Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20223 miejsce

"Kosmiczne ferrari" na Ziemi. Satelita GOCE zakończył swoją misję

Ostatni kontakt z satelitą GOCE potwierdzono przed północą w niedzielę. Statek Europejskiej Agencji Kosmicznej lokalizowany był wtedy w okolicach bazy antarktycznej Troll.

Satelita GOCE. apparentlyapparel blog; licencja: CC3.0 / Fot. apparentlyapparel blogW niedzielę, około godz. 23.42 naszego czasu odnotowano ostatni kontakt z satelitą GOCE. Z takimi doniesieniami o definitywnym zakończeniu misji śpieszą światowe agencje. Spadek kosmicznego złomu musiał zatem mieć miejsce na pasie od Azji wschodniej i zachodniego Pacyfiku po rejon Antarktyczny (Ziemia Królowej Maud) gdzie był już poniżej 120 kilometrów nad Ziemią. Okolice w pobliżu bazy antarktycznej Troll, to strefa, gdzie ślad się urywa. Taki też jest pierwszy raport Heinera Klinkrada, szefa ESA (Europejska Agencja Kosmiczna) odnośnie zakończenia prac z satelitą GOCE. Specjaliści z European Space Operations Center w niemieckim Darmstadt (Europejskie Centrum Operacji Kosmicznych) wyjaśniają, że "na wysokości mniejszej niż 120 kilometrów statek kosmiczny jest wciąż funkcjonalny, wbrew temu, co można by sądzić.Ziemia Królowej Maud na lądolodzie antarktycznym; okolice bazy Troll (wyróżnione jaśniejszym wyzębieniem/klinem). Wikipedia; licencja: CC3.0 / Fot. Alexrk2

Mieszkańcy Łomży, południowych rubieży Wenezueli (przewidywano upadek GOCE na pograniczu z Brazylią już na piątkowy poranek) i reszty świata odetchnęli z ulgą. Gdzieniegdzie zapanowała konsternacja i rozczarowanie, albowiem można było spodziewać się widowiskowego opadu płonących szczątków "Ferrari of Space" (Ferrari kosmosu).

Według ocen fachowców z portalu spaceflight_now statek należący do ESA spadł na Ziemię w znikomej ilości fragmentów. Resztki satelity, jakie nie spłonęły w górnych warstwach atmosfery, rozrzuciły się wzdłuż pasa o długości około 800 km. W następnych dniach i godzinach będzie przybywać informacji o ostatnim etapie kosmicznego wojażu GOCE.

Blisko 500 mln dolarów poniesionych kosztów nie poszło na marne. Satelita GOCE (Gravity Field and Steady-State Ocean Circulation Explorer) badał grawitację naszej planety, cyrkulację wody w oceanach oraz fizykę wnętrza kuli ziemskiej. Przede wszystkim okazał się pomocny w studiowaniu procesów rządzących siłami natury. Dzięki temu pewne zjawiska staną się mniej nieprzewidywalne.

Wystrzelony 17 marca 2009r. z rosyjskiego kosmodromu Plesieck pozostawał w służbie ESA z misją przedłużoną o kilkanaście miesięcy. Ostatecznie o jej zakończeniu przesądził koniec paliwa. Reszta ksenonu jaki napędzał jonowy silnik skończyła się 21 października. Satelita GOCE. addins.wrex blog; licencja: CC3.0 / Fot. addins.wrex blog

Niekontrolowana deorbitacja statków kosmicznych niesie z sobą pewne ryzyko. Nikt z odpowiedzialnych za swój obiekt nie przeczy temu. Zwraca się jednak uwagę, że rachunek prawdopodobieństwa, doświadczenie życiowe oraz zawodowe są w olbrzymiej mierze na korzyść mieszkańców naszej planety. 71 proc. powierzchni Ziemi pokrywają oceany, a więc około 3/4 szans na kolizję z kosmicznym złomem możemy zawsze beztrosko złożyć między fale. Pozostała niepewność, to prawdopodobieństwo spotkania takiego złomu na ulicy, czy podczas grillowania z kochanką na miejskim skwerze. Niestety, statystycznie łatwiej doczekać się upadku meteorytu, choćby podobnego do tego z Czelabińska.

Kosmiczne śmietnisko na niskiej orbicie okołoziemskiej. io9 blog; licencja: CC3.0 / Fot. io9 blogKosmiczne śmieci, to przeogromne orbitujące wysypisko będące wstydliwym dziełem człowieka. Można mówić o milionach odpadków. Blisko 20 tysięcy, to obiekty, których rozmiary i masa są zauważalne. Dalsza obróbka danych pozwala na doszacowanie tej liczby do ilości mogącej być zagrożeniem na Ziemi. Takich dużych śmieci, które nie spalą się przed upadkiem na naszą planetę jest około 2 tysięcy. Większość z nich to stukilogramowe zagrożenie. Warto przypomnieć słowa astronoma prof. Jerzego Kreinera z Akademii Padagogicznej w Krakowie. W 2001r. zapowiadał prognozę dość pesymistyczną: W najbardziej czarnym scenariuszu za 50-100 lat nie będziemy widzieć gwiazd na niebie, a nawet trudno będzie umieszczać na orbicie kolejne satelity, ponieważ w kosmosie będzie tyle śmieci - cytat za astronews.

Jedynym potwierdzonym oficjalnie wypadkiem z udziałem człowieka jest historia Lottie Williams. Miało to miejsce w Tulsa (Oklahoma, Stany Zjednoczone) w 1997r. Kobieta została uderzona w ramię kawałkiem materiału służącego do budowy rakiety Delta II. Skończyło się na strachu. Williams nie została nawet lekko ranna: Ciężar był porównywalny do pustej puszki po napoju gazowanym. To wyglądało na zwykły fabryczny materiał, jednak kiedy postukałeś, dźwięczało metalicznie. - słowa Lottie Williams cytował foxnews.

Przypadkiem o oczywistym wydźwięku propagandowym było zdarzenie z amerykańskiej miejscowości Manitowoc w stanie Wisconsin. W 1962 roku na jedno z tamtejszych śródmiejskich skrzyżowań spadło żelastwo o masie ponad 9 kg. Był to fragment Sputnika 4 o oczywistej przynależności do bazy naukowo-militarnej ZSRR. Z nowszych incydentów na uwagę zasługuje upadek na pustkowiach Arabii Saudyjskiej. W 2001r. znaleziono tam resztki satelity GPS, NAVSTAR 32. Zaś w marcu 2007r. chwile grozy przeżyli piloci i pasażerowie rejsowego Lan Chile Airbus A340 lecącego z Santiago do Auckland w Nowej Zelandii. Siedzący za sterami samolotu przelatywali nad Pacyfikiem, kiedy zauważyli obiekt, który zbliżał się z tak dużą prędkością, że zdawał się dosłownie rosnąć w oczach. Na szczęście uniknięto katastrofy. Na kursie znalazły się wtedy szczątki rosyjskiego satelity o przeznaczeniu szpiegowskim.

Tak więc, warto trochę zadzierać nosa, aby nie wpaść pod byle śmietnik.


źródła: wikipedia
spaceflightnow
reuters

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.