Facebook Google+ Twitter

Kraina samotnych

Poczucie niezrozumienia, którego rezultatem jest samotność, niedowartościowanie własnej osoby - to przyczyny poszukiwania sensu własnej egzystencji w sieci.

Od dawna nurtowało mnie pytanie - wynikające być może z niewiedzy, bo na czatach nie bywam z zasady - dlaczego zamiast spędzić wieczór z realnymi przyjaciółmi, młodzi ludzie wolą rozmawiać z nieznajomymi, opowiadać im o swoich problemach, użalać się nad własną osobą, często nie mając ku temu najmniejszych powodów. Mimo oporów zalogowałam się pod dość tajemniczym nickiem „nn17”. Nie zdradzał płci, nikt też nie zapytał czy mam 17 lat. Dzięki temu udało mi się zauważyć dość dziwną zależność: każdy z rozmówców z góry zakładał, że jestem osobnikiem płci przeciwnej. Już na wstępie zaintrygowała mnie jedna osoba - „Brzydka”… żeby nikogo nie rozczarować, jak się później okazało. Ta odpowiedź nie dość, że ogromnie mnie zaskoczyła, to sprowokowała do dalszej rozmowy z nią. Zwykle spędza trzy dni z rzędu na czacie, a potem wszystko wraca do normalności. Nie śmieje się z innych - jak inna moja rozmówczyni. Szuka zrozumienia, opowiada o swoich kłopotach.

Pomaga jej świadomość tego, że nikt nie będzie negował ich wagi. W sieci jest anonimowa. Może wyolbrzymiać do woli - jakby wyrecytowała mi zalety czatu. Zasugerowałam jej rozmowę ze znajomymi, spotkanie. „Pan psycholog” - tyle mogłam przeczytać w odpowiedzi. I rozmowa się urwała. Kolejna konwersacja w zasadzie mnie rozbawiła. Tym razem byłam kobietą, podejrzewaną o „śledzenie swojego męża”. Jakże wielkie było zaskoczenie, gdy oznajmiłam, że męża nie mam. W takim wypadku moja obecność na czacie dla „Demona” była niezrozumiała, choć przecież mogłam być tam z takiego powodu, jak większość: „z nudów”.

Nastrój miałam mieszany, bo dowiedziałam się, że wychodząc „z domku” nie znajdę faceta godnego uwagi. Tak, pani, której nicku nie mogę sobie przypomnieć ma rację. Łatwiej wierzyć w wirtualny ideał, niż zmierzyć się z wadami innych, spróbować je zaakceptować jak swoje własne. Lepiej dostać wirtualny bukiet, niż jedną żywą różę. Łatwiej przeczytać, że „fajnie się na ze sobą rozmawia” niż doświadczyć przyjemności, którą dają godziny milczenia spędzone z ukochaną osobą. Łatwiej, znacznie łatwiej, bo problemy tej osoby nie są naszymi własnymi. Cóż za wyczynem jest napisanie, że „będzie dobrze” wobec bycia blisko?

Nie rozumiem, i zapewne nigdy nie zrozumiem dlaczego ludzie wybierają 10 wirtualnych przyjaciół niż jednego prawdziwego. Żadne to dla mnie wytłumaczenie: „nikomu nie można zaufać, a w sieci jestem anonimowy”. Po pierwsze, mówiąc „nikomu” mówimy również o sobie. Po drugie przyjaźni nie znajduje się ot tak, na przyjaźń trzeba zasłużyć. Po trzecie: nie jesteś anonimowy. Człowiek z przeciętną wiedzą informatyczną potrafi sprawdzić nr IP, który naprawdę bardzo wiele mówi o nadawcy. I tutaj wszystko, co powiesz może być wykorzystane przeciwko Tobie. Pewność, że osoba, której mówisz „kocham Cię” jest tym za kogo ją uważasz jest złudna. Rady nie są szczerze, a często wręcz złośliwe. Nie możesz tego dostrzec, bo zamykasz się „idealnym świecie”, który nie istnieje.

Reasumując powiem: nie ma wirtualnej przyjaźni, miłości, wsparcia.
Tak łatwo kłamać, nie patrząc prosto w oczy, trudniej uzmysłowić sobie, że to wszystko jest tylko iluzją.

Znajdź nas na Google+



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Benedykt Present
  • Benedykt Present
  • 12.05.2012 11:37

Widzę, że Autor(ka) interesuje się psychologią i chyba też socjologią. Lubię takie trudne wyzwania w - Internecie! Przynajmniej wiem, że nikt mi nie da po twarzy, i nie usłyszę krajowych, narodowych przekleństw. Proszę czytać, bo amerykańscy psychologowie tego Pani nie powiedzą, oni za to znają liczne, trudne nazwy i najsłuszniejsze definicje. Właśnie przed chwilą skomentowałem kwestię homo...zmu, bo ostatnio świat wie "lepiej" - tak, że nawet już nic powiedzieć nie można. Mam przepraszać, że żyję i kocham inaczej, bo dawnemu? Jeden z moich kuzynów przez rok nabijał się ze mnie, że powiedziałem mu iż Amerykanie łapią w siatki samoloty... Od tego czasu minęło z pięćdziesiąt lat i nadal jest takie samo zatrzęsienie głupców, żeby nie powiedzieć dosadniej. W Internecie mam większą szanse natknąć się na erudytę niż w reality life. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
M.
  • M.
  • 09.05.2012 23:28

brawo, brawo! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.