Facebook Google+ Twitter

Kościelna nuda

- Bo na mszy jest nudno – mówi młody człowiek. Zmienia parafię. Idzie tam, gdzie jest dynamizm, kilka gitar, bębenków, gdzie ma grupę znajomych i czuje się potrzebny i zauważony.

A Ty szukasz odpowiedniej dla siebie parafii? / Fot. Adam Warżawa - Dziennik BałtyckiCzasami analizy, które dotyczą sytuacji na świecie, wydają się nam odległe - nie dotyczą nas. My przecież żyjemy w kraju, mieście, na konkretnym obszarze. Dlatego trzeba czasem zajrzeć na własne podwórko. Także w rozważaniach, dotyczących Kościoła.

Czym jest parafia? Orientacyjnie wiemy, że to jakiś obszar administracyjny na terenie diecezji, w którego centrum jest kościół parafialny. Na początku i w ramach koniecznych dopowiedzeń – krótki cytat z Kodeksu Prawa Kanonicznego:

„Parafia jest określoną wspólnotą wiernych, utworzoną na sposób stały w Kościele partykularnym, nad którą pasterską pieczę, pod władzą biskupa diecezjalnego, powierza się proboszczowi (KPK, kan. 515)

Po kilku wyjaśnieniach co do terminów, czas zobaczyć, jak teoria sprawdza się w praktyce. Przykład lokalny, ale sądzę, że zjawisko znacznie wykracza poza obszary diecezji – bo rzecz tyczy się ludzi, nie obszaru. A ludzie pod pewnymi względami są wszędzie podobni.

Ludzie przychodzą i odchodzą


Uczestniczyłam wiele razy w rozmowach, podczas których pojawiał się temat tzw. życia parafialnego. Konkretnie – stawiano pytanie: z czego to wynika, że w jednych kościołach jest dużo ludzi, a w innych mniej? Trudno to za każdym razem tłumaczyć średnią wieku mieszkańców i obszarem parafii. Oczywiście ma to wpływ – młodzi ludzie opuszczają domy rodzinne, przeprowadzają się, „zaludniają” jedne parafie, przyczyniają się tym samym do mniejszej ilości osób w innych. Jeśli na terenie danej parafii więcej jest osób starszych, trudno, by tworzyły jakieś młodzieżowe ruchy katolickie…

Są pewnie jednak wszędzie takie kościoły, o których wiemy, że „tam to zawsze warto iść”. Po prostu są tam ludzie i w dodatku chcą tam być. Dlaczego? Przecież obrzędy mszy świętej są te same, inne nabożeństwa też podobne, a jednak – niektóre kościoły świecą pustkami, brakuje nawet ministrantów.

Coś więcej…


Kraków, ołtarz Wita Stwosza. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Krakow_oltarz_Stwosza.jpg / Fot. GNU Free LicenseKto się spodziewa konkretnych odpowiedzi, ten się ich nie doczeka. Nie wiem jaka jest recepta na to, by każdy kościół tętnił życiem. Dzielę się tylko pewnymi spostrzeżeniami, uwagami, szukam przyczyn.

Przykład dużej osiedlowej parafii na terenie mojego miasta. Ktoś pomyśli – wielka osiedlowa, betonowa anonimowość. Tymczasem wcale tam nie ma anonimowego tłumu, który przychodzi do kościoła, wypełniając w ten sposób jeden z punktów tygodniowego rozkładu zajęć. Wiele osób się zna, rozmawiają ze sobą w drodze na nabożeństwa i po nich. Czasem słychać żywą dyskusję i wymianę opinii o zasłyszanych podczas nabożeństwa treściach. W niedzielę są osobne msze dla dzieci, dla młodzieży, odpowiednio dobrane kazania (tak, by dziecko się nie nudziło, ale i rodzic znalazł treści dla siebie). W tygodniu – spotkania rozmaitych grup. Oprócz „typowych” ruchów i stowarzyszeń katolickich, jak np. Ruch Światło-Życie (tzw. oaza), Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży (KSM), Ruch Apostolstwa Młodzieży (RAM) czy Odnowa w Duchu Świętym, jest miejsce dla innych grup. Wiem, że istnieją kluby dyskusyjne, kółka filmowe, fotograficzne, a nawet miłośników wspinaczek górskich czy wypraw rowerowych. Przy parafiach po prostu znalazło się miejsce dla ludzi z pasją.

Ludzie wtedy czują, że parafia to nie tylko pewien obszar, część instytucji, ale przede wszystkim - oni. Parafia to nie miejsce, w którym dokonuje się swoisty handel wymienny: pieniądz – sakrament, ale obok zwykłych, administracyjnej i finansowej rzeczywistości, jest wspólna praca: księży i parafian. Jednym i drugim chce się coś robić dla wspólnego dobra.

Syndrom z „Rejsu”


Może być czasem tak, iż jeden na drugiego czeka. Kapłan czeka na jakiś gest, pomysł, inicjatywę ze strony parafian, parafianie zaś czekają na inicjatywę księdza. I tak oczekiwanie przedłuża się z roku na rok. Jednym i drugim jest coraz gorzej, bo mają świadomość, że w parafii coraz mniej się dzieje, że „chce się czegoś więcej” niż tylko nabożeństwo w świątyni. To chyba taki syndrom rodem ze znanego filmu Marka Piwowskiego pt. „Rejs”! Problem polega na tym, że „ktoś musi zacząć pierwszy”…

Raz jeszcze podkreślę – sakramenty, zwłaszcza zaś Eucharystia to centrum wspólnoty parafialnej. Natomiast, jeśli już mówi się i pisze o parafii jako wspólnocie, to niech ona będzie czymś realnym. A kiedy ktoś widzi, że jest inaczej, może warto by był tym pierwszym, który zacznie wprowadzać zmiany.

Ktoś musi zacząć pierwszy... rozmawiać. To dobry początek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Ksiądz ma duże pole do popisu w kościele i tak też robi aby młodych utrzymać godzinę na jednym miejscu przynajmniej jest tak w mojej parafii nabożeństwa są podzielone wiekowo i wszystko gra

Komentarz został ukrytyrozwiń

Osią wszystkiego jest duchowny. I tyle. Nie rozumiem tego dylematu, "Kto ma zacząć pierwszy". Fajni ludzie potrzebują duszpasterza na poziomie i tylko wtedy parafia bedzie aktywna. Co to znaczy na poziomie? Z pozytywną energią.
Nie zapomnę szału religijnego w szkole średniej, gdzie kiedyś pracowałam. Przyszedł tam ksiądz z taką niebywałą miłością do tych dzieciaków, że dosłownie otaczały go tłumy, na przerwach, w stołówce itd. A potem zawracały mu głowę na plebanii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
za poruszenie problemu.

to jest właściwie temat rzeka, ja powiem tylko jakie jest moje podejście.

kiedy zmieniam miejsce życia, mieszkania szukam miejsc zakorzenienia. Sklepu spozywczego z fajną sprzedawczynią, która nie wtryni mi zgniłych pomarańczy, bliskiej knajpy, pizzerii, centrum handlowego, kina i kościoła własnie w sensie parafii. Nie jest mi obojętne jacy ludzie mnie otaczają. Wybieram parafię, gdzie dominują ludzie w średnim wieku, gdzie jest dużo dzieci, gdzie miejsce jakoś tam żyje i gdzie ludziom chce się przychodzić.
chcę powiedziec, że dobra parafia jest dla mnie istotna tak samo jak współczesna świątynia , czyli zacne CH;]
tak jakoś staram się to godzić;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Bardzo ciekawe nakreslenie problemu. To jak czujemy się w naszym kościele, w dużej mierze zależy od pracujących w nim księży. Ale również i od nas - czy i my damy coś od siebie, bezinteresownie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.