Facebook Google+ Twitter

Kościół w sieci

Czy Internet może być miejscem głoszenia kerygmatu? Jeśli tak, to w jaki sposób i w jakim stopniu? Na te i inne pytania próbowano odpowiedzieć podczas dyskusji: "Media społecznościowe – miejsce ewangelizacji czy duchowy ekshibicjonizm?"

Media społecznościowe – miejsce ewangelizacji, czy duchowy ekshibicjonizm? / Fot. Podczas weekendu 25-27 października w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Katowicach odbyły się V Ogólnopolskie Warsztaty Gazetek Seminaryjnych. Przybyli na nie klerycy z wielu seminariów i zakonów. Mieli oni możliwość wymiany doświadczeń związanych z tworzeniem gazetek, a także zapoznania się z kierunkami ich rozwoju.

Jedno ze spotkań zatytułowano: "Media społecznościowe – miejsce ewangelizacji czy duchowy ekshibicjonizm?". Miało ono charakter otwarty, więc mogły w nim wziąć udział również osoby świeckie. Spotkanie moderował ks. Krzysztof Biela, odpowiedzialny w Archidiecezji Katowickiej za działania związane z Nową Ewangelizacją. W dyskusji udział wzięli: ks. Piotr Wiśniowski (cybermisjonarz), ks. Piotr Studnicki (student komunikacji społeczno-instytucjonalnej w Rzymie), kontaktujący się z Katowicami za pomocą skype’a i kamerki web oraz ks. dr hab. Jan Kochel (profesor Uniwersytetu Opolskiego, redaktor strony internetowej Szkoły Słowa Bożego - obecny jako gość na sali).

CZĘŚĆ PIERWSZA - DYSKUSJA



Ks. Krzysztof Biela, Moderator ds. Nowej Ewangelizacji / Fot. Piotr AndrzejakKs. Krzysztof Biela: Czy Kościół powinien działać w sieci?

Ks. Piotr Studnicki: Myślę, że to pytanie mamy już za sobą i że w Kościele znaleźliśmy na nie odpowiedź. Wystarczy spojrzeć na Papieża, który ma konto na Twitterze i regularnie „ćwierka”. Czy potrzeba większej zachęty, by działać duszpastersko w sieci? Jeśli dzisiaj powinniśmy o coś pytać, to nie „czy”, ale ewentualnie „w jaki sposób” oraz „w jakim stopniu” katolicy mają być obecni w sieci?

Ks. K.B.: Na pewno w sposób kościelny, katolicki. Jezus był tam, gdzie byli ludzie, a w sieci jest ich bardzo wielu, dlatego obecność uczniów Chrystusa jest w tym miejscu jak najbardziej uzasadniona, więc dyskusji należy poddać jedynie jej wymiar.

Ks. Piotr Wiśniowski: Aby odpowiednio wyważyć zakres działalności Kościoła w Internecie należy mieć przede wszystkim na uwadze pytanie, do czego (kogo) mają te działania prowadzić? Odpowiedź jest prosta – do Chrystusa. Moja przygoda z komputerem zaczęła się w 1984 roku, kiedy tata kupił mi Atari. Dziesięć lat później, podczas studiów filozoficzno-teologicznych w czasie pisania magisterki, miałem po raz pierwszy możliwość korzystania z połączeń internetowych na Politechnice Wrocławskiej.

Gdy zostałem księdzem w 1997 roku, zamiast samochodu kupiłem sobie komputer, by spotkać jak najwięcej ludzi i tą drogą też prowadzić ich do Chrystusa. W sieci zawsze istniałem jako ksiądz, gdyż kapłaństwo to służba i tożsamość człowieka. Wydarzenie z dziewczyną, którą w 2005 roku za pomocą gg uratowałem przed śmiercią samobójczą uświadomiło mi, że skoro w ten sposób można komuś uratować życie fizycznie, to można też i życie wieczne komuś uratować. Ta myśl zmobilizowała mnie do rozwoju działalności na Naszej klasie a potem na Facebooku. Motywacją była także możliwość nawiązywania kontaktów, które fizycznie by nie były możliwe.

Bardzo chciałem kiedyś jechać na prawdziwe misje, ale zdrowie mi na to nie pozwoliło, dlatego zostałem... cybermisjonarzem. Stało się to kolejnym bodźcem do działania. Nie da się przez internet udzielać sakramentów, ale przez chat, czy wideopołączenie można być przewodnikiem duchowym i to dla ludzi z całego świata. Kiedyś odezwał się do mnie na przykład człowiek z Indonezji o imieniu Sandy, który poprosił, bym spotkał się przez skype’a z grupą jego przyjaciół w Indonezji. Wygłosiłem konferencję, była wspólna modlitwa – oni za Polskę, ja za Indonezję. Zrodziło to nowy pomysł tzw. modlitwy synchronicznej. Obecnie Facebook ma ponad miliard użytkowników, można więc wykorzystać ten potencjał do Bożych celów.

Ks. P.S.: Warto pytać - jakich metod używać, jakimi środkami docierać do oddalonych od Kościoła, by mogli doświadczyć realnego spotkania z Bogiem? Mówi się nieraz, że media to „współczesna ambona Kościoła”. Ta analogia może jest uzasadniona w odniesieniu do tradycyjnych mediów, takich jak prasa, radio, telewizja, ale jest chybiona jeśli mówimy o mediach społecznościowych. Ambona służy do komunikacji jednokierunkowej: ksiądz mówi, a ludzie słuchają. Portale społecznościowe są nastawione na komunikację wielokierunkową, są stworzone do dialogu. Są jak wirtualny plac, rynek, na którym ludzie spotykają się i rozmawiają. Poza tym język ambony ma swoją specyfikę, która jest związana ze świętą przestrzenią i czasem.

Język kazań jest językiem liturgicznym, sakralnym, którym zazwyczaj zwracamy się do ludzi wierzących, wtajemniczonych w prawdy wiary. W mediach społecznościowych sytuacja jest zupełnie inna. Spotykamy tam nie tylko katolików, ale innych chrześcijan lub wyznawców innych religii. W sieci są aktywni nie tylko ludzie wierzący, ale także niewierzący, uprzedzeni do Kościoła lub walczący z nim. Ksiądz, który wchodzi na portal społecznościowy nie wychodzi na ambonę, ale na ulicę. Język, którego tam używa, powinien być bardziej dialogiczny, prostszy, dostosowany do spotkanych tam rozmówców.

Ks. K.B.: Kto ma wychodzić do ludzi przez media? Czy trzeba się zatroszczyć o jakąś formację w tym kierunku? Myślę, że nie może w tych działaniach zabraknąć ani świeckich, ani księży. Jest tam miejsce zarówno dla jednych, jak i dla drugich.

Ks. P.W.: Sieci nie da się kontrolować. Rodzą się w niej rzeczy dobre i złe. Kapłani powinni się więc organizować. Taką formą zorganizowanego działania jest między innymi Pogotowie Duchowe, w ramach którego działa około 60 księży, 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Każdy jest jedyny w swoim rodzaju, ale potrzeba wspólnego działania.

Ks. P.S.: Na Twitterze istnieje konto „Duchowni online” (@duchowni) prowadzone przez kilku księży diecezjalnych i zakonnych. Dobrze, że duchowni w sieci organizują się i działają razem, bo w ten sposób lepiej pokazują czym jest Kościół i wiara. Kościół jest wspólnotą, drużyną a nie solowym występem. Wiara jest jak gra zespołowa: potrzebujemy innych by wierzyć, a otrzymaną wiarą mamy dzielić się z innymi. Dzięki temu, że działamy razem - tak w sieci jak i w realu – wspieramy się i nawzajem mobilizujemy. W ten sposób trudniej nam się wykruszyć i wypalić.

Ks. P.W.: Przykładem może być też mój własny fan page Father Piotr W. Wiśniowski (cyber-missionary) , który polubiło już ponad 50 tysięcy osób z całego świata. Zostałem zaproszony także do profilów o dużym zasięgu: The Catholic Church (450 tys. fanów) i Universal - Catholic Church (360 tys. fanów).

Ks. K.B.: Gdzie jednak ludzi z internetu prowadzić? Przecież nie może się to kończyć tylko na kontakcie wirtualnym. Trzeba kontakt zakończyć modlitwą i odsyłać dalej. Czy prowadzimy dalej do Kościoła?

Ks. P.S.: Internet daje duże możliwości. Spotykamy tam różne osoby, a każda z nich to inna historia. Inne są rozmowy z wierzącymi, a inne z zagubionymi, poszukującymi lub niewierzącymi. Poprzez działalność w sieci możemy pomóc niektórym w zrobieniu kroku do przodu, na przykład w kierunku odkrycia Kościoła przez ludzi zagubionych lub poszukujących. Internet może pomagać też w prowadzeniu kierownictwa duchowego, ale jest jasne, że ten kontakt nie zastąpi nigdy realnego spotkania, sakramentów oraz liturgii. Nasi rozmówcy powinni więc szukać w realu wspólnoty, konkretnego kościoła, parafii, gdzie będą mogli rozwijać swoją wiarę.

Ks. P.W.: Przejście z wirtualu na real można w przyszłości stworzyć, jednak do tego potrzebne jest zaangażowanie nowych duszpasterzy. Kiedyś miałem taką myśl, aby stworzyć Apostolic Fishing Net (Apostolską Sieć Rybacką), polegającą na tym, że będzie to kontakt z parafiami (grupami) w różnych zakątkach globu. Wtedy zawsze będzie możliwość odniesienia się do kogoś realnego oraz sprawdzenia, jaka jest sytuacja w innych krajach, czy wymiana doświadczeń, pomysłów itp. To jest potencjał, który trzeba koniecznie zagospodarować.

Ks. P.S.: Warto pamiętać, że to nie tylko sieć jest potrzebna Kościołowi, ale że Kościół jest potrzebny sieci. Sieć społecznościowa to przede wszystkim ludzie szukający wspólnoty. Ludzie, którzy z natury potrzebują Boga i dlatego potrzebują Kościoła.

Ks. Jan Kochel: Media uczą nas języka kerygmatycznego, prostego, komunikatywnego, radosnego. W krótkiej wiadomości na Twitterze zmieści się między innymi tak ważny tekst: „Bliskie jest królestwo Boże, nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

Ks. K.B.: Około 10 tysięcy ludzi należy do założonej przez nas grupy Ewangelia na dziś na Facebooku. Jest to internetowa grupa Lectio Divina. Dzielimy się tylko Słowem Bożym. Czy jednak jest potrzebna w seminariach, wśród księży, przestrzeń edukacji, formacji do ewangelizacji w świecie wirtualnym?

Ks. P.S.: Tak, taka formacja jest potrzebna. Po pierwsze, musimy pamiętać, że jeśli mamy ewangelizować, to tylko wtedy, gdy jesteśmy przepełnieni Duchem Świętym. Do tego potrzebne jest prawdziwe życie duchowe, głęboka modlitwa i codzienna asceza. Bez tych fundamentów duchowych nie będziemy działać owocnie ani w realu, ani w sieci. Po drugie, taka formacja jest ważna, aby nasze duszpasterstwo w sieci nie było religijnym kiczem, który nam grozi tak w sztuce jak i w mediach. Potrzeba dużego wysiłku intelektualnego, by obecność Kościoła w sieci była na jak najwyższym poziomie.

Ks. P.W.: Są księża, którzy mają różne pasje, spełniają się jako katecheci, spowiednicy, odpowiedzialni za młodzież. Kto odnajduje pasję w sieci, niech się tym zajmuje. Nie każdy ksiądz musi być komputerowcem. Formacja jest potrzebna, ale jedynie dla tych, którzy będą mieli w tym pasję.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.