Facebook Google+ Twitter

Kościół katolicki?

Tak kiedyś, jak i dzisiaj, w poszczególnych zbiorowościach, wysuwały się na czoło niektóre jednostki obdarzone szczególnymi zdolnościami w nawiązywaniu kontaktów z Bóstwami, w znajdywaniu z Nimi - jak gdyby - wspólnego języka

No i co dalej? Encyklopedycznie to „największa chrześcijańska wspólnota wyznaniowa”. W języku potocznym, najczęściej Kościołem nazywamy obiekt sakralny, w którym odprawiane są nabożeństwa, będące przejawem więzi człowieka z Bogiem. Wydaje nam się, że to właśnie kościelna atmosfera sprzyja nawiązaniu kontaktu z Bogiem. Czy tylko atmosfera? A może to, utwierdzona przejmowaniem, z pokolenia na pokolenie świadomość istnienia Boskości w „Płatkach Chleba” przechowywanych w Tabernakulum ma, nie mniejszy wpływ na stan ducha człowieka odczuwającego potrzebę interwencji boskiej w swoje życie? - Pewnie i jedno i drugie. Bynajmniej mnie się wydaje, że w Kościele łatwiej można się wyciszyć, pozostawić materię, ziemskość, poza drzwiami Kościoła, a skupić się na łączności z Bogiem, na otwarciu przed Nim, swego wnętrza, całego siebie. I nie tylko, na samym otwarciu. - Powiedziałbym, na oddaniu całego siebie - Bogu - w opiekę. Pobyt w Kościele, jakby utwierdza wiarę człowieka w otaczanie go Boską Pieczą. Toteż, poza uczestnictwem w mszach niedzielnych, do Kościoła udajemy się, najczęściej w ciężkich chwilach życia, gdy wszystkie inne zabiegi, nie przyniosły poprawy naszej, trudnej sytuacji.

Chyba to będzie najbliższe prawdy, ze naszą świadomość istnienia Boskości w „Płatkach Chleba”, jak i odczucie specyfiki, kościelnej atmosfery, odziedziczyliśmy w spuściźnie po przodkach. Należy jednak zaznaczyć, że Płatki Chleba zostały ubóstwione przez Jezusa Chrystusa - Mesjasza, Syna Bożego, jednorodzonego. Od, Którego narodzenia liczymy bieg czasu - Nowej Ery - więc stosunkowo niedawno. Bo specyfika kościelnej atmosfery - można powiedzieć - istnieje od zawsze. Świątynie - odpowiedniki naszych kościołów - istniały na długo przed narodzeniem Chrystusa i pełniły tę samą rolę, co dzisiejsze, nasze kościoły. W nich także skupiali się wierni i także, do nich przychodzili ludzie będący w utrapieniu, aby zawierzać je swoim Bóstwom. Wynika z tego, że człowiek, jako istota odczuwał zawsze potrzebę łączności z istotą nadprzyrodzoną. To tak jakby człowiek rodził się z syndromem podrzędności, z poczuciem słabości, niewiary w pełnię władzy nad samym sobą, a nawet z poczuciem swojej nicości. Tak na dobrą sprawę pozycja człowieka we wszechświecie jest nie do określenia, bo człowiek, jest tak samo wielki, jak i mały, znaczy dużo i nic nie znaczy. Odnosi się wrażenie, że sam człowiek jest niczym. Dopiero owoce jego działalności, jego pracy stanowią jakąś wartość, dla środowiska, w którym żyje.

Bez obawy popełnienia pomyłki można powiedzieć: Tak kiedyś, jak i dzisiaj, w poszczególnych zbiorowościach, czy też wspólnotach ludzkich wysuwały się na czoło niektóre jednostki obdarzone szczególnymi zdolnościami w nawiązywaniu kontaktów z Bóstwami, w zjednywaniu Ich sobie, znajdywaniu z Nimi - jak gdyby - wspólnego języka. Osoby takie zyskiwały, wśród wiernych wyższą rangę. Czasem uważano je za pośredników, niezbędnych do wyproszenia łaski u Bogów. Dawnymi czasy - bywało - decydowały, wyrokowały o sprawach wielkiej wagi, wynosiły na piedestał i z niego strącały.

Chrześcijaństwo, że tak powiem, zstąpiło z Nieba i narodziło się w Betlejem - mieście położonym w krainie Judy. Mogę chyba tak się wyrazić, jako że twórcą Chrześcijaństwa i pierwszym Chrześcijaninem był zrodzony z Marii Dziewicy Syn Boży - Jezus Chrystus. Wiele dzieł sprawczych przypisywane jest Chrystusowi. W moim odczuciu najważniejszym dla ludzkiego bytu jest, wyrażenie zgody zstąpienia na ziemię, przyjęcia ludzkiej postaci i przeżycia wśród ludzi, całego swego życia, jako Syn Człowieczy. Dla istoty boskiej, która w swym istnieniu, nie doświadczyła ludzkiego losu, takie ofiarowanie się - bo podjecie się takiego zobowiązania, przy znajomości jego następstw można tak nazwać - należy uznać za dzieło, iście heroiczne. - Przecież Jezus musiał opuścić swe niebieskie trony, gdzie cierpienie i ból, pogarda, poniżenie, jak również śmierć, dostępu nie mają. To tak, jakby Bóg, wiedząc jak zostanie, przez nas potraktowany powiedział: Nic mnie nie zrazi. Chcę się z wami zjednoczyć i stać się jednym z was, abyście uwierzyli, ze środowisko, w którym zostaliście osadzeni jest dziełem, przy tworzeniu, którego Trójca Boska uwzględniła wszystkie możliwości i rozważyła wszystkie, za i przeciw. To tak, jakby powiedział: Przyszedłem do was, aby wam głoszeniem swych nauk przybliżyć Królestwo Boże, które możecie osiągnąć stosując się do nich i zachowując Boskie Przykazania. To tak, jakby powiedział: Przyszedłem do was, aby przeżyć życie, jakie mogło się przydarzyć każdemu z was, nie uchylając się od żadnego ciężaru, jaki los człowieczy włoży na moje barki.

W powszechnym obiegu Jezus Chrystus nazywany jest - Zbawicielem, Odkupicielem, jak również Ofiarą. Przy czym Zbawienie jest rozumiane jako wyzwolenie od zła. W temacie Odkupienia i Ofiary nie będę się wypowiadał, jako, że miana te, w moim odczuciu są wyjątkowo kontrowersyjne. (Proszę zapoznać się z moim materiałem Pt. Moja Wizja Chrystusowego Mesjanizmu.) http://www.dyskusje.radiokatolik.pl/viewtopic.php?f=1&t=21652&sid=d4611310dff38e2ae5ddeeeb7ef273d2
Odnośnie Zbawienia rozumianego, jako wyzwolenie od zła - powiem, że zło w świecie, po narodzeniu i ukrzyżowaniu Chrystusa ma się tak samo dobrze, jak przed narodzeniem Chrystusa. Zgłębiając, czy też bardziej roztrząsając istnienie zła, można powiedzieć, ze było ono od zawsze.
- Czy tylko w doczesności? - Tego nie wiem. I wątpię, czy w naszej doczesności, odpowiedź na to pytanie znajdziemy. Wracając do roztrząsania zła można by rzec, że w dziele Zbawienia, ma także swój udział. Wszak Zbawienie dokonało się, dzięki skazaniu i ukrzyżowaniu niewinnego, jedynego sprawiedliwego człowieka na ziemi, jakim był Jezus Chrystus. Czy nie można powiedzieć, że dokonało się dzięki popełnieniu zbrodni? A zbrodnia, morderstwo jest pogwałceniem boskiego przykazania - „Nie zabijaj”. Wyszło na to, że bez dokonania złego czynu, nie doszłoby do zbawienia ludzkości. Taki wniosek utwierdzić może w przekonaniu, o słuszności poglądu, że istnienie w naszej doczesności, dwóch stanów - Dobra i Zła - jest nieodzowne, do pełnego jej funkcjonowania - do osiągnięcia pełni życia. Gorszącym się takim poglądem zadam pytanie: Dlaczego więc ludzie, przez tyle pokoleń doczesności nie usunęli zła, ze swego postępowania w kontaktach między sobą, ze swej mentalności, ze swej codzienności - po prostu - ze swego życia? Przecież tak, na dobrą sprawę źródłem zła, w większości jest człowiek. To z niego wylewa się najwięcej i chyba najbardziej potwornego zła. Mamy wolną wolę. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby każdy z nas emanował samym dobrem. Czemu tego nie robimy? - Zdaję się, że dotychczas nikt na to ostatnie pytanie nie odpowiedział.

Chrystus swoimi naukami i czynami - swoim całym życiem - przetarł szlak przez gmatwaninę przeróżnych teorii, przeróżnych „przepisów na poprawne życie”, wskazał właściwą „technologię” procesu, jakim jest ludzkie życie. W ewangelii według Św. Mateusza (28) czytamy: "Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. 19 Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. 20 Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata". A w 23.8 zwracając się do Apostołów zaleca: „Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście”.

Nie podejmę się oceny realizacji Chrystusowych wytycznych, przez Jego „prelegentów”, których to obarczył zadaniem szerzenia wspomnianej wyżej technologii na życie, jak i oceny ich postaw. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na wydźwięk zaleceń. Przebija się z nich zachęta dotarcia, z Chrystusową nauką do wszystkich ludzi i zachowanie braterskiej postawy wobec bliźniego swego. To tak, jakby mówił: Bądźcie pośród wszystkich i wszędzie, bądźcie pośród braci - braćmi. No i w tym aspekcie pozwolę sobie zapytać: Czy nasi „Apostołowie” są w całej naszej przestrzeni życiowej i czy aby obecnym „Apostołom” nie milsze jest nadstawianie ucha ku tym, z ust których słyszą słowo „Rabbi”? Pozwoliłem sobie na postawienie takiego pytania, jako że nie byłbym w stanie odpowiedzieć na nie twierdząco. Uważam, ze głoszenie Słowa Bożego w ośrodkach kultu religijnego i edukacyjnych, to jakby działanie, nie w pełnym wymiarze. Apostolstwo powinno być widoczne, obecne wszędzie tam, gdzie są ludzie i to nie tylko słowem, ale i czynem przykładnym. Apostołowie obecni powinni zwiększyć swoją wrażliwość, na ludzką krzywdę i piętnować, głośno mówić, a nawet przeciwstawiać się występowaniu nieludzkiego traktowania jednego człowieka, przez drugiego.

Wydaje mi się jakoby z upływem czasu - licząc od narodzin Chrystusa Pana - spadkobiercy Apostołów oddzielali się od wiernych przesłoną. Na początku przejrzystą. Lecz z biegiem czasu przejrzystość przesłony słabła - aż w końcu całkowicie stała się nieprzejrzystą zasłoną. Dziś spadkobiercy Apostołów tworzą środowisko wyodrębnione, pełniące rolę przywódczą - smyczki zamienili na batuty. W związku z tym, z nauki Chrystusowej niesienia, przeszli do jej głoszenia. Żaden z nich rybakiem nie jest. Wybieraniem sieci, wespół z bliźnimi się nie zajmuje. - Nie można powiedzieć, ze każdy z nich jest jednym z nas.

- Co w człowieku siedzi i co go szturcha, co go ponagla do postawienia stopy na wyższym szczeblu, hierarchicznej drabiny społecznej? Gdzie by nie był, nieważne, jakim zawodem, by się nie parał, zawsze i wszędzie przynosi mu zadowolenie - z góry - na ludzi - nie tylko - patrzenie, ale i traktowanie bliźniego swego, jako kogoś pośledniejszego. A trzeba wiedzieć, że - nie tylko - w przypadku kapłaństwa, taka postawa ludzi nie zjednywa. Teraz już ludziom nikt nie wmówi, że są lepsi i gorsi. Teraz ludziska na wynoszących się „ponad poziomy” krzywo spoglądają i co za tym idzie - wsparcie swe ograniczają. Czy aby obecny Papież Franciszek - wzór skromności i bezpośredniości - zastosuje jakąś terapię? Czy tylko będzie dawał lekcję swoim zachowaniem? I jak wielu skorzysta z tych Jego lekcji poglądowych?

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Pani Basiu. Proszę doczytać do końca tekstu. Papież Franciszek jest, przecież zwierzchnikiem Kościoła Katolickiego. Mnie też nasuwają się pytania, na które nie znam odpowiedzi. Bo to widzi Pani, odnoszę wrażenie, jakoby Kościół Katolicki stał się produktem wystawianym na sprzedaż - chcecie - to kupujcie, nie to nie. - Wasza sprawa. A obraz Kościoła Katolickiego w mojej wyobraźni rysuje się niczym Bóg, którego Kościół Katolicki głosi. Powinien być obecny wszędzie - na każdym miejscu - wśród nas, w nas, razem z nami i nie głoszony słowem, lecz czynem, postawą i to postawą przyjazną bliźniemu, reagującą na jego krzywdę, solidarną, humanitarną, samarytańską. Postawę, która byłaby zauważalna, ze względu na swoją gotowość niesienia wsparcia wszystkim, którzy ze względu na swoje ułomności, nie tylko fizyczne, nie są w stanie zapewnić sobie godnego życia.
Zapewne Pani ogląda różne programy w telewizji, chociażby takie jak program Pani Jaworowicz, czy Państwo w Państwie. To właśnie tego typu patologie społeczne, jak te pokazywane w telewizjach powinny być na wszystkich językach ludzi Kościoła Katolickiego, czyli ludzi stanowiących jego organizm i to oni powinni piętnować i wymuszać na władzy pociąganie do odpowiedzialności tych, którzy będąc przedstawicielami prawa, nie dość, że go nie przestrzegają, to jeszcze używają go do szkodzenia ludziom Bogu ducha winnym. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A co z "katolickim" ? gdzieś zgubiła się odpowiedź na pytanie w tytule.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.