Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

38964 miejsce

Korwin-Mikke: Chorąży Muś nikomu nie zagrażał

Janusz Korwin-Mikke uważa, że w śmierci Remigiusza Muśa nie należy doszukiwać się drugiego dna.

"Każdy człowiek myślący zdaje sobie przecież sprawę, że żyjący chor. Muś był (gdyby ktoś miał się czegoś obawiać) zupełnie niegroźny" - napisał na swoim blogu. Korwin uważa tak, dlatego, iż Muś w sprawie katastrofy smoleńskiej złożył już zeznania.

Janusz Korwin-Mikke jest bardzo konsekwentny w swoich komentarzach dotyczących katastrofy smoleńskiej; uważa, że był to tragiczny wypadek, który jest wykorzystywany przez polityków do odwracania uwagi od bieżącej sytuacji w kraju. Dlatego Korwin nie wyklucza tego, że Muś został zabity; twierdzi jednak, że z zupełnie innych powodów: "Oczywiście nie twierdzę, że śp. chorążego Musia zabito specjalnie, by podtrzymać rejwach wokół „Smoleńska”. Nie – po prostu ONI wykorzystują każdą sposobność, by uwagę ludzi kierować w tę stronę" - podkreślił.

Ciekawe, że nawet jego bliscy współpracownicy z "Najwyższego Czasu" mają inny pogląd w tej sprawie niż sam Korwin. Tak na przykład Stanisław Michalkiewicz uważa, że liczba błędów, jaka została popełniona w sprawie wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej, budzi najgorsze skojarzenia.

Zgodnie z tokiem myślenia Korwina, Michalkiewicz, podobnie jak inni przedstawiciele obozu prawicowego, został dotknięty "wirusem smoleńskim" i kompletnie oszalał. Podobnie jak dziennikarze "Gazety Polskiej", którzy twierdzą, iż Remigiusz Muś słyszał wybuchy przed nastąpieniem katastrofy. Ponadto Muś był świadkiem tego, że rosyjski kontroler sprowadzał Tu-154 na wysokość 50 metrów. Według Korwina kontrolerzy rosyjscy postąpili tutaj jak najbardziej prawidłowo: "Zeznania w sprawie „Smoleńska” złożył, zeznał, że słyszał dwa wybuchy – i, że kontrolerzy (jak najsłuszniej zresztą) zezwolili na zejście na 50 metrów" - napisał.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Sytuacja wokół katastrofy smoleńskiej przypomina mi zbiorowe opętanie, jakie poprzedziło beznadziejne wystąpienie zbrojne polskiej szlachty i części mieszczan w 1863, względnie rozpoczęcie przez Niemcy działań wojennych pierwszej wojny światowej. Podziwiam pana Korwina-Mikke, że w takiej sytuacji udaje mu się jeszcze zachować zdrowy rozsądek i logiczną ocenę sytuacji. To wykazuje kaliber człowieka. Podczas gdy innym przywódcom polskiej prawicy marzy się najwyraźniej nowe powstanie warszawskie. Tylko, że po upuście krwi w latach 1939-56, 1981-89, a następnie 2004-08 byłby to już najprawdopodobniej nasz koniec jako narodu mieszkającego nad Wisłą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.