Facebook Google+ Twitter

Król polskich kibiców od 50 lat jeździ na mecze kadry

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-10-27 10:38

Andrzej Bobo Bobowski, rodowity warszawiak, z wykształcenia budowlaniec, po raz pierwszy na meczu reprezentacji Polski pojawił się 28 października 1956 roku. Miał wtedy 16 lat. Zaraził się kibicowaniem na całe życie.

fot. Mikołaj SuchanNa Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie oglądał wtedy, jak Polacy pokonali Norwegów 5:3. - Pamiętam to dokładnie - mówi Bobowski. - Dwie bramki dla naszej drużyny zdobył Ernest Pohl. Nie przypuszczałem wtedy, że na początku dwudziestego pierwszego wieku znowu przyjdzie mi oglądać na żywo Polaków i Norwegów. To było w Oslo, w eliminacyjnym spotkaniu mistrzostw świata, które wygrali biało-czerwoni 3:2 - opowiada.

Bobowski był na ośmiu mistrzostwach świata, wszystkich począwszy od 1978 roku, kiedy to piłkarskie zmagania rozegrano w Argentynie. Tam Bogdan Tomaszewski, dziś nestor dziennikarzy sportowych, nadał Bobowskiemu przydomek króla polskich kibiców. Warszawiak zasłużył na ten tytuł, bo był wtedy jedynym kibicem z Polski, który dotarł na te mistrzostwa oprócz grupy oficjeli.

Żona załatwiła bilet

- Wyjazd do Argentyny zawdzięczam mojej żonie - Teresie. Pracowała wtedy w Polskich Liniach Lotniczych. Raz w roku mogła skorzystać z darmowego przelotu na dowolnej trasie. Dała mi ten bilet. Miałem też szczęście, że pięć lat wcześniej poznałem kolekcjonera z Rosario. Zaczęliśmy wymieniać między sobą odznaki. Potem spotkaliśmy się w tym mieście. W Rosario oglądałem mecze Polska - Argentyna i Argentyna - Brazylia. Potem pojechałem do Mendozy na mecz naszej reprezentacji z Brazylijczykami. Przegraliśmy go. Piłkarze wrócili do kraju. Ja jeszcze zostałem w Argentynie. Spędziłem tam w sumie trzy miesiące - mówi Bobowski.

Bobo wielokrotnie odwiedzał też Stadion Śląski w Chorzowie. Był w 1957 roku na pamiętnym meczu Polska - ZSRR wygranym przez nasz zespół 2:1. Olbrzymie wrażenie zrobiły na nim dwie bramki zdobyte przez Gerarda Cieślika. Na Śląskim przeżył też wielki triumf Polaków w 1975 roku, kiedy to w eliminacjach mistrzostw Europy pokonali Holendrów, ówczesnych wicemistrzów świata 4:1. - Te wszystkie wyjazdy są bardzo kosztowne. Trzeba sporo oszczędzać. Pomaga mi Polski Związek Piłki Nożnej, który sprzedaje mi bilety - tłumaczy Bobo.

Tylko cztery paszporty

W 1982 roku król kibiców rozpoczął przygotowania do wyjazdu na mistrzostwa świata w Hiszpanii. Był stan wojenny. Bobowski zapisał się w Polskim Związku Piłki Nożnej na wycieczkę. Na 50 złożonych wniosków wydano cztery paszporty. On nie dostał. Nie dał za wygraną. Zaczął starać się o bilet w biurze Sports-Tourist i udało się. Do Hiszpanii jechał tydzień. Najpierw z Warszawy do Zakopanego, gdzie nocował, potem przez Czechosłowację, Węgry, Genuę, Marsylię do Barcelony. Do stolicy Katalonii dotarł na niespełna 24 godziny przed meczem Polska - Belgia. Oglądał go z wielką satysfakcją, bo Polska wygrała 3:0, a wszystkie bramki zdobył Zbigniew Boniek.

Między Brazylią a Włochami

- Ole, ole, to zawołanie kibiców na mundialu w Hiszpanii długo dźwięczało mi w uszach. Na spotkaniu Brazylijczyków z Włochami siedziałem między kibicami jednej i drugiej drużyny. Jeden z tych zespołów miał być naszym kolejnym rywalem. Gdy Brazylia strzeliła gola, to jej kibice poklepywali mnie po plecach i mówili, że zagrają z nami. Gdy Włosi doprowadzili do remisu, uśmiechali się do mnie, mówiąc, że zagramy w półfinale. Ostatecznie to oni zwyciężyli i byli naszymi rywalami - wspomina Bobowski.

Trzęsienie ziemi

Cztery lata później w Meksyku przeżył trzęsienie ziemi. - Przeżyłem też wstrząs związany z grą Polaków. Odnieśliśmy tylko jedno zwycięstwo, wygrywając z Portugalią 1:0, po bramce Włodzimierza Smolarka. Nie przypuszczałem wtedy, że na następny sukces naszej reprezentacji trzeba będzie czekać aż dwadzieścia lat, kiedy 11 października 2006 na Stadionie Śląskim pokonaliśmy Portugalczyków 2:1, a dwie bramki zdobył syn Włodka, Euzebiusz. To było wzruszające - mówi Bobowski.

Dziś, gdy 66-letni Bobo pojawia się na stadionie, wywołuje poruszenie wśród kibiców. Zawsze jest barwnie przebrany i chętnie pozuje do zdjęć.
Andrzej Azyan

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.