Facebook Google+ Twitter

KosmoPolak – czyli Polaków portret własny…

Z przykrością stwierdza się, że Polacy coraz częściej wzdychają. Są narody budujące swoją kulturę, są i te, które do symboliki innych ciągle wzdychają.

Coraz częściej niesieni jesteśmy myślą o globalnej wiosce, bez symboli, bez narodowości, z poczuciem ogólnoświatowej jedności, do której zdajemy się tęsknić, bo w narodowym odczuciu świat jest taki wielki, a my tacy mali. My, Polacy wzdychamy na myśl o ślubie pary książęcej Williama i Kate, niejako pokazując, że też chcielibyśmy takiego, dla jednych reliktu dla innych symbolu, jakim jest rodzina królewska i monarchia. Nasz kraj władzy odebrał ten tajemny charakter monarchii, absolutu, pewnej ciągłości rodowej – wskazując na dobro powszechne, niejako oderwane od historycznej jedności.

Na czele państwa, choć zabrzmi to może dziwnie, może dziś stanąć każdy przeciętny Polak – demokracja jest w tym względzie niezwykle ofiarna.

My, Polacy wzdychamy na myśl o amerykańskiej fladze, która powiewa niemal w każdym miejscu Stanów Zjednoczonych, dumna, bogata z przepychem. Jest elementem codziennym, mantrą wpojoną w umysły społeczności. W naszym kraju? Jeszcze do nie tak dawna wywieszenie flagi w dzień powszedni było karalne. My, Polacy zamykający swoje symbole w szklanych klatkach, zapominający o nich, nie czcząc, a je tylko od wielkiego dzwonu obnosząc tu i ówdzie, niczym relikwiarze wymarłego muzeum. Żyjemy przeszłością – czego nikt nie zaprzeczy dla naszego kraju bolesną, nosząc ją w sercach bez nadziei, bez spojrzenia, że jutro mogłoby być inne. Niesiemy kaganek, choć to kula u nogi.

Wzdychamy także za urodzinami Królowej Brytyjskiej, za 4 lipca i za dniem Guya Fawkes’a. Wszak nasze święta to kultura śmierci, powstańczych przechadzek, ludowych zdrożności. Czcimy niepodległość klepiąc nazwiska poległych – tkwimy w swoim szarym kącie bez pamiętnie pamiętając. Nie obnosimy się radością i szczęściem z posiadania wolności. Rozpamiętujemy ilu z nas rodaków nam zabrano – lecz czy oni tego chcieli? Czy walczyli o swoje nazwisko odczytywane, co roku, czy o to, byśmy byli wolni i szczęśliwi, oraz byśmy mogli się z tym obnosić dumnie przechadzając pomiędzy innymi narodami?

Marzy nam się Hollywood pełen przepychu, afer, skandali, bogactwa. Czerwone dywany, premiery o światowym rozmachu. Żyjemy w cieniu Hollywoodu, dlatego jesteśmy bardziej krytyczni wobec rodzimych produkcji, znów global zwycięża nad local. Przytaczając przekrój zdań o polskich filmach należałoby od razu pogimnastykować się z wyciszeniami lub magicznym "wypipanie".

My, Polacy wyczekujemy szczególnych dat, to trzeba nam przyznać. Te daty to momenty otwarcia rynku pracy kolejnego europejskiego kraju. Lecimy wtedy niczym na najbardziej wyczekiwaną promocję, rozpychając się by czasem nas nie wyprzedzono. Każdy odpust jednak kiedyś się kończy. Jesteśmy społeczeństwem głodnym na symbole, prestiż, pieniądze, sławę. Mamy ochotę na inny system, inne prawo, innych ludzi, inny rząd, inne wydarzenia z życia kraju. My, jako tacy KosmoPolacy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.