Pozycja materiału w rankingach:
Batalia o działkowe koty ma swój dalszy ciąg i to za sprawą zapiekłych przeciwników tych stworzeń. "Kotów pod żadnym pozorem tolerować na działkach nie będziemy" - usłyszałam dziś na zebraniu działkowców.
Wydawać by się mogło, że pomysły działkowców, dotyczące wyłapania kotów i wywiezienia ich do schroniska dla zwierząt, należą już do przeszłości. Okazuje się jednak, że awersja ludzi do bezdomnych sierściuchów jest silniejsza niż zapisy Ustawy o Ochronie Zwierząt i zdecydowane stanowisko w tej bulwersującej sprawie dyrektorki łódzkiego schroniska - pani Skowrońskiej-Wareckiej. 
Skoro dokarmiam koty to pewnie mam w tym jakiś konkretny interes, a taka działalność jest prawnie na działkach zakazana - skonstatował jeden z działkowców. Nie jest wykluczone, że poniosę konsekwencję mojej opieki nad działkowymi bezdomniakami. Za nie przestrzeganie regulaminu działkowca grożą mi sankcje dyscyplinarne, ot, choćby w postaci odebrania działki.Zobacz także:
Artykuły
(169)
Galerie
(31)
Średnia ocen
(4.53)
Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Smaruję tutaj androny, bo kiedyś może się zdarzyć, Że przyjdzie mi się zmierzyć z krytyką adwersarzy Albo jakiegoś trolla, co chyłkiem i pewnie ukradkiem Szpilę pod żebro mi wetknie. Nie znacie takiego przypadkiem?
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
roksana borowska 26.10.2010 11:59
czemu my ludzie wyrzuczmy koty z domu ?
Patrycja Fiećko 03.06.2010 00:16
Również trzymam mocno kciuki za pomyślne rozwiązanie tej sprawy... Brak słów, by skomentować głupotę niektórych.
Ewa Łazowska 30.05.2010 21:26
Moi drodzy! Wszyscy bez najdrobniejszego wyjątku: Nawet nie wiecie ile dla mnie znaczą słowa Waszego wsparcia w tej mojej (chyba jednak samotnej) walce o koty. Nie ukrywam, że w związku z takim potężnym ładunkiem agresji ze strony działkowej "społeczności", z jakim się wczoraj spotkałam, mogę się liczyć z różnymi niespodziankami, np. w postaci martwych kotów bo wszystko jest możliwe. Na szczęście - gospodarz (całkiem nowy człowiek w tym gronie) i strażnik miejski w jednej osobie, który początkowo bronił stanowiska zarządu działek - zmienił swoje zdanie w sprawie likwidacji kotów, więc mam przynajmniej moralne wsparcie moich działań. Nie wiem tylko czy wystarczy mi siły i środków na tę walkę z głupotą i zajadłością. Czas pokaże.
Gromadka futrzaków w ilości sześciu sztuk doroślaków i pięciu małolatów(jest szansa dla nich na adopcję) chyba czuje co się święci, ponieważ wczoraj przeniosła się z ganku altany do jej wnętrza. Koty to mądre stworzenia.
Pani Inko! To piękna i optymistyczna historia z tymi kotami stoczniowymi. Czytałam ze łzą w oku. Pozdrawiam!
Autor usunął profil 30.05.2010 20:06
Ja ze wsparciem nie przyjadę ale z ogromną radością wesprę panią Ewę , choćby poprzez zakup karmy dla kotów.
Beata Traciak 30.05.2010 20:01
Przecież to głupota do potęgi..Jadę ze wsparciem;))
Autor usunął profil 30.05.2010 19:55
Poznasz człowieka po jego stosunku do zwierząt. Pani Ewo zaciekłość z jaka owa pani broni "swej pietruszki" jest godna inkwizytora. Kilkaset kotów zostało bez wyżywienia, gdy zamknięto stocznię szczecińską, a na terenie zakładu zabrakło stoczniowców.Na apel ludzi o ratowanie kotów zorganizowano ich dokarmianie i opiekę weterynaryjną dla chorych zwierząt. Z rąk poseł Magdaleny Kochan 70 osób i instytucji otrzymało pamiątkowe dyplomy i podziękowania za pomoc tym kotom a nowi dzierżawcy terenów stoczniowych powoli przekonują się, iż koty są im potrzebne w firmach, ponieważ walczą ze szczurami lepiej niż zakłady deratyzacji. Pani walczy nie tylko o koty , pani walczy także z bezmiarem ludzkiej głupoty . Pozdrawiam i życzę wytrwałości .
Anna Koralun 30.05.2010 19:42
Pani Ewo, no ręce opadają. Na ludzką wredotę i głupotę nie ma lekarstwa. Beton wokół i beton w głowach. Tym działkowiczom życzę aby w każdym domku zagnieździł się serszeń, myszy i szczury zżarły plony . Pozdrawiam.
Mariusz Wójcik 30.05.2010 19:21
Ja tam do Ciebie Ewo, chyba przyjadę ze wsparciem.
Ewa Łazowska 30.05.2010 19:14
Najgorsze jest to, Tomku, że ten zwyczajny ciemnogród ma głębokie przekonanie, że na wszystkim zna się najlepiej i żadna argumentacja do niego nie dociera. "Liczy się przede wszystkim człowiek! a nie jakieś koty! - wykrzykiwała wczoraj jedna z członkiń zarządu. - Obesrały mi pietruszkę. Tego im nigdy nie daruję! Pani też (to było do mnie) - bo koty pani tutaj trzyma". No cóż... na takie dictum nawet nie mogłam odpowiedzieć. Pozdrawiam.