Facebook Google+ Twitter

Kraków najmodniejszym miastem świata?

Oczywiście fakt, że Kraków został uznany przez amerykańską agencję turystyczną Orbitz za najmodniejsze miasto zbliżającego się roku 2007, wprawia mnie w dumę. Z drugiej strony - martwi i niepokoi.

Kościół Mariacki w Krakowie; fot.: U.A.Marczewska Na wstępie zaznaczam, że nie jestem rodowitą mieszkanką Krakowa. Jak wielu moich poprzedników i następców, przybyłam do tego miasta w poszukiwaniu wiedzy uniwersyteckiej. Życie ułożyło się tak, że zostałam tu na stałe. Zatem, stojąc w tej rzece tylko jedną nogą, pozwolę sobie na kilka refleksji.

Krakowianie są ze swego miasta dumni i wcale się im nie dziwię. Na miejsce niedzielnych spacerów mogą wybrać sobie Wawel, leniwe popołudnia spędzają w urokliwych kawiarniach na Rynku Głównym, a Uniwersytet Jagielloński, tak w sensie uczelni, jak i zabytkowych budynków, wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością. Turyści w Krakowie to rzecz codzienna. Po Sukiennicach biegają uczestnicy szkolnych wycieczek, zaś w okolicach poszczególnych zabytków ustawiają się zorganizowane grupy pod wodzą przewodnika, który w takim czy innym języku objaśnia historyczne znaczenie obiektu i rzuca datami z głębi średniowiecza.

W ostatnie wakacje Kraków przeżył prawdziwy najazd południowców. Będąc za dnia dość często na Rynku, miewałam wrażenie, że częściej słyszę wokół siebie mowę hiszpańską i włoską aniżeli polską. Poza nimi roi się głównie od Niemców, Amerykanów i Japończyków. Powoli daje się zauważyć zwiększenie liczby turystów samozwańczych, to znaczy odwiedzających Polskę na własną rękę, w towarzystwie znajomych i bez pomocy ze strony biura podróży. Spotykamy ich nie tylko w centrum miasta. Podobnie jak autochtoni, poruszają się krakowskimi środkami komunikacji miejskiej. Zaczynają się pojawiać również w Nowej Hucie, niebaczni na złą legendę socrealistycznego miasteczka. Dopóki zwiedzają i z prawdziwym zainteresowaniem chłoną informacje o tym, co my mamy wokół siebie na co dzień, jest to bardzo miłe. Ale turystyka ma dwa oblicza.

Jakiś czas temu media informowały o swoistej modzie, jakiej ulegli anglojęzyczni obywatele zachodniej Europy, korzystający z oferty tanich linii lotniczych. Zagustowali w odwiedzaniu naszego kraju w weekendy. Głównym celem ich wycieczek stał się Kraków z setkami pubów, w których ceny są nieporównywalnie niższe od tych, do których przywykli mieszkańcy Wysp. Łaknący rozrywki Brytyjczycy upijali się zatem naszym tanim alkoholem, po czym wracali do swej ojczyzny i szarej, drogiej rzeczywistości. Na tego typu grupę turystyczną natknęłam się raz. W wakacyjne popołudnie, około godziny siedemnastej, do jednej z knajp na krakowskim Kazimierzu wpadła grupa, która zamówione piwa wlała w siebie w ciągu dwóch, może trzech minut, wydając przy tym bliżej nieokreślone okrzyki. Zapłacili i robiąc wokół siebie dużo zamieszania, wybiegli na ulicę, zapewne kierując się do kolejnego lokalu.

W kończącym się roku Kraków odwiedziło ok. 7 milionów turystów, w roku 2007 będzie ich z pewnością dużo więcej. Oby wyjątkowy i unikalny urok tego miasta zamienił się w wystawioną na sprzedaż komercję.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Rozumiem, że chodziło o turystów "samodzielnych" (w znaczeniu "indywidualnych") nie "samozwańczych".
Turyści indywidualni nie są "samozwańczy". Turystami nazywa ich choćby polska ustawa o usługach turystycznych.

Natomiast problem z week-endowymi pijakami prawdopodobnie skończy się dopiero, kiedy nasze ceny bardziej się zrównają z cenami zachodnimi. Co prędzej czy później nastąpi.
Swoją drogą różnica w przypadku alkoholi faktycznie musi być spora. Pamiętam, jak jakiś czas temu podczas wyjazdu integracyjnego do Szwecji zaczepiła nas na ulicy grupa rozbawionych, niezbyt trzeźwych ludzi, którzy chcieli koniecznie, żebyśmy poszli z nimi coś tam świętować, na piwo. Wtedy kolega wpadł na dość oryginalny pomysł wywinięcia się (naszej grupy) z tej niezręcznej sytuacji. Odpowiedział z pełną powagą - "Dziękujemy, ale w naszym kraju pijamy tylko wódkę". Reakcja tamtej grupy mocno nas zaskoczyła. "Wódkę? Ooo, no to nie... wódka jest straaasznie droooga".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ula, wypada podać, że poinformowała o tym Gazeta w Krakowie. No chyba, że sama to gdzieś znalazłaś w necie no to wtedy sorrki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To prawda. Alkohol tani, sklepy markowe, dziewczęta piękne, zabytki stare.
Kraków stał się znanym na świecie centrum turystyki seksualno-pielgrzymkowej.
Ale jest jeszcze jedna (trzecia?) strona tego medalu. Inwazja Irlandczyków i Anglików ma również ten skutek, że ceny nieruchomości szybują na niebotyczny poziom. Można oczywiście się tym nie przejmować. W końcu jak nasi wrócą ze zmywaka, też będzie ich stać na kawalerkę, albo i dwa pokoje. Jak nie w tym, to w drugim, albo w trzecim pokoleniu.. Ciekawe tylko, czy wtedy będzie im się chciało wracać..
Nie zmienia to faktu, że jako zatwardziałego ksenofila, cieszy mnie różnojęcyczny gwar, który codziennie słyszę na ulicy.

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.