Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

178425 miejsce

"Król Lear" Andrzeja Konczałowskiego w Teatrze Na Woli

Z całą pewnością „Król Lear” był najdłużej oczekiwaną premierą nie tylko ze względu na to, że miała ona uczcić 60-lecie Daniela Olbrychskiego, ale także dlatego, że sztuka była reżyserowana przez Andrzeja Konczałowskiego.

Wiedząc, że na deskach teatru zobaczę obok Daniela Olbrychskiego takich aktorów jak: Cezary Pazura, Borys Jaźnicki, Tomasz Dedek, Przemysław Sadowski, Piotr Rzymyszkiewicz, Maciej Wojdyła, Jerzy Schejbal, Łukasz Garlicki, Dariusz Wnuk, Cezary Nowak, Paweł Nowisz, Beata Fudalej, Maria Seweryn, Magda Szejbal, Michał Breitenwald czy Jan Szczygieł spodziewałam się znakomitej sztuki, która wciągnie mnie całkowicie w Szekspirowską koncepcję. Nie można powiedzieć, że się rozczarowałam, ale kilka rzeczy chciałabym poddać krytyce.

Daniel Obrychski uznawany jest za wybitnego aktora, znamy jego charakterystyczne zachowania sceniczne i barwę głosu. Odnoszę jednak wrażenie, że jako Król Lear nie pokazał wszystkich swoich możliwości. Kreacja jego bohatera była dość monotonna. Oglądając sztukę dowiadujemy się jedynie, że główny bohater jest niezrównoważonym, rozchwianym emocjonalnie i skrzywdzonym przez córki starym ojcem, który tak naprawdę sam nie wie do końca, dlaczego podzielił swoje królestwo w taki, a nie inny sposób. Nie dostrzegamy w nim zrozpaczonego, samotnego, zmęczonego starca, zdającego sobie sprawę z tego, że śmierć jest już blisko. Doskonale jednak widzimy w nim chętnego do wypitki i bijatyk szaleńca.

Większość innych kreacji jest również nieco spłaszczonych, jak choćby historia oślepionego Gloucestera (Jerzy Szejbal). Podczas oglądania spektaklu odniosłam wrażenie, że głównym założeniem było ukazanie Szeskspirowskiej koncepcji człowieka jako błazna, i każde nieszczęście jakie pojawia się na jego drodze, każda kolejna trudność to jedynie kuglarskie sztuczki. Kluczem do zrozumienia przedstawienia jest dialog błazna (Cezary Pazura) i Leara, w którym to władca zostaje nazwany błaznem, gdyż „wszystkie inne tytuły rozdał, a ten miał od urodzenia”.

Szaro-złota scenografia Graziano Gregoriego przenosi nas do czasów, w których toczy się akcja. Na odczucia widza oddziałują również kostiumy Carli Teti, utrzymane w identycznej kolorystyce. Pasowały do sztuki i pobudzały wyobraźnię.

Mimo kilku niedociągnięć, uważam jednak, że warto zobaczyć „Króla Leara”. Chociażby ze względu na obsadę znakomitych aktorów i na ciekawą tematykę sztuki.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Gdybym mógł, byłbym tam. Pisz dalej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.