo, dużo wcześniej pokazał, jakim jest świetnym artystą. A "Korowodem" po raz kolejny potwierdza swoją klasę.

Pozdrawiam i plus zostawiam.
(rym niezamierzony)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo fajna i tresciwa recenzja:) Film bardzio dobry, tylko też brakowało mi dopowiedzenia na końcu..ale jak to stwierdziliśmy z moją koleżanką, może będzie "Korowód 2":)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.