Facebook Google+ Twitter

Kraksa pod Wrocławiem - to prawdziwy cud, że nikt nie zginął

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-07-31 11:00

Dziewięć osób rannych, 13 samochodów rozbitych, autostrada A4 zablokowana przez wiele godzin. To efekt dwóch groźnych wypadków na tej drodze.

Mimo że samochody po uderzeniu wyglądały strasznie, strażacy nikogo nie musieli uwalniać z rozbitych aut / Fot. Marcin OsmanTo prawdziwy cud, że nikt nie zginął! – kręcili z niedowierzaniem głową strażacy, patrząc na zmiażdżone samochody, odłamki szkła, plastiku i plamy oleju. Tak wyglądała autostrada po drugim z wypadków w okolicach podwrocławskiej Żórawiny. Krótko po karambolu ratownicy medyczni mieli pełne ręce roboty. Musieli opatrywać rannych i zdecydować, kto w pierwszej kolejności powinien trafić do szpitala. Choć trudno w to uwierzyć, kierowca i pasażer tego samochodu przeżyli, natomiast ich auto nadaje się już tylko do kasacji. Strażacy i policjanci wiele godzin po wypadku musieli usuwać skutki kraksy i to, co zostało z rozbitych samochodów: szkło, blachę, plastik i olej. Najtrudniejszym zadaniem dla ekip ratowniczych było rozdzielenie porozbijanych samochodów.

W tym karambolu brało udział 11 samochodów, w tym dwa ciężarowe. Ci, którzy nimi podróżowali, mogą mówić o szczęściu w nieszczęściu. Bo takiej kraksy dawno na autostradzie nie było. A właściwie dwóch, które ściśle łączyły się z sobą. Najpierw, tuż przed 7 rano przy stacji paliw przy Węźle Bielańskim na drodze w kierunku Legnicy zderzyły się dwa tiry – jeden najechał na drugi z taką siłą, że ten się przewrócił. Z drugiej ciężarówki wysypał się ładunek. Jeden z kierowców został ranny i trafił do szpitala. Policja wstrzymała ruch na kilka godzin na tej części drogi, a samochody jadące w stronę zachodniej granicy skierowała przez łącznik tuż przy stacji paliw. Błyskawicznie utworzył się długi korek. Strażacy i policjanci nie zdążyli uporać się ze skutkami pierwszej kraksy, gdy kilka kilometrów dalej doszło do kolejnego wypadku, tym razem w okolicach Żórawiny.

Jak kostki domina



Droga była śliska, a samochody w wielkim korku posuwały się w żółwim tempie. Na tych, którzy wolno jechali w kierunku Wrocławia, najechał rozpędzony czeski tir. / Fot. Marcin Osman
– Pędził jak wariat, ponad setkę na godzinę. Wjechał w nas od tyłu i wszystkich popychał. Nie było dokąd uciec. Hamulce mu poszły czy co?! – przeżywał jeden z kierowców, który wyszedł z kraksy bez szwanku i bezradnie patrzył na swoje rozbite auto. Samochody, uderzone z wielkim impetem, wpadały na siebie jak kostki domina. Na miejscu po kilku minutach pojawiło się 6 wozów straży pożarnej, a potem karetki pogotowia.
– On chyba zasnął. Młody synek, nie jakiś stary kierowca. A niech pani popatrzy, co zrobił z moją toyotą. Czteroletnie autko i nic z niego nie zostało. Do kasacji się nadaje – załamywał ręce Kazimierz Kornasz, mieszkaniec Rybnika, który jechał odwiedzić córkę we Wrocławiu. Jego samochód został niemal wciśnięty pod ciężarówkę. Mimo to jego właściciel został tylko lekko ranny – w rękę i brzuch.
– Żona ma rozciętą głowę, do szpitala pojechała, ale lekarz mówi, że nie jest źle – opowiadał Górnoślązak, trzymając się za brzuch. Po kilku minutach ekipie pogotowia wreszcie i jego udało się namówić, by pojechał na badania do szpitala.
– Jest pan w szoku, lepiej niech pan pojedzie – przekonywała lekarka. Wreszcie pan Kazimierz ustąpił.

Połamani, ale żywi



Najciężej rannych przetransportowano śmigłowcem do szpitali. – Pan Bóg miał chyba dziś dobry humor, że wszyscy tu żyją – komentował jeden ze strażaków uczestniczących w akcji ratunkowej. To oni udzielali rannym pierwszej pomocy. Najbardziej ucierpiało dwóch pracowników firmy ochroniarskiej, którzy jechali służbowym samochodem. Łącznie do szpitala trafiło 9 poszkodowanych, w tym jedno dziecko. Z wyjątkiem trzech osób pozostali po opatrzeniu opuścili szpitale.
– Doznali urazów jamy brzusznej, klatki piersiowej i głowy. Podejrzewamy, że mogą mieć złamania rąk i nóg – informowała dr Grażyna Paszkiet-Wójcik, lekarz inspekcyjny pogotowia.
Kto zawinił? / Fot. Marcin Osman
Tymczasem ruch na drodze od Opola do Wrocławia został całkowicie wstrzymany, a sznur samochodów ciągnął się kilka kilometrów. Auta, które dojeżdżały do zatoru, policjanci kierowali przez Oławę. Późnym popołudniem udało się odblokować jeden pas jezdni. Dopiero o 19 autostradą można było przejechać bez przeszkód. Policja nie chciała wypowiadać się na temat winy kierowcy tira z Czech. Mężczyzna został zatrzymany. Jego zeznania mają pomóc w wyjaśnieniu przyczyn wypadku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.