Facebook Google+ Twitter

"Królowa" - dwie twarze Elżbiety II

Niewątpliwie trudno jest zrobić film o wydarzeniach, którymi żył cały świat. Jeszcze trudniej zrobić go dobrze. Twórcom „Królowej” się to udało.

Plakat promujący film Ostatniego dnia sierpnia 1997 roku świat obiegła wstrząsająca informacja. Księżna Diana zginęła w wypadku samochodowym w Paryżu. Wszystko wskazywało na to, że główną przyczyną zdarzenia, była próba ucieczki przed wścibskimi fotoreporterami. W ten sam sposób przedstawia to film „Królowa”. Na miejscu ginie kochanek księżnej Dodi Al-Fayed oraz kierowca. Diana umiera po kilku godzinach w paryskim szpitalu.

Pod mostem de l’Alma rozpoczyna się burzliwa historia. Stephen Frears odnosi się do tego wydarzenia, ale jego głównym celem jest pokazanie królowej brytyjskiej w obliczu śmierci kogoś, kogo prawdopodobnie miała już dość. Księżna Diana odcinała się od tradycyjnych wartości, etykiety obowiązującej w rodzinie królewskiej. Była osobą, która nie bała się opinii Brytyjczyków. Zresztą, film doskonale pokazuje, że oni i tak ją kochali. Z wszelkimi słabościami, wpadkami. Dostrzegali w niej normalną osobę, a równocześnie kogoś niezwykłego. Magnetyzm Diany trudno jest wytłumaczyć racjonalnie. Tak po prostu było. Specyficzny styl, klasa i sposób bycia na długo pozostaną w ich pamięci. Tym bardziej opinię publiczną oburzała postawa królowej Elżbiety II. Osoby, która z ukochanej matki narodu, stała się wrogiem numer jeden.

Brak oficjalnej reakcji ze strony monarchini na śmierć księżnej Walii zbulwersowała Brytyjczyków. Ludzie instynktownie gromadzili się przed pałacem, przynosili kwiaty, rysunki, palili znicze. W środku reakcje były skrajnie inne. Królowa chłodno odnosiła się do przejawów wielkiej sympatii wobec Diany. Można powiedzieć, że już wcześniej kategorycznie się od niej odcięła. Sytuacja w jakiej się znalazła, wymagała jednak innego, przyjaznego spojrzenia. A o to z jej strony było niezwykle trudno.

Nowo wybrany premier Tony Blair znalazł się w ciężkim położeniu. W pałacu chłodna królowa, zwierzchniczka, a przed nim ludzie, dla których Diana była nie tylko księżną, ale wręcz przyjaciółką, kimś bliskim, wzorem. Próbując pogodzić ze sobą skrajnie różne postawy, ośmiela się doradzać Elżbiecie II. Dobrze wie, że osłabiona pozycja głowy państwa jest równoznaczna z mniejszym zaufaniem do władzy, także parlamentu. Kolejne wydania gazet nie pozostawiały wątpliwości. Obywatele domagają się szybkiej reakcji, oficjalnego oświadczenia w tej sprawie.

Fot. materiały prasowe SPIZabiegi, mające na celu „uczłowieczenie” królowej, odnoszą skutek. Elżbieta powraca do Londynu, pokazuje się publicznie. W pewnym momencie wychodzi do ludzi, co jest w tym przypadku czymś niezwykłym. Rzadko kiedy królowa bywała tak blisko swoich poddanych. Faktycznie dopiero wtedy rozpoczyna się jej wewnętrzna przemiana. Rysunki pozostawione na ogrodzeniu przez dzieci, tony kwiatów, listy z niewybrednymi hasłami w stylu „to oni mają krew na rękach”, unaoczniają jej sytuację, w której się znalazła.

Królowa zaczyna rozumieć, że nie pozostaje jej nic innego, jak być bliżej poddanych. Mimo swojej osobistej niechęci do Diany. A wszystko dlatego, żeby Brytyjczycy patrzyli na nią łaskawszym okiem. Cenili jej działalność charytatywną oraz styl życia. W takich sprawach królowa nie ma innego wyjścia, jak pogodzić się z tym wszystkim. Chwilę później wygłasza mowę, którą transmituje większość stacji telewizyjnych. Nie potępia księżnej, nie odnosi się do niej już tak osobiście. Pozytywny wydźwięk wystąpienia łagodzi nastroje opinii publicznej. Właśnie to chcieli usłyszeć poddani. Następnego dnia prasa doszukuje się w tej reakcji sporego zaangażowania premiera Tony’ego Blaira.

Helen Mirren, zdobywczyni Oscara za tę rolę, poradziła sobie z nią znakomicie. Niezwykle trudno jest wcielić się w postać urzędującej królowej. Jeszcze trudniej jest ukazać ją w sposób autentyczny. Film prezentuje dwa zupełnie różne oblicza Elżbiety. Z jednej strony osoba stateczna, skora do oficjalnych zachowań, a z drugiej – kobieta całkiem przeciętna, emocjonalna. Przyjmując gości przykłada wielką uwagę do konwenansów. Zawsze nienagannie ubrana, uczesana. Pełna gracji. W wolnym czasie ubrana zwyczajnie, wsiada do samochodu terenowego, bierze ze sobą stadko psów i jedzie przed siebie, zupełnie instynktownie. I takie prawdopodobnie było jedno z głównych założeń reżysera – pokazać ludzką twarz żelaznej królowej. Pokazać zmianę, której oczekiwali obywatele.

Fot. materiały prasowe SPIObraz Stephena Frearsa porusza, przywodzi wspomnienia i pokazuje rodzinę królewską z nieco innej perspektywy. Inaczej, niż opisują ją tabloidy.

„Królową” ogląda się niemal jak w hipnozie. Przeplatanie akcji urywkami serwisów informacyjnych z 1997 roku to bardzo dobry, przemyślany zabieg. W ten sposób film zyskuje na autentyczności, przywodzi wspomnienia, jeszcze bardziej porusza. Wszystko jest tutaj dopracowane. Charakteryzacja Helen Mirren robi wrażenie, wnętrza idealnie oddają klimat królewskiego życia. W filmie nie ma złych ról, każdy aktor z dokładnością próbuje odzwierciedlić swój pierwowzór. Jedyną wadą może być czas trwania, 97 minut. Takie filmy można oglądać z przyjemnością jeszcze dłużej, i dłużej… Gorąco polecam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.