Facebook Google+ Twitter

"Krew, pot i łzy!" - rozmowa z Januszem Imiołczykiem

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-02-25 16:59

Korzystając z kilkudniowej przerwy w rozgrywkach, postanowiłem porozmawiać z “drugą połową” duetu trenerskiego Akuny Naprzodu Janów, Panem Januszem Imiołczykiem i zapytać o nastroje panujące w szatni przed ostatnimi meczami w sezonie 2009/10.

Duet trenerski Akuny Naprzodu Janów - Janusz Imiołczyk i Krzysztof Kulawik. / Fot. Mirosław RingAndrzej Wróblewski: Od ponad miesiąca wraz z trenerem Krzysztofem Kulawikiem dzieli pan obowiązki szkoleniowca Naprzodu. Jak układa się współpraca między wami?
Janusz Imiołczyk: Bardzo dobrze. Krzyśka znam od lat. Pracowaliśmy już razem w katowickim GKS-ie i zawsze dobrze się rozumieliśmy.

Wróćmy na moment do fazy play-off. Jak zawodnicy przyjęli porażkę w Sosnowcu, kiedy wiadomo było, że nie wystąpią już przed własną publicznością?
- Gorzej było chyba po pierwszym meczu, kiedy zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. W drugim zawodnicy co prawda “dociągnęli wynik” z 5:0 na 5:4, jednak w końcówce się trochę “zagotowali” i skończyło się tak, a nie inaczej. Nie przełknęliśmy tej żaby szybko, troszkę to bolało, tym bardziej, że momentami byliśmy blisko…

Co myśli Pan na temat rozgrywania spotkań 5-8?
- Zupełnie inna motywacja jest kiedy gra się o najwyższą stawkę. Wszyscy nasi potencjalni przeciwnicy walczą o lepsze miejsce w tabeli. My po zajęciu piątego musimy bronić tej pozycji - co z punktu widzenia psychologii sportu jest dla nas niekorzystne. Jeśli chodzi o stronę szkoleniową - mecze te mają jakiś sens, natomiast biorąc pod uwagę ekonomię i organizację - powiedzmy sobie szczerze - tłumów na tych meczach raczej się nie spodziewamy.

Po ostatnich spotkaniach zawodnicy niejednokrotnie przyznawali, że w ostatnich meczach dadzą z siebie wszystko - właśnie dla publiczności, która po sezonie zasadniczym nie miała okazji zobaczyć drużyny na własnym lodowisku…
- Jest to jak najbardziej aktualne. To jeden z elementów, którego z trenerem Kulawikiem używamy przy motywowaniu drużyny. Często może brakować umiejętności, ale mamy wysoko uniesioną głowę… chęci… i serce do walki. To atuty, które chcemy “sprzedać”. Krew, pot i łzy… to słowa, które powtarzamy zawodnikom nieustannie. Każdy kibic - widzący zaangażowanie swojej drużyny - jest w stanie wybaczyć bardzo wiele.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.