Facebook Google+ Twitter

Koszykówka. Uwielbiam te szachy w ostatnich akcjach

Za nami pierwsza runda rozgrywek koszykarskich w Polsce. O podsumowanie rozgrywek Dominet Bank Ekstraligi, poprosiłem redaktora naczelnego serwisu koszykarskiego probasket.pl

Michał Pacuda Foto. www.pacuda.comZa nami pierwsza runda rozgrywek Dominet Bank Ekstraligi, kto Pana zadaniem zasługuje na uznanie, kto zaprezentował się poniżej oczekiwań, a co okazało się kompletną pomyłką?

– Kawał świetnej roboty wykonał oczywiście trener Andrej Urlep. Po ostatnim sezonie wiele osób wróżyło koniec Śląska. To, jak ważną rolę pełni w drużynie trener, Urlep udowadnia za każdym razem, kiedy podejmuje się prowadzenia nowej drużyny. Trudno mówić, że ktoś zaprezentował się poniżej oczekiwań, bo większość drużyn, co roku wymienia 90 proc. składu. Za to minus należy się całej lidze. Nie wiem, czy władze Polskiej Ligi Koszykówki mogą jednak na to cokolwiek poradzić. Problem w tym, że kibice przywiązują się nie tylko do barw klubowych, ale i do nazwisk zawodników. Brak prawdziwych gwiazd, idoli publiczności sprawia, że polska koszykówka traci na popularności. Pomyłką było zatrudnienie za grube pieniądze przez Anwil Włocławek Nikoli Otasevića, kiedy na ławce ma się na tę samą pozycję utalentowanego reprezentanta Polski do lat 20-stu, Kamila Michalskiego.

 

Skoro mówimy o Anwilu, to wzmocnił ich Goran Jagodnik. Czy ten koszykarz okaże się motorem napędowym włocławian i dzięki niemu Anwil zacznie wygrywać?
– Już samo jego przyjście do zespołu wywołało sporo kontrowersji. Ponad 70 proc. kibiców, którzy wzięli udział w sondzie na Probasket.pl uważa, że nie powinien był tego robić. Przypomnę tylko, że po tym, jak bezmyślnie sfaulował Tomasa Nagysa i sprawił, że ten odniósł poważną kontuzję, stał się tam wrogiem publicznym numer jeden. Pamiętam, że fani Anwilu wywiesili nawet transparent – "Bóg wybacza. Anwil nigdy". Co do samego zawodnika to nie ma żadnych wątpliwości, że jest on klasą samą w sobie i byłby wzmocnieniem każdej drużyny w Polsce. Wszystko zależy jednak od trenera, od tego jak ustawi zespół i czy Jagodnik będzie w tej taktyce umiał się odnaleźć i dobrze współgrać z partnerami. Jeśli zabierze czas gry Gatisovi Jahovicsowi to może to wcale nie być z korzyścią dla drużyny.


Na polu walki w europejskich pucharach pozostał jedynie Prokom Trefl Sopot. Czy obecny skład mistrza Polski pozwoli mu powalczyć o wyższe miejsce, niż w poprzedni roku?
– Prokom, jak co roku ma bardzo mocny skład. Problem jednak w tym, że Tomas Pacesas powinien być raczej ich trenerem, a nie rozgrywającym. To podobno on trzyma tam dyscyplinę. Pan Kijewski, którego oczywiście „bronią wyniki”, wielokrotnie pokazał, że nie radzi sobie na tym szczeblu rozgrywek. Pytanie brzmi więc, nie czy skład pozwoli powalczyć o wyższe miejsce, tylko czy trener sobie z tym składem poradzi?


Na czele NBA znajdują się koszykarze Dallas Mavericks, czy drużyna utrzyma formę i będzie w stanie w fazie play - off powalczyć o tytuł? Jeśli nie Dallas, to kto w oczach Michała Pacudy ma największe szanse na zamieszanie w stawce "pewniaków"?

– NBA interesuję się od 1993 roku, kiedy miałem 12 lat. Jedno o tej lidze mogę powiedzieć: jest nieprzewidywalna i zawsze w drugiej części sezonu jakaś drużyna zaskakuje wszystkich. Phoenix i Dallas są oczywiście świetni, a Dirk Nowitzki obok Dwayne’a Wade’a i LeBrona Jamesa jest Bogiem koszykówki. Z tego, co mogłem zobaczyć w tym sezonie to „Baby Bulls”. Chicago gra naprawdę fajny basket. Ostatnio idzie im trochę gorzej, ale myślę, że mogą sporo „namieszać” na Wschodzie.

Jestem fanem koszykówki i bardziej od tego, kto wygrywa, kto przegrywa ciekawi mnie styl i sposób gry. NBA to zupełnie inna gra niż europejski basket. Z punktu widzenia trenera uwielbiam te szachy w ostatnich akcjach. Podpatruję, zapisuję różne rozwiązania, czasem nawet te nierealne na nasze warunki. Jako fan NBA uwielbiam te wielkie pojedynki gwiazd. To co robi Gilbert Arenas, Kobe Bryant czy wcześniej wymienieni Nowitzki, Wade i James to po prostu poezja smaku (śmiech).


Michał Pacuda i jego drużyna Foto. www.pacuda.comGdy ostatni raz rozmawialiśmy, trenował Pan młodych koszykarzy Polonii Warszawa. Jak teraz wygląda Pana sytuacja?

– Nadal prowadzę zespół juniorów (chłopcy urodzeni w roku 1990) MKS Polonia Warszawa. Pomagałem też trenerowi Bakunowi w POSSM (dawna Szkoła Mistrzostwa Sportowego), ale musiałem zrezygnować. Przez 4 miesiące bardzo wiele się tam nauczyłem, ale nie byłem w stanie połączyć normalnej pracy i kończenia studiów z prowadzeniem treningów w Polonii i uczestniczeniem w treningach POSSM. Jak się czegoś podejmuję staram się to robić na 110 proc. Nie byłem jednak w stanie tego wszystkiego ze sobą pogodzić.

Czy wkrótce usłyszymy o zawodniku, którego wyszkolił trener Pacuda?
– Może kiedyś? Mój zespół ma rok do najważniejszej imprezy, bo główny rocznik juniora to w tej chwili 89. Niektórzy chłopcy ciężko trenują, ale nie wszyscy. Przez to w lidze gramy falowo. Ten sezon przede wszystkim traktuję szkoleniowo. Oczywiście chcemy wygrywać, ale z punktu widzenia trenera to dobry czas na doskonalenie umiejętności, zbieranie doświadczenia i wprowadzania nowym rozwiązań.

To, czy moi zawodnicy będą grać w seniorski basket, zależy od nich samych, nie ode mnie. Ja tylko staram się im pokazać drogę, którą mogą iść. Sami muszą jednak podjąć decyzję i dokonać wyboru.

Można mieć ogromny „talent”, być świetnym na treningach, mieć wzrost, wyskok, rzut, atletyczną budowę i być bardzo sprawnym, a i tak nigdy nie zaistnieć. Wszystko leży w głowie i w charakterze. Prawdziwy talent to przede wszystkim charakter, ambicja, wola walki i chęć do ciężkiej pracy. Kilku z nich na pewno go ma. Na pytanie, czy ten talent w sobie rozwiną, czy stłumią będziemy mogli odpowiedzieć dopiero za kilka lat.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.