Facebook Google+ Twitter

Krakowski Selector Festival już za nami

Międzynarodowa publiczność zgromadzona w piątek i sobotę na krakowskich błoniach bawiła się do muzyki ponad 20 wykonawców z całego świat. U nas krótka relacja z imprezy.

Publiczność bawiła się świetnie / Fot. Materiały promocyjneSelector Festival to nowe muzyczne przedsięwzięcie odpowiedzialnej między innymi za Heineken Opener Festival i Coke Live Music agencji Alter Art. Organizatorzy zdecydowanie mogą mówić o sukcesie bowiem fanów tanecznych brzmień nie zniechęciły ani stosunkowo wysokie ceny biletów, ani położenie festiwalu, ani nawet deszczowa pogoda, która najdotkliwiej dała się we znaki w sobotni wieczór. Według szacunków organizatora w trakcie obu dni Selectora bawiło się łącznie 10 tysięcy osób. Nie była to tylko polska publiczność. W kolejkach słychać było bowiem angielski, czeski, niemiecki, a nawet udało mi się spotkać jednego Greka. Nie trafiłem jednak na diabła, którym krakowian straszyli przedstawiciele ultrakonserwatywnych środowisk oburzeni faktem, że Błonia, te samo po których dokładnie 30 lat temu stąpał Jan Paweł II zostały wynajęte pod „imprezę techno tak bliską satanizmowi".

Porzućmy jednak heretyków i skupmy się na wartości dodanej samego festiwalu, czyli aspektach artystyczno – rozrywkowych.

Dzień pierwszy: Franz triumfuje, Fischerspooner przegina



Franz Ferdinand / Fot. Materiały promocyjneZe wszystkich wykonawców pierwszego dnia najbardziej podobały mi się występy zamknięte w trójkącie Kamp!, Franz Ferdinand i Erol Alkan. Najbardziej ciekaw byłem tego co pokarzą ci pierwsi, gdyż choć wciąż bez płyty na koncie, świetnymi demówkami nieźle namieszali w podziemiu polskiej elektroniki. Na żywo też dają radę, duża scena i wczesna pora ich nie zjadły, wręcz przeciwnie, zagrali pewnie, równo, może tylko luzu i kontaktu z publicznością zabrakło, ale najlepsze festiwale z pewnością wciąż przed nimi. Ze znacznie gorszej strony pokazali się inni nasi rodacy. Niestety muzyka Loco Star i Öszibaracka z tymi wszystkimi dęciakami, akustycznymi wstawkami i smaczkami jakkolwiek miła i ciekawa nie powinna wychodzić poza ramy małego klubu, bo tylko tam się sprawdza. Nie to miejsce, nie te brzmienia. Podobne odczucia miałem w trakcie koncertu Dizzee Rascal. Dizzee Rascal / Fot. Materiały promocyjneOkropny hałas, nad którym nikt nie zdawał się panować, przez co szybko spod sceny uciekłem, choć wiele osób bawiło się świetnie. Z niezrozumiałych powodów mało osób było natomiast na secie Erola Alkana, który dał świetny, energetyczny pokaz swoich didżejskich i producenckich zdolności. Tancerki (słaba choreografia), zabawy lustrami, kolorowe stroje, no po prostu dużo za dużo kiczu, to cecha charakterystyczna Fischerspoonera. Czekałem aż dostanę w twarz białą rękawiczką, ale pomimo że występ ten trochę mnie zniechęcił, to szczerze muszę oddać, że artysta ma świetny kontakt z publicznością i jeśli mocno przegięta otoczka występu nie przeszkadza to bawić przy jego muzyce można się świetnie.

Inaczej u Franz Ferdinanda, który dał koncert bardzo elegancki i żywiołowy. Bezsprzecznie największa gwiazda pierwszego dnia Selectora doprowadzała do pisków i krzyków zgromadzoną publiczność. Sam choć uważam, że twórczość wyspiarzy ogranicza się do jednej piosenki granej na kilka sposobów muszę przyznać, że koncert znakomity. Co się zaś tyczy duetu Röyksopp to lubię jedynie ich pierwszą płytę, a oni są właśnie w trakcie trasy promującej trzeci krążek „Junior”. Koncert zaczął się z opóźnieniem, wytrzymałem dwie piosenki i ruszyłem do domu. Tym samym nie widziałem już Deadmau5.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.