Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5126 miejsce

Kościół nie lubi turystów

"Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie" - słowa Jezusa nie obowiązują już w Kościele. Dzisiaj drzwi Kościoła zamyka się przed turystami odzianymi w krótkie spodnie. Czy Jezus nie jest już Głową Kościoła? Czy prawa ludzkie są ważniejsze od boskich?

Drewniany krzyż na... Świętym Krzyżu. / Fot. Andrzej MorozLato szaleje. I dosłownie i w przenośni. A skoro lato, to kto tylko może wskakuje w luźniejsze ubranie, a garnitur czy kostium wiesza w szafie i.... hajda, w szeroki świat! Na tyle szeroki, na ile pozwala kryzysowy portfel. Zasada ta obowiązuje wszystkich - bogatszych i biedniejszych, wykształconych i niewykształconych, kobiety i mężczyzn... Po prostu, na ile kto może, na tyle stara się urwać z łańcucha "przywoitości" i przynajmniej na kilka dni przeistacza się w "luzaka" - krótkie spodenki, luźniejsza koszulka lub bluzka, klapki zamiast eleganckich butów. I tutaj zaczyna się problem! Problem ludzi wierzących.

Całkiem niedawno wybrałem się na kilkudniowy wypad. Nie jest to wydarzenie zbyt częste. Mój zegarek chodzi szybko, a w kalendarzu nie ma wolnych miejsc. "Wyskrobanie" kilku swobodniejszych dni, to rzeczywisty problem. Zgranie wolnych dni wszystkich członków rodziny, to niemal cud. Ale udało się. Była więc Wieliczka, było Zakopane, była Stopnica, Święty Krzyż i... jedyne miejsce, w którym dotąd nie byłem: krakowskie Łagiewniki. Skoro "bazą wypadową" był dla nas Kraków - nie być w sanktuarium Miłosierdzia Bożego, to tak jak być w Rzymie i nie zobaczyć papieża! A dla mnie, wierzącego człowieka, uzasadnienienie takiego pobytu w tym miejscu jest tym bardziej uzasadnione. W drodze powrotnej do Lublina zaplanowany był więc krótki pobyt w łagiewnickim sanktuarium. I o tyle było to ważne, że w wakacje nie robię sobie wolnego od niedzielnej Mszy św. Niedzielny udział w liturgii zaplanowaliśmy więc na Łagiewniki. Miejsce szczególne.

Słowa przeczą rzeczywistości.... / Fot. Andrzej MorozLato jest - co by nie mówić - upalne. Usiedzieć w aucie bez klimatyzacji kilka godzin, to nie lada wyczyn. Ubrany więc w krótkie (nogawki do kolan!) spodenki, zasiadłem za kierownicą. Gorąco niemiłosiernie! Ale nic to. Przecież nazajutrz będziemy już w domu. Jedziemy więc do Łagiewnik. Na miejscu pierwszy zgrzyt - parking jest maleńki, odpłatny (ofiara na sanktuarium) i fatalnie zorganizowany! Linie wyznaczają miejsca parkingowe dla autokarów. 99 procent parkujących, to... samochody osobowe! Bałagan totalny. Myślę, że również z winy samych kierowców. Po kwadransie udało się jednak - nie bez nerwów - zaparkować. Ale jest sukces! Idziemy więc do kościoła. Przed wejściem zatrzymuje mnie starszy jegomość w "policyjnym" mundurze. Mnie, wychowywanemu w okresie komunizmu mundury ochrony (?) polskich kościołów kojarzą się z kościelną... milicją obywatelską.

Tyle, że milicjanci (ci socjalistyczni) mieli jednakowe uniformy, w Kościele "co strona, to żona", czyli zupełna, niekontrolowana dowolność w kroju, kolorystyce, dystynkcjach... Ale nic to. Nie wejdę do świątyni na mszę świętą? Nie - odpowiada kościelny milicjant. Dlaczego? - dociekam. Bo jest pan w krotkich spodniach - odpowiada starszy pan. Ale przecież kobiety wchodzą do koscioła w spódnicach bardziej kusych, niż moje spodenki sięgające kolan... - próbuję walczyć. Nie! Odpowiedź jest grzeczna ale stanowcza. Żona weszła. Ja zostałem z synem na zewnątrz. "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie...." apelował do apostołów Jezus. Czy apostołowie byli polskiego pochodzenia? Postępowali przecież podobnie, jak "ochroniarze" katolickich miejsc kultu.

Pomnik siostry Faustyny Kowalskiej, apostołki Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach / Fot. Andrzej MorozMinęła msza święta. W Łagiewnikach spoczywają doczesne szczątki siostry Faustyny Kowalskiej. Trzeba pójść więc do jej grobu na chwilę modlitwy. Idziemy. Przed drzwiami... kolejny kościelny milicjant. Zakaz wstępu dla mnie! Dlaczego? Bo jest pan w krótkich spodniach - pada odpowiedź. Ale proszę pana, jest lato, upał, ja jestem po drugim zawale serca... - próbuję. Przecież nie wrócę tutaj zbyt szybko! Nie. W tym samym czasie wchodzą kolejne kobiety w spódnicach o 10 centymetrów krótszych, niż nogawki moich spodni. Z moich nóg widać jedynie łydki, ot, jakieś czterdzieści centymetrów odkrytego ciała pomiędzy nogawką a skarpetką! I też ciała niezbyt "nagiego". Nie powiem, nogi mam nieco... nieogolone! Ale nie. Próbuję kilkakrotnie. Nie udało się. Przed wejściem do grobu s. Faustyny napis glosi, że może tutaj wejść każdy. Napis kłamie! Ja i drugi jeszcze - obcokrajowiec - wejść nie możemy.

I wtym momencie poczułem się trędowatym Kościoła rzymskokatolickiego. Ja, wierzący i praktykujący! Ja, zaangażowany w życie Kościoła również "organizacyjnie", bo zasiadam na "stołku" sekretarza zarządu głównego jednej z organizacji katolickich. Ale to wszystko jest mało ważne. Mój przypadek jest mało ważny. Ważniejsze jest to, jak daleko Kościół odszedł od źródeł. Ważniejsze jest, dlaczego na kolanach Jezusa mogly siadać umorusane, zapewne nie do końca ubrane dzieci; dlaczego celnik Mateusz mógł gościć Jezusa w swoim domu; dlaczego prostytutka Maria Magdalena mogła swoimi włosami ocierać nogi Chrystusowi - a ja, ochrzczony w Kościele - z powodu odkrytej łydki nie mogę wejść do świątyni. Jak daleko ludzie zmienili zasady ustalone przez Syna Bożego na miarę swoich potrzeb? Jak wielka różnica dzieli dzisiejszy Kościół od Kościoła Apostołów?.... No bo po kilku takich "odrzuceniach" przez funkcjonariuszy kościoła zaczynam mieć wątpliwości, czy Kościół katolicki jest jeszcze Kościołem Chrystusowym...

Nie piszę tego, by zasiać ziarno nienawiści. Nie piszę o tym, by jątrzyć. Wyrażam jednak opinię swoją i innych ludzi nie wpuszczonych do kaplic, świątyń, sanktuariów z powodu krótkich spodenek. Piszę o tym, bo krótkie spodenki w środku lata nie są wyrazem niechlujności czy braku szacunku dla sacrum! Jakoś w tym samym miejscu świętym nie obowiązuje zakaz (stoi specjalny budynek) przyjmowania ofiar i zapłaty za msze święte! To jest więc dozwolone w miejscach świętych a zwraca się uwagę na długość spodni u mężczyzny?!

Jestem przekonany, że gdybym wszedł do wspomnianego budyneczku, żeby złożyć obfitą ofiarę na sanktuarium, które mogłem obejrzeć z zewnątrz (pomodlić wewnątrz się nie dało) - to nikt by nie oponował. Ale tego już nie sprawdzałem. A gdyby wzięli moją kasę za to, że się pomodlą? Zrezygnowałem. Pomodlę się do Jezusa za darmo! Przy łóżku. W piżamie. mam nadzieję, że żaden kościelny milicjant mi tego nie zabroni. Przecież to takie niemoralne wchodzić do kościoła bez munduru...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (36):

Sortuj komentarze:

Marek S.
  • Marek S.
  • 19.09.2012 00:25

Do tych, którzy skrytykowali ten tekst: Państwo nie rozróżniacie życia od fikcji. Ja rozumiem, że kiedy idę do kościoła, powinienem się ubrać inaczej, niż do pubu. Ale niezrozumiałe dla mnie jest to, że TURYSTA będący w drodze nie ma prawa wejść do świątyni dlatego, że ma za krótkie spodnie.Po pierwsze Autor pisze wprost, że jest człowiekiem wierzącym. Nie można więc Go oskarżać, że jest wrogiem Kościoła. Po drugie, na tablicy wyryte w szlachetnym kamieniu a pokazane przez Autora jest stwierdzenie, że KAŻDY może tam wejść, czyli ktoś w krótszych spodniach także! Po trzecie cytuję Autora: " Nie wejdę do świątyni na mszę świętą? Nie - odpowiada kościelny milicjant. Dlaczego? - dociekam. Bo jest pan w krotkich spodniach - odpowiada starszy pan. Ale przecież kobiety wchodzą do koscioła w spódnicach bardziej kusych, niż moje spodenki sięgające kolan... - próbuję walczyć. Nie! Odpowiedź jest grzeczna ale stanowcza. Żona weszła. Ja zostałem z synem na zewnątrz." On nie był w krótkich majtkach, ale w SPODNIACH DO KOLAN. Nie wszedł, mimo, że ja tysiące razy widziałem w kościołach kobiety w spódnicach powyżej kolan, z odsłoniętymi ramionami i oklajstrowane szminkami i tuszami. Byłem też świadkiem, kiedy do kościoła nie wpuszczono chłopaka na wózku inwalidzkim, bo miał na sobie koszulkę na ramiączkach, taką sportową. Wychodzi więc na to, że rzeczywiście strój jest w kościele ważniejszy od intencji. Złodzieje okradający skarbony kościelne zapewne przychodzą w długich spodniach a na głowach może nawet mają kaptury. Tyle, że duchowni zapewne traktują ich jak mnichów! Przecież mają kaptury, są więc super przygotowani do wejścia na chwilę modlitwy. Szanowny Autorze, DZIĘKUJĘ PANU ZA TEN TEKST. Mnie Pan przekonał.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe czy przed bramą u św Piotra też jest milicjant i wpuszcza do nieba tylko ludzi w garniturach?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rozumiem. Czyli męskie spodnie z nogawakami DO KOLAN to brak szacunku dla miejsca, zaś damskie spódnice PRZED KOLANA szacunkowi nie urągają. Może to i prawda?..... Zawsze to milej patrzeć na odsłonięte damskie kolana, niż odkryte męskie łydki ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak. także i ja wspomniałam o szacunku wobec sanktuarium, niestety nie tak dobitnie i obszrnie jak słusznie zrobiła to Beata B. , a ledwie t w 3 linijkach, albo wydawało mi się , że szacunku uczyć nie trzeba dorosłych ludzi, ba, byłoby nietaktem z moje strony o szacunku robić wykład.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wojciechu, nie o histeryzowanie tutaj chodzi. I nawet nie o te nogawki. Aż żałuję, że nie zamieściłem zdjęcia ze sobą, - choć może to lepiej dla tych, co takie decyzję podejmują. :) Kiedy jednak w ważnych sprawach zaczyna się zwracać uwagę na takie (przepraszam wszystkich za słowo) duperele, to z oczu traci się po prostu człowieka! I o to mi chodziło w tekście. Długość nogawki (a dzisiaj sprawdziłem, sięgają mi do połowy kolana!) decyzduje o ... No o czym? Wybacz, nie nazwę tego po imieniu i tym razem. A kościół (w rozumieniu budynek) dla mnie, katolika nie jest ani meczetem, ani synagogą, ani nawet teatrem. No, może teatrem najbardziej: niektórzy grają w nim role, inaczej, niż napisał dla nich sam Mistrz. Tyle, że i ja współtworzę ten teatr, o czym zdaje się niektórzy zapominają. Kościół to wspólnota wiernych. Najśmieszniejsze (najsmutniejsze) w tym jest to, że owa wspólnota jest rozbijana w myśl bzdurnych zasad, obcych samemu Jezusowi. "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie...." Trzeba brać dosłownie! Pozwólcie. Nie zabraniajcie. Nie utrudniajcie... Ktoś tutaj napisał, że to manipulacja z mojej strony. Tak. Manipulacja! Oto katolik nie jest wpuszczany do kościoła/kaplicy, bo jakiś człowiek uznał, że o prawie do skorzystania z prawa ma ten z długimi nogawkami a ten z krótszymi jest tego prawa pozbawiony. Ale tak nie jest wszędzie! Bywałem w wielu krajach Europy. I tylko we Włoszech i w Polsce spotykam się z takim zakazem. W Ameryce ta zasada nie obowiązuje. W Afryce również! Inaczej żaden Murzyn nie mógłby uczestniczyć w Mszy św. :) A może. I kiedy pustoszeją świątynie katolickie na całym świecie, być może - zaznaczam, być może - pustoszeją również dlatego, że co niektórzy ludzie nie wsłuchują się w słowa Jezusa, a ich cytowanie uznają za manipulację. Skoro mamy dekalog, jest w nim napisane, żeby dzień święty święcić. I ktoś w imię własnego widzimisię uniemożliwił mi udział w liturgi, nakazując mi stanie na zewnątrz. Ktoś inny, zabronił mi dostępu do grobu świętej. A jeszcze ktoś inny uważa, że mój tekst jest zwyczajnym "czepianiem się". Cóż, bywa. Pozwólcie, że ja pozostanę przy swoim. W opisywanym przeze mnie przypadku - i jemu podobnych - Jezus wolą jakichś ludzi spychany jest na margines, Jego słowa stają się mniej ważne od decyzji księży, a na straży praw tego Nowego Kościoła stoją panowie w policyjnych/milicyjnych uniformach. Jak na wierność przykazaniu miłości bliźniego to dość duże rozbieżności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@"Do bazyliki Św.Piotra w Rzymie tez nie wejdziesz w krótkich spodniach, tyle że zaraz obok jest stoisko z papierowymi jednorazowymi długimi spodniami, które pomoże ci uporać sie z problemem (za kilka Euro)."

To już jest złe zidentyfikowanie problemu (i ciągnięcie na nim kasy). Problemem krótkich spodenek nie jest odsłanianie łydek, tylko niedopasowanie do sytuacji, dlatego spodnie z papieru nie są tutaj ŻADNYM rozwiązaniem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sa pewne zasady, ktorych nalezy sie trzymać. W meczetach musisz zdjąc buty. Kościól to tez świątynia i trzeba zachowac umiar.
W przeciwnym wypadku, za chwile, bedziemy musieli golasow ogladac w czasie mszy (bo goraco przeciez).

Do bazyliki Św.Piotra w Rzymie tez nie wejdziesz w krótkich spodniach, tyle że zaraz obok jest stoisko z papierowymi jednorazowymi długimi spodniami, które pomoże ci uporać sie z problemem (za kilka Euro). Widziałem osobiscie.

W lecie tez biegam w takich spodenkach do kolan.Ale juz do pracy zakładam długie. Bo takie sa normy.
Nie ma co histeryzować.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2009 09:31

"Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie" - słowa Jezusa nie obowiązują już w Kościele. Dzisiaj drzwi Kościoła zamyka się..."

Piękna manipulacja. Ale mi nie smakuje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z Beatą w kwestii dostosowania ubioru do miejscowych obyczajów, natomiast razi mnie brak konsekwencji. Pisałam pod innym tekstem, jak to właśnie w Łagiewnikach znalazłam szczególną "pamiątkę" - ścienny zegar z wizerunkiem Chrystusa. I nie był to straganik prowadzony przez osoby świeckie... Moim zdaniem to bardziej razi w sanktuarium, niż gołe łydki Andrzeja (choćby i włochate:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy dobrze widzę, że nie rozróżnionu tu (tzn. w komentarzach) dwóch sytuacji: ubieram do kościoła długie spodnie ze względu na dress code i nie jestem wpuszczony do kościoła, bo nie dopasowałem się do dress code'u.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.