Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

128845 miejsce

Koty won z działek

Mogłam się tego spodziewać. Awersja niektórych ludzi do kotów jest tak silna, że nawet nie będą tolerować bezdomniaków, bytujących na działkach. To już zakrawa na autentyczną, ludzką kotofobię wobec tych zwierząt. A szczury z pobliskiego kanału już zacierają łapy z radości, że już nie wspomnę o nornicach czy innych gryzoniach.

kotek nockowy / Fot. Ewa ŁazowskaO mojej "kociej" misji, polegającej na opiekowaniu się kotami z działek pisałam już nieraz. Temat ten powraca jak przysłowiowy bumerang, bo i sytuacja działkowych kotów nie jest do pozazdroszczenia. Dzięki inicjatywie redakcji Wiadomości 24.pl, polegającej na zorganizowaniu aukcji moich tkanin, kotom nie zabrakło zimą pożywienia i dzięki temu przetrwały trudny czas w całkiem niezłej kondycji.

Okazuje się jednak, że owe działkowe koty są solą w oku i kamieniem tkwiącym w bucie zarządu działek. Skoro tak - zdaniem działaczy działkowych z kotami trzeba raz na zawsze zrobić porządek. Koty roznoszą choroby zakaźne i do tego sr...ą na grządki - usłyszałam od jednego z działkowców.
Malutkie... / Fot. Radek Wiech /zdj. publikowane za zgodą autora
We wtorek złożył mi oficjalną wizytę na działce członek zarządu. W imieniu i z upoważnienia owego gremium poinformował mnie, że zarząd podjął uchwałę o podjęciu działań w sprawie likwidacji kotów z działkowego terytorium. Usłyszałam też, że uchwała taka jest wynikiem woli zdecydowanej większości działkowców, którym zwierzęta te przeszkadzają w uprawianiu działek. - Proszę pani - usłyszałam także - zrobimy to humanitarnie i koty zostaną przekazane do schroniska dla zwierząt. Nie będziemy ich łapać na lasso - dodał ów członek zarządu.

O zaproponowaniu mi wzięcia udziału w owej planowanej akcji łapania kotów już nawet nie wspomnę, choć i taka propozycja ze strony przedstawiciela zarządu padła. No cóż - chciałoby się powiedzieć - vox populi - vox Dei. Szczury z pobliskiego kanału już zacierają łapy z zadowolenia, że im naturalnych, kocich wrogów za sprawą ludzkiej głupoty ubędzie.

Jednak w tej bulwersującej sprawie nasuwa się jedno pytanie: Jak do treści uchwały zarządu RODz "Wisienka" ma się Ustawa o Ochronie Zwierząt? Także zwierząt wolno bytujących? I także tych kotów żyjących na działkach?

Małe kociaki z działek / Fot. Radek Wiech./zdjęcie ublik. za zgodą autora/Zbulwersowana tą całą kocią "aferą", wczoraj skomunikowałam się z dyrektorką łódzkiego schroniska dla zwierząt. Mam zapewnienie od pani dyrektor, że schronisko z pewnością nie weźmie udziału w usuwaniu kotów z działek. Po prostu: i formalnie, i w praktyce takie działania są niemożliwe do zrealizowania. I całe szczęście.

Mogę zatem spać spokojnie i o los moich podopiecznych się nie martwić. Czy aby tak zupełnie,
nie jestem tego do końca pewna. Są różne sposoby pozbywania się kotów, ot choćby opisany przeze mnie w artykule pt."Sposób prezesa na koty".

I jeszcze jedno. Potwierdza się stare powiedzenie, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Schronisko dla zwierząt w dowód solidarności z "moimi" bezdomniakami ofiarowało im sporą ilość karmy, z którego to prezentu działkowe koty z pewnością bardzo się ucieszą. I znowu chciałoby się zakrzyknąć na cały głos: Nie takie bryły już przed kotami były i nie takie skały w poprzek im stawały. Pewnie znowu do jakiegoś czasu, bo głupota ma to do siebie, że jest jak hydra. Odrąbiesz hydrze głowę, a ona na nowo wyrasta. Ech... Szkoda nawet gadać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (28):

Sortuj komentarze:

Mnóstwo sprzeczności i skrajności nas otacza. Musimy niestety wśród tego wszystkiego żyć. Każdy żywy stwór ma swoje potrzeby i nie potrzebna mu jest dacza. Gołębie mogą stwarzać większe zagrożeni niż koty "myszołowy".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jednym słowem, Pani Aniu, odchody produkują i ludzie i zwierzęta i także ptaki i tylko ludziom przychodzi do głowy by ukryć fakt, że na działkach nie załatwiają swoich fizjologicznych potrzeb. Wniosek nasuwa się sam. Trzeba im uświadomić, że także zanieczyszczają środowisko i to pewnie znacznie mocniej niż np. koty. Ech... Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli koty won z działek to i gołębie też, które też srają.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Wiesławie, Trafił Pan prawie w sedno. Problem bezdomnych kotów na "tych" działkach wiąże się między innymi, z gołębnikiem, którego tak na dobrą sprawę nie powinno na działkach być. Zabraniają tego przepisy PZDz. A jednak gołębnik jest i oczywiście koty przez właściciela gołębnika są niemile widziane. Pan gołębiarz do niedawna wchodził w skład zarządu "tych" działek , więc miał przyzwolenie (i ma w dalszym ciągu) na trzymanie gołębi.

Panie Mariuszu, Tego samego argumentu użyłam w rozmowie z aktualnym gospodarzem działek,(i członkiem zarządu) nota bene, funkcjonariuszem straży miejskiej na niwie służbowej - który rozmawiał ze mną w sprawie konieczności usunięcia kotów z działek. Sprawa owego pomysłu wyłapania kotów i oddania do schroniska dla zwierząt zatacza coraz szersze kręgi i ma swoje reperkusje.
Powiem krótko: Jak mi wiadomo z dobrze poinformowanych źródeł - Zarząd działek zwrócił się do jednego z członków zarządu (czyli pana pracującego w straży miejskiej)... o interwencję w straży miejskiej w tej "kociej" sprawie, co ów członek zarządu zaczął wprowadzać w czyn. Ech... szkoda gadać. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Piotrze, używając Pańskiej retoryki zapytam - A Pan nie sra? Zapytam jeszcze, skąd Pan wie jak smakuje dzikie ptactwo z lęgów, czyżby był Pan smakoszem? Miałem spytać jeszcze o dołki, ale...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Największymi wrogami kociej nacji są hodowcy gołębi ci działkowi jak i inni .

Komentarz został ukrytyrozwiń

A może nie srają? I do tego jeszcze robią dołek, rozgrzebując posiane nasiona! Jednak problem nie polega na tym że koty są na działkach! Problem polega na tym że koty na działkach ogrodowych są niedokarmione a w konsekwencji odławiają do 50% ptactwa dzikiego z lęgów. Ptak uczący się fruwać jest idealnym celem dla kota a przy tym mięsko pierwszej jakości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo z ust mi to Pani wyjęła. Gdy ja się wściekałam, że wycinają coraz więcej drzew, usłyszałam od osoby, która od niedawna mieszka w mieście: "O co ci chodzi, przecież to miasto".
Panie Bogumile, Pańskie jedzenie zjadł głodny kot. A gdyby to był głodny czlowiek?

Komentarz został ukrytyrozwiń

A czy weranda była zamykana, czy też kot sę do niej włamywał, Panie Bogumile ? Bo może należałoby go rozstrzelać. A w Pana przypadku, wystąpić o nadanie odpowiedniej rangi orderu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A jak bym udowodnił kotu, że zjada moje jedzenie, na moim terenie, to przed kim kot by odpowiadał?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.