Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

68091 miejsce

Koszmar wyboru świątecznych prezentów

Przedświąteczne polowania na deficytowy towar, znane starszemu pokoleniu z okresu komunizmu, zostały zamienione na męczarnie związane z wyborem właściwego prezentu - spośród tysięcy dostępnych. Szczególnie widać to na przykładzie zabawek.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Teddy_bear_-_Rory.JPG / Fot. WikipediaNie ulega wątpliwości, że na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, społeczeństwo polskie skróciło dystans dzielący je od Zachodniej Europy. Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest wielkość i jakość sieci handlowych, a przede wszystkim - szeroka gama dostępnych towarów. W grudniu sklepy zapychają się bożonarodzeniowymi gadżetami, z zabawkami na czele. To już nie metry, ale kilometry półek i stosy pudeł z zabawkami, zajmujących najatrakcyjniejsze miejsca w punktach handlowych.

Dylematy wyboru


Koleżanka z pracy pyta się jaki ma kupić prezent dla czteroletniej siostrzenicy. Po kolei rzucamy propozycje: lalka, klocki, mebelki dla lalki, bluzeczki, aż na końcu pada nawet: laptop-zabawka. Żadne z nich jednak nie pasują, bo "ona już wszystko ma, nawet prawdziwy komputer". Zaczyna się dyskusja w szerszym gronie i okazuje się, że większość współczesnych rodziców, dziadków, cioć i wujków ma podobny dylemat. Z czego najbardziej ucieszyłaby się pociecha?

Pożyteczną metodą wydaje się pisanie listu do Świętego Mikołaja. Niestety, często znajdziemy tam zbyt krótka listę. Okazuje się, że dzieci są praktyczne i decydują się na kilka zdecydowanych faworytów, co utrudnia rozdział zadań nawet wśród najbliższej rodziny, nie wspominając o dalszych ciotkach, wujkach i krewnych królika. Do tego dochodzą mało realne prośby w typie "Chciałbym polecieć na Księżyc", "Chciałbym wygrać Taniec z Gwiazdami" lub prośby możliwe do realizacji, lecz po Świętach: "Załatw mi bym chodziła na balet".

Trauma zakupów


W efekcie, trafiamy do jaskini lwa handlowego, nie mając sprecyzowanej wizji prezentu dla dziecka. Trafiamy na ogromną ofertę, która przy bliższym przyjrzeniu okazuje się być konglomeratem podstawowych grup zabawek, m.in. lalek, samochodów, gier i puzzli, dziwolągów dla niemowlaków oraz wariacji różnorakich. Każda z grup to wiele podgrup, typów i odmian. Próbujemy jakoś to ogarnąć, przeanalizować, obiektywnie ocenić. Okazuje się to prawie niemożliwe. Krzykliwe, kolorowe opakowania i sposób prezentacji zawartości atakują bez ustanku nasz wzrok i słuch. Zabawki ruszają się, piszczą, jeżdżą, migają, płaczą, śmieją się, uruchamiają syrenę alarmową. Klienci tłoczą i przepychają się przy półkach, co rusz uruchamiając zabawki, rozpraszając tym naszą uwagę i zasłaniając widok. Denerwujemy się i jeszcze bardziej dekoncentrujemy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Najgorsze jest w tym wszystkim rozpoczynanie akcji świątecznej bardzo wcześnie - nawet już w październiku!
Kupujemy i okazuje się, że to chiński lub tajwański bibelocik, zabawka... O jakości ... szkoda słów.
Dlatego propozycja zrobienia czegoś własnymi siłami jest interesująca, bo będzie to czymś niepowtarzalnym.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.12.2009 19:59

Nic dodać, nic ująć - SAMO ŻYCIE :) Prawie każdy doświadczył lub doświadcza opisanych sytuacji i niekiedy stanowi to - nie lada zagwozdkę:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

p.Michale, Dziekuję i odwzajemniam życzenia :-)

PS Kazdy ma prawo do wyrażania swoich opinii,w tym także do bronienia swoich racji (jakiekolwiek by one nie były) .Dziekuje więc równiez za Pana opinię. Polemiki potrafią być ostre, to fakt.
Trudno mi się zgodzić z wyrażaną przez Pana chęcią kategorycznego dzielenia tematów na jedynie słuszne i te niepotrzebne. Życie nie jest takie proste. Myslę, że czasami warto spojrzec na świat innymi oczami...choć na chwilę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Wojciechu... stereotypy są wtedy, kiedy przeszkadzają żyć sobie lub innym lub/i nas/ich unieszczęśliwiają. Ma Pan rację, jestem zamknięty w szczelnej otoczce własnych wyobrażeń: o Gdańsku i świętach:) Pierwsze w sobie wyhodowałem, w drugich mnie wychowano. I to pozwala mi w najtrudniejszych okolicznościach zachować swój margines szczęścia. A w odniesieniu do prezentów polega to na tym, że chociaż równie dobrze jak Pan pamiętam czasy odmienne, podchodzę do tego niezmiennie bezproblemowo. Można powiedzieć, że nie jest w stanie mnie dotknąć ani tłum, ani pustka w portfelu. Mnie to po prostu cieszy.

Domyślam się, że nie jest łatwo czytać takich opinii jak moja dzisiejsza i trzeba odpłacić pięknym za nadobne, ale proszę mi nie mieć za złe, że piszę co myślę, kiedy przyłącza się Pan do chóru czczej paplaniny o świętach, która na żadne pytania nie odpowiada i dowodzi tylko, że żadnego własnego świata Pan nie ma? Te negatywne zjawiska biorą się właśnie stąd. Tekst przeczytałem dokładnie - nawet powtórnie, choć moim skromnym zdaniem drugiego dna tam nie ma i mój odbiór/komentarz pozostaje ten sam. Potwierdza się też, że najchętniej rozdają innym rady nt. życia Ci, których najbardziej ono uwiera;)

Pochlebia mi Pan tym prawdopodobnie co do wieku, który pokoleniowo się nie odbiega. Wypowiadam się o temacie, nie o tekście.

Tym samym, życzę świątecznego uniesienia i proszę o mnie źle nie myśleć:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

p.Michale, napisał Pan dosadnie, podobnie jak ja.
"Przepraszam, ale to jest taki tani przykład biadolenia, w dodatku kosztem powielania kiepskich stereotypów... Jak ktoś nie lubi lub nie rozumie świąt to niech nie epatuje tym pozostałych, w dodatku za pomocą wydumanych problemów. Jaki znów "KOSZMAR"?!"

Wiadac, ze zamkniety jest Pan w świecie własnych sterotypów i nie zauważa tego co sie wokół Pana dzieje, tej całej komercjalizacji i ześwieczczenia Świąt, tych tłumów kupujacych byle co, byle tylko było.
Oczywiście, można schować głowę w piasek i radować się, że wszystko jest w porządku. Wowczas wszyscy inni tylko "biadolą", bo Pan tego nie rozumie. Ale przysłowiowy "koszmar wyboru" istnieje, czy sie Panu podoba , czy nie.
Zapewniam Pana, ze uwielbiam tradycyjne katolickie święta, gdzie prezent jest miłym i oczekiwanym dodatkiem, ale jednak nie sednem Świąt. Uwielbiam kupwac prezenty, ale nie wsród przepychanek i tłumów.
A Panu radzę staranniej czytać cudze teksty i nie wyciagąć pochopnych i fałszywych wniosków. Ta dobra rada przyda sie Panu w życiu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Jestem zwolennikiem książek, ale z przykrością obserwuję, że dzieciaki i młodzież coraz mniej ich czytają."

Rodzice nie mają czasu czytać dzieciom, więc nie powinniśmy się dziwić, że zamieniają książki na komputer.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla tego kupuje przez net - a jak mam dylemat to sprawdzam co ma najwieksze wziecie (co jest na topie - np. na Allegro)... Proste rozwiazania sa zawsze najlepsze ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przepraszam, ale to jest taki tani przykład biadolenia, w dodatku kosztem powielania kiepskich stereotypów... Jak ktoś nie lubi lub nie rozumie świąt to niech nie epatuje tym pozostałych, w dodatku za pomocą wydumanych problemów. Jaki znów "KOSZMAR"?!

Po pierwsze prezentów nie trzeba kupować, a można je zrobić własnoręcznie. Po drugie święta to nie tylko prezenty i pewnie sedno tkwi w wychowaniu - męczą się rodzice, męczy się potomstwo - i zwłaszcza temu ostatniemu należy tylko współczuć. Po trzecie, niezależnie od okazji jak się kogoś lubi lub o kimś myśli, to - niezależnie od wszystkiego - jest sama przyjemność! Można nie mieć pieniędzy, albo czasu na rekonesans, ale kultywować cierpiętnictwo z tego powodu i zarażać tym innych? Lepiej nie kupować, na siłę. Jest dużo sposobów na okazanie pamięci lub sympatii. Bliska osoba zrozumie nasze uprzedzenia, a dzieci?

Pewnie można się martwić się dziecięcą fantazją lub zmiennością upodobań, ale umartwiać się koniecznością zrobieniem małemu człowiekowi radości to jakieś dziwactwo. Tylko dlaczego tytuł odnosi się do wszystkich? Lepiej uciec np. w pracę, a artykuł napisać o swoim bojkocie i własnym sposobie na spędzenie tego czasu. Będzie ciekawiej, będzie odważniej, no i będzie coś oryginalnego:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Od dawna zauważyłam, że dzieci 1-4 lat uwielbiają opakowanie a nie zawartość, opakowanie szeleści, błyszczy się, można "coś" tam schować, na wstążce można ciągnąć starą komórkę, "robiącą" za psa i nikt się nie czepia, bo to tylko śmieci. A zabawka? Po rozpakowaniu nieszczęśnik pół dnia słucha, że nie może tak czy siak dotykać, bo będzie bubu znaczy zepsuje się, a to co ma super wyć cichnie, bo baterie dorośli solidarnie wyciągają.

Moje bawią się najpierw opakowaniem, naogół dość długo :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najgorsze, gdy dziecko zbytnio ulega presji otoczenia (kolegów,koleżanek przedszkolnych, szkolnych lub podwórkowych).Wowczas pojawia sie ów owczy pęd do standardów wytyczanych przez to otoczenie, a więc de facto bieżącą "modę" typu Hannah Montana, GI Joe i inne koszmarki.
Jestem zwolennikiem książek, ale z przykrością obserwuję, że dzieciaki i młodzież coraz mniej ich czytają.
Basiu, z PiW nie masz przeciez problemu.Jak nie zdazysz kupic rzeczowego prezentu, to zaraz po kapieli owijasz sie przescieradlem, przewiazujesz wstązkami i ...Mega Prezent gotowy..;-))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.