Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

47467 miejsce

Kraków: rocznica zestrzelenia samolotu

O godzinie 2:27 mieszkańcy Podgórza usłyszeli potężny huk. Chwilę później zobaczyli łunę ognia na niebie. Widzieli ostatnie sekundy lotu samolotu, który rozpadł się na trzy części i spadł na Zabłociu. Dziś mija 66 lat od tamtych wydarzeń.

 / Fot. sxc.huNoc była parna. Na niebie błyszczały gwiazdy, a w powietrzu dało się słyszeć delikatną melodię silników Liberator KG-933. Samolot pod dowództwem kapitana Wrighta wracał właśnie spod Warszawy, gdzie dokonał akcji zrzutowej dla walczących żołnierzy AK. W kabinie panowała nerwowa atmosfera. Samotnie lecący samolot stanowił wyśmienity cel dla dobrze zorganizowanej niemieckiej przeciwlotniczej ochrony. Załoga Liberatora zdawała sobie jednak sprawę, że oprócz zrzutów broni transportuje coś bardziej cennego: nadzieję na wolność.

Samolot zbliżał się do Krakowa. Kapitan Wright zdawał sobie sprawę ze stacjonujących myśliwców na lotnisku Czyżyny. W czasie, kiedy Liberator zbliżał się do Krakowa, Gustaw Franczi, jeden z niemieckich asów lotnictwa, przygotowywał się do startu. Niebawem miało dojść do największej rzezi bombowców zrzutowych w 1944 roku.

- Mocno po północy obudził nas łoskot wystrzałów i blask, widoczny nawet w szczelinach rolet maskujących z czarnego papieru, zaciągniętych w oknach mieszkania przy ul. Zamojskiego. Z głośnym hukiem nadciągał z kierunku północno-wschodniego, płonący jak pochodnia, wielki samolot - wspomina Wiesław Wielgus. Chwilę wcześniej załoga Liberatora została namierzona przez jeden z myśliwców, który leciał tuż za samolotem kapitana Wrighta. Załoga bombowca nie mogła go dostrzec. Myśliwiec obniżył poziom i znalazł się tuż pod bombowcem. Obydwa samoloty dzieliło zaledwie 150 metrów. Chwilę później myśliwiec podniósł się pionowo wystrzelił serię i opadł szybko w dół. Dzieła zniszczenia dokończyły działa przeciwlotnicze. Nie jest pewne, czy Liberator został trafiony przez myśliwiec. Istnieją pewne teorie, że tak mogło być. Pewne jest natomiast, że został trafiony przez działa przeciwlotnicze.

- Biła do niego artyleria przeciwlotnicza, także z Krzemionek; różnokolorowe koraliki pocisków, nanizanych jakby na niewidzialne nitki, pozornie wolno, podążały do nadlatującego celu. Po chwili maszyna znikła nam z oczu, za krawędzią oficyny, ograniczającej widok – opowiada Wiesław Wielgus.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Trzeba o tym pamietać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.