Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

52830 miejsce

Krakowskie symbole zaczynają ginąć w komercji...

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2006-09-21 07:49

Siła Krakowa tkwi w jego wielowiekowej historii i bogatej tradycji, o której milionom turystów przypominają symbole. Nie tylko Wawel i Sukiennice, ale też lajkonik, smok wawelski i hejnał mariacki.

 

Władze miasta, zamiast dbać o skarby lokalnej kultury, pozwalają na profanowanie jej w komercyjnych celach. Kto powinien zająć się ochroną dóbr, które są równocześnie własnością wszystkich i nikogo? W Sukiennicach wciska się turystom buble, na Rynku straszy ich karykatura lajkonika, a w panującym niepodzielnie hałasie nie można już spokojnie wysłuchać melodii z wieży mariackiej.

Lajkonik

- Kto to jest, mamo? - pyta kilkuletni chłopiec. - To lajkonik. Taki pół-człowiek pół-koń - tłumaczy kobieta. Lajkonik to krakowska tradycja sięgająca XVII wieku. Scena, która w tym tygodniu miała miejsce na Rynku, dowodzi, że na wielu przestaje robić wrażenie. - Prawdziwy lajkonik pojawia się tylko raz do roku, w oktawę Bożego Ciała. To, co widzimy obecnie na Rynku to raczej jego karykatura - mówi Anna Beiersdorf, etnograf. Faktycznie, lajkonika spotkać można na Rynku codziennie, a z tym, zaprojektowanym przez Stanisława Wyspiańskiego, ma już niewiele wspólnego. Jego wygląd bardziej odstrasza niż zachęca turystów. - Jestem za tym, aby jak najszybciej stamtąd zniknął - mówi Zachorowska.

Smok wawelski

Bohater jednej ze znanych legend zepchnął w ostatnich latach lajkonika z piedestału najpopularniejszych krakowskich pamiątek. Nie tylko przy Wawelu można kupić jego figurkę w najróżniejszej formie. Oblicze smoka zmieniało się przez lata. Jeszcze przed II wojną światową przedstawiano go jako węża, później kojarzony był z pomnikiem stojącym nad Wisłą, a obecnie coraz częściej wykorzystuje się motywy z kreskówek. Kiedyś straszono nim dzieci, dziś wzbudza on sympatię. - Teraz smok często ma wygląd tego z popularnej bajki o Baltazarze Gąbka. To pozytywna ewolucja - opowiada Zachorowska.

Krakowska szopka

Krakowska szopka jest krakowska już tylko z nazwy. Spotkać ją można w wielu innych miastach Polski, a nawet za granicą. Podczas organizowanego co roku na Rynku konkursu, pojawiają się coraz częściej szopki znacznie odbiegające od tradycyjnego wzoru. - Trzy lata temu zaprezentowano m.in. szopkę nowohucką, która, zamiast Kościoła Mariackiego, imitowała typowe dla Nowej Huty zabudowania. Mieliśmy problemy czy przyjąć ją do konkursu. Ostatecznie oceniono ją poza kategorią - mówi Zachorowska.

Z pomysłem wyszło Towarzystwo Miłośników i Rozwoju Nowej Huty. - To próba poszukiwania przez mieszkańców dzielnicy własnej tożsamości w krakowskim tyglu kulturowym. Nie uważam, że jest w tym coś obrazoburczego - twierdzi Maciej Twaróg, nowohucki radny. Każdego roku pojawiają się nowe, coraz bardziej zaskakujące projekty. - Pamiętam mechaniczną szopkę przedstawiającą al. Róż i stojący pomnik Lenina. Po uruchomieniu pomnik wylatywał w powietrze, zapadał się pod ziemię, a na jego miejsce pojawiała się Święta Rodzina - mówi Twaróg.

Bezsilny urząd

Okazuje się, że władze miasta w podobnych przypadkach są bezsilne. - Obowiązuje ustawa o swobodzie działalności gospodarczej. Nie możemy nikomu zabronić produkowania rzeczy, które nie są chronione prawnie - tłumaczy Katarzyna Gądek z Urzędu Miasta. - Mieliśmy już skargi na lajkonika, który wygląda niechlujnie. Podobnych przykładów podać można więcej. Dopóki na tandetne produkty jest nabywca, dopóty one nie znikną - dodaje.

Arkadiusz Błaszczyk

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.