Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

235 miejsce

Krakow Live Festival. Lana uwiodła przemokniętą publikę [RELACJA]

Ostatni dzień tegorocznej edycji imprezy upłynął pod znakiem rzęsistego deszczu oraz hipnotycznego koncertu Lany Del Rey. Nieprzyjemna aura nie przeszkodziła również fanom rapera Wiz Khalify oraz Nicka Murphy'ego.

Podczas koncertu Lany Del Rey w Krakowie / Fot. Monika StolarskaPogoda nie rozpieszczała publiki, która sobotni wieczór postanowiła spędzić w festiwalowym miasteczku na pasie lotniczym. Jednak okazało się, że na głowach okrytych peleryną również świetnie pasują wianki utkane z kwiatów. Ten element garderoby był znakiem rozpoznawczym wielbicieli Lany Del Rey - amerykańskiej piosenkarki kochanej przez miliony i znienawidzonej przez krytyków. Jej najwierniejsi fani na nawet siedem godzin przed jej koncertem zajmowali miejsca pod sceną, nie zważając na deszczową aurę. Ich trud nie pozostał bez nagrody - wokalistka podczas występu kilka razy schodziła do publiczności. Buziakom, uściskom i selfie nie było końca.

Gdy tylko Lana pojawiła się na scenie, z nieba w końcu przestał padać deszcz. Wokalistka romansowała z krakowskimi fanami ponad godzinę. Artystka stylizująca się na gwiazdę wyrwaną z lat 50. i 60. ubiegłego stulecia przyjechała promować swój najnowszy album "Lust for Life", który przez wiele miesięcy okryty był mgłą tajemnicy. Poza tym materiałem nie zabrakło oczywiście największych przebojów, które wyniosły ją na szczyty list przebojów - jak "Video Games", "Summertime Sadness" czy "Blue Jeans". Scenografia tylko w detalach różniła się od tej, która towarzyszyła jej podczas ubiegłorocznego koncertu w Warszawie. Melancholijne utwory i charyzmatyczna postać Lany wystarczyły, by rozgrzać publikę do czerwoności - bez dymów i fajerwerków.

Sceniczny wizerunek dziewczyny wyrwanej z minionej epoki, wzmacniała jej biała kusa sukienka i makijaż rodem z filmowej Kleopatry. Obserwując Lanę na scenie można odnieść wrażanie, że to wszystko gra aktorka, a ona sama powinna znaleźć się na planie filmowym. Ponadto amerykańska wokalistka nie unikała playbacku i zostawiła fanów bez bisa. Zanim zeszła ze sceny szczerze podziękowała za ciepłe przyjęcie i obiecała rychły powrót nad Wisłę.

Wiz Khalifa podczas koncertu w Krakowie / Fot. Monika StolarskaZ nieprzyjemną aurą szybko się rozprawił Wiz Khalifa. Raper z Pittsburga zmienił w Krakowie klimat z deszczowego na imprezowy w pełnym tego słowa znaczeniu. Motywem przewodnim jego ponad godzinnego przedstawienia była marihuana, pod wszelką postacią. Sam podczas koncertu kilka sobie sobie popalał, czym powtórzył taki sam "wyczyn" Snoop Dogga, który wystąpił na krakowskim festiwalu pięć lat temu. Co więcej Wiz w stronę publiki rzucał dmuchane... skręty.

W tych oparach raper starał się nawiązać do atmosfery występu Travisa Scotta, który dzień wcześniej rozbujał festiwalowe miasteczko. Wiz i towarzyszący mu Taylor Gang miał w zanadrzu całą amunicję hitów - "Black And Yellow", “Young, Wild & Free" i "See You Again". Ponadto nieprzekonanych do zabawy raper nakłonił do dzikich pląsów przez "Smells Like Teen Spirit" z repertuaru Nirvany. Wiz szybko zostawił na wieszaku białą koszulę z krótkim rękawem i z dumą paradował z torsem praktycznie w całości pokrytym tatuażami. Imprezowy klimat udzielił się nie tylko publiczności, bo hip-hopowiec wybrał się na after party do klubu Prozak 2.0.

Nick Murphy (Chet Faker) podczas koncertu w Krakowie / Fot. Zuza SosnowskaFani Chet Fakera mogli mieć poczucie deja vu podczas koncertu Nicka Murphy'ego. I słusznie, bo chodzi o tego samego artystę - australijskiego piosenkarza tworzącego na pograniczu electro i soulu i trip-hopu. Wokalista udowodnił, że ze zmianą scenicznego pseudonimu nie przyniosła straty na jakości jego muzyki. Nie zabrakło znanych wśród fanów utworów, jak "Gold" i Talk Is Cheap. Wraz z nowym repertuarem Nicka Murphy'ego stworzyły klamrę i idealnie spasowały się w deszczową pogodę nad czyżyńskim lotniskiem. Podobnie jak długi płaszcz i ciemna broda noszona przez artystę.

Nie mniejsze tłumy przyciągnęli również polscy wokaliści. Pezet wraz z Małolatem jako pierwsi na głównej scenie sprawdzali nastroje wśród publiki. Starszy z braci Kaplińskich przez ostatnie lata zmagał się z problemami zdrowotnymi, przez co usiał odłożyć kolejne trasy koncertowe. Głód wśród fanów jest spory, o czym świadczyło ciepłe przyjecie raperów w Krakowie.

Xxanaxx podczas koncertu w Krakowie / Fot. Michał MurawskiGoście festiwalu dali się również oczarować grupie Xxanaxx (głównie dzięki charyzmatycznej Klaudii Szafrańskiej), nawet pomimo kłopotów technicznych przy konsolecie Michała Wasilewskiego. Pod sceną w namiocie zrobiło się wyjątkowo gęsto, gdy przy mikrofonie pojawił się Ralph Kaminski. Poza materiałem z debiutanckiej płyty "Morze" artysta postawił na kilka niespodzianek - w tym nową aranżację piosenki "Kraków" z repertuary Myslovitz.

Największe zeskoczenie tegorocznej edycji festiwalu? Zdecydowanie koncert Travisa Scotta, który wystąpił na scenie wraz z niepełnosprawnym fanem. Przewidywalne widowisko Ellie Goulding i Lany Del Rey też miały swoją magię i trafiły nie tylko do gustów wielbicieli artystek. Krakowski festiwal lubi namieszać, a jak bardzo dowiemy się znów za rok.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Znakomicie i żywiołowo napisana recenzja z koncertów!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.