Facebook Google+ Twitter

Kraj, gdzie jednak się umiera - smutno o Albanii

Opowiedzieć o sobie i o swoim kraju w taki sposób na przestrzeni niespełna ponad 100 stron to fenomen. Z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć, że książka Orneli Vorpsi jest piękna i poruszająca. Czyta się jednym tchem.

"Kraj, gdzie nigdy się nie umiera" - Ornela Vorpsi. / Fot. www.czarne.com.plZanim udam się do Albanii lat młodzieńczych Orneli Vorpsi, chciałbym wyrazić kilka słów pochwały dla wydawnictwa Czarnego. Nie jest to nic odkrywczego, ale jeśli mnie pamięć nie myli, jeszcze nigdy nie wyrażałem oficjalnych słów wdzięczności Andrzejowi Stasiukowi za stworzenie Czarnego. Dlatego oficjalnie dziękuję za przybliżanie pisarzy ciekawych i wartościowych, o których trudno byłoby się dowiedzieć z innych źródeł.

Z książką Orneli Vorpsi zetknąłem się przypadkowo, po prostu zwróciła moją uwagę na półce w księgarni. Postanowiłem spróbować. Od samego początku autorka bez żadnych zbędnych wstępów wciąga czytelnika do Albanii z czasów Związku Radzieckiego. Kraju zrobionego z "pyłu i błota", gdzie "(...) słońce pali tak mocno, że liście winorośli rdzewieją, a rozum zaczyna się topić. Skutkiem ubocznym tego wszystkiego (obawiam się, że trwałym) jest megalomania, obłęd, który pośród owej flory krzewi się jak chwast”. Kraju, gdzie nigdy się nie umiera...

To bardzo odważna teza, która w słowach mężczyzn staje się prawdą. Jednak w oczach kobiety, a zwłaszcza młodej, dopiero dorastającej dziewczyny musi przeciwstawić się zarzutom trudnym do obalenia. "Są pewne reguły, które duch narodu wytwarza, ot tak, w sposób naturalny, niczym drzewo liście. Reguły te opierają się na jednej zasadzie: ładna dziewczyna jest dziwką, a brzydka - biedaczka! - nie. W tym kraju dziewczyna musi bardzo uważać na swój "nieskalany kwiat", bo "mężczyzna umyje się kawałkiem mydła i będzie jak nowy, dziewczynie zaś nie wystarczy nawet morze!".

Na przestrzeni zaledwie 114 stron Ornela Vorpsi zawiera opowieść o albańskiej rodzinie - jej rodzinie. Prowadzi czytelników poprzez historie jej krewnych i znajomych z niesamowitym wyczuciem, z wielką kobiecą wrażliwością. Nie omieszkała jednak zawrzeć odrobiny ironii, zastosowanej trochę jako obrona przed bólem jakiego doświadczyła. Autorka przyznaje, że zawsze miała problemy w kontaktach z ojcem. Zawsze był dla niej kimś obcym, kimś kto nie potrafił przełamać emocjonalnych barier, aby móc być prawdziwym rodzicem dla dziewczynki, która w tym biednym kraju potrzebowała wsparcia i miłości. Zanim zdążyła dorosnąć, sprawy polityczne odebrały ojca Orneli na wiele lat... z kogoś obcego stał się kimś jeszcze bardziej odległym - "czas nas rozdzielił, kradnąc mi (kradnąc nam) wszystko: miłość, pamięć, zażyłość, jeśli coś takiego w ogóle kiedykolwiek między nami istniało".

Ucieczka w nurcie rzeki


Właśnie to kalectwo emocjonalne dorosłych sprawiło, że dorastanie w Albanii było tak trudne i smutne. Przez jakiś czas autorka uciekała w świat baśni do magicznych krain, w których znajdywała bezpieczną przystań. Jednak ta nisza po pewnym czasie przestała wystarczać. Jakże bardzo różniły się te fantastyczne miejsca od rozsypujących się, byle jakich albańskich osad z mieszkańcami pogodzonymi ze swoim losem. Najważniejszym wyznacznikiem akceptacji społecznej było życie zgodne z oczekiwaniami ogółu..., a problemem było właśnie to myślenie. Pełne mentalnej pustki, braku nadziei i zawiści. Nie było w tym społeczeństwie choćby cienia nadziei na lepsze jutro, szansy na zmianę swojego otoczenia i sytuacji życiowej. Jedyną ideą, w którą się wierzy jest martyrologia, wierne i ślepe oddanie Matce - Partii. Te postawy na ogół prowadziły do tragedii, do ciągłego oddalania się od siebie członków rodzin, sąsiadów. Jakiegoż znaczenia nabierają w Albanii słowa "żyj, a będą cię nienawidzić, umrzyj, a będą cię opłakiwać". Jakże wiele kobiet znalazło ukojenie w odmętach rzeki. Dlatego jedynym sposobem, aby nie poddać się i nie ulec pokusie przyjęcia postawy rezygnacji jest ucieczka, gdziekolwiek, choćby do kraju obok. Państwa, które żyje - żyje teraźniejszością, ma nadzieję!

Ornela Vorpsi napisała książkę o sobie, o swoim pochodzeniu i swojej Albanii. Co ważne napisała ją po włosku. Czy taki zabieg był próbą zdystansowania się do przeszłości, czy też próbą obiektywnego spojrzenia na swoją bolesną przeszłość? Uważam, że ten właśnie zabieg był autoterapią autorki, która dzięki bardziej ogólnemu oglądowi, dystansowi uporała się z traumą lat młodzieńczych. Mimo iż nie była to łatwa przeprawa, udało się. Mimo iż w Albanii jednak umierają ludzie, udało się...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Książka jest świetna, potwierdzam. Samej recenzji także nie brak niczego :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Dostałam tę książkę jakiś czas temu. Na razie przeczytała ją moja mama, a raczej pochłonęła. Była zachwycona!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.