Pozycja materiału w rankingach:
Siła Krakowa tkwi w jego wielowiekowej historii i bogatej tradycji, o której milionom turystów przypominają symbole. Nie tylko Wawel i Sukiennice, ale też lajkonik, smok wawelski i hejnał mariacki.
Władze miasta, zamiast dbać o skarby lokalnej kultury, pozwalają na profanowanie jej w komercyjnych celach. Kto powinien zająć się ochroną dóbr, które są równocześnie własnością wszystkich i nikogo? W Sukiennicach wciska się turystom buble, na Rynku straszy ich karykatura lajkonika, a w panującym niepodzielnie hałasie nie można już spokojnie wysłuchać melodii z wieży mariackiej.
- Kto to jest, mamo? - pyta kilkuletni chłopiec. - To lajkonik. Taki pół-człowiek pół-koń - tłumaczy kobieta. Lajkonik to krakowska tradycja sięgająca XVII wieku. Scena, która w tym tygodniu miała miejsce na Rynku, dowodzi, że na wielu przestaje robić wrażenie. - Prawdziwy lajkonik pojawia się tylko raz do roku, w oktawę Bożego Ciała. To, co widzimy obecnie na Rynku to raczej jego karykatura - mówi Anna Beiersdorf, etnograf. Faktycznie, lajkonika spotkać można na Rynku codziennie, a z tym, zaprojektowanym przez Stanisława Wyspiańskiego, ma już niewiele wspólnego. Jego wygląd bardziej odstrasza niż zachęca turystów. - Jestem za tym, aby jak najszybciej stamtąd zniknął - mówi Zachorowska.
Bohater jednej ze znanych legend zepchnął w ostatnich latach lajkonika z piedestału najpopularniejszych krakowskich pamiątek. Nie tylko przy Wawelu można kupić jego figurkę w najróżniejszej formie. Oblicze smoka zmieniało się przez lata. Jeszcze przed II wojną światową przedstawiano go jako węża, później kojarzony był z pomnikiem stojącym nad Wisłą, a obecnie coraz częściej wykorzystuje się motywy z kreskówek. Kiedyś straszono nim dzieci, dziś wzbudza on sympatię. - Teraz smok często ma wygląd tego z popularnej bajki o Baltazarze Gąbka. To pozytywna ewolucja - opowiada Zachorowska.
Krakowska szopka jest krakowska już tylko z
nazwy. Spotkać ją można w wielu innych miastach Polski, a nawet za
granicą. Podczas organizowanego co roku na Rynku konkursu, pojawiają
się coraz częściej szopki znacznie odbiegające od tradycyjnego wzoru. -
Trzy lata temu zaprezentowano m.in. szopkę nowohucką, która, zamiast
Kościoła Mariackiego, imitowała typowe dla Nowej Huty zabudowania.
Mieliśmy problemy czy przyjąć ją do konkursu. Ostatecznie oceniono ją
poza kategorią - mówi Zachorowska.
Z pomysłem wyszło Towarzystwo Miłośników i Rozwoju Nowej Huty. - To próba poszukiwania przez mieszkańców dzielnicy własnej tożsamości w krakowskim tyglu kulturowym. Nie uważam, że jest w tym coś obrazoburczego - twierdzi Maciej Twaróg, nowohucki radny. Każdego roku pojawiają się nowe, coraz bardziej zaskakujące projekty. - Pamiętam mechaniczną szopkę przedstawiającą al. Róż i stojący pomnik Lenina. Po uruchomieniu pomnik wylatywał w powietrze, zapadał się pod ziemię, a na jego miejsce pojawiała się Święta Rodzina - mówi Twaróg.
Okazuje się, że władze miasta w podobnych przypadkach są bezsilne. - Obowiązuje ustawa o swobodzie działalności gospodarczej. Nie możemy nikomu zabronić produkowania rzeczy, które nie są chronione prawnie - tłumaczy Katarzyna Gądek z Urzędu Miasta. - Mieliśmy już skargi na lajkonika, który wygląda niechlujnie. Podobnych przykładów podać można więcej. Dopóki na tandetne produkty jest nabywca, dopóty one nie znikną - dodaje.
Arkadiusz Błaszczyk
Zobacz także: