Facebook Google+ Twitter

"Królowie lata" - Wes Anderson? Proszę was…

Może wybierzemy się na obóz harcerski, albo zbudujemy dom gdzieś w głębokim lesie, z dala od cywilizacji, gdzie nikt nas nie znajdzie?

 / Fot. mat. prasowe Żyjemy w czasach wielu paranoi. Ekologicznej, obyczajowej, kulturalnej etc. Wszystko staje na głowie, a nam coraz ciężej jest się odnaleźć w świecie. Powiedzcie mi, jak inaczej reagować na otoczenie, jak nie pustym, zrezygnowanym śmiechem? Emisja CO2, homofobia, pozerstwo, pochwała kretynizmu, sojowe rzeczy, samochody elektryczne, osądzanie, MTV, talent show, kłamstwa, brak racjonalnego myślenia, fanatyzm religijny, Hofman, polityka, upierdliwi rodzice, studia, korporacje, pieniądze, pieniądze, pieniądze, dziura ozonowa, budżetowa, damska, męska, dziury w pamięci i te towarzyskie… Żyjemy w czasach, w których kolegom na ulicy nie można już się objąć i okazać serdeczności, bez krzywych spojrzeń przechodniów, którzy zaczną szeptać pod nosem sami wiecie co… Uczucia za to wyrażane są poprzez GIFY, czyli ruchome obrazki z jakimś ciekawym podpisem, który to, na ogół, ma pokazać, jak się w danej chwili ktoś czuje. To przecież łatwiejsze niż, dajmy na to, opisanie tego własnymi słowami. Ostatnio trafiłem na dyskusję, że bohaterzy „Kamieni na szaniec” na pewno byli homo, bo tak bliskie relacje i emocjonalna przyjaźń się nie zdarza. Teraz się nie zdarza, bo nikt nie może sobie na to pozwolić bez głupich docinek! Mam już serdecznie dość tego typu spraw! A Wy? Może wybierzemy się na obóz harcerski, albo zbudujemy dom gdzieś w głębokim lesie, z dala od cywilizacji, gdzie nikt nas nie znajdzie?
Z pomocą jak zawsze przychodzi nam kino. I ja z moimi przemyśleniami, ale to mój tekst, więc to oczywiste. Są dwa filmy, o których chciałbym wam powiedzieć, a które to przyniosły mi na myśl ucieczkę. Generalnie wolałbym się skupić na tym lepszym, czyli „Królowie Lata” Robertsa, ale postanowiłem, jak to się mówi, upichcić dwie pieczenie na jednym ogniu… Nie tylko z czysto praktycznych pobudek, ale również dlatego, że owym drugim filmem są „Kochankowie Z Księżyca. Moonrise Kingdom” Andersona, czyli mój jeden z ulubionych obrazów do wyśmiewania, narzekania i obrzydzania go innym.
Oczywiście, że budowa domu w lesie z kumplami jest dużo ciekawsza niż wybranie się na obóz harcerski, nawet gdy ten wydaje się obozem specjalnym… albo jak dla mnie, obozem DLA specjalnych inaczej. Ucieczka na łono natury, zamieszkanie w drewnianym domku i przygody z przyjaciółmi jawi mi się jako coś specjalnego, mimo że za jakiś czas będę miał 24 lata. Nie wiem, czy to wynik powolnego dojrzewania i chęć zachowania w sobie jak największej ilości cech dziecka, czy po prostu wybryk mej wyobraźni, która wolałaby w intrygujący sposób spędzić lato, niż planować urlop. W pracy. Która „boska” nie jest. Wydaje mi się, że za szybko staramy się dorosnąć. Do tego od najmłodszych lat prawie wszystko podawane jest nam na tacy, a potem nie ma chęci buntowania się, ryzykowania, bo jest wygodnie. Dlatego znajdujemy sobie partnera/partnerkę, zapominamy o znajomych i myślimy nad zakupem foremek do ciasta i ekologicznych wykałaczkach do zębów, zamiast rozpalić ognisko, włączyć głośno muzykę i przestać myśleć o „dorosłych” sprawach, tak zwyczajnie się wyluzować w bliskim nam gronie. Zapomnieć o wieku i przez kilka chwil poczuć się jak nastolatek, którego największym zmartwieniem jest, jak skombinować piwo i dziewczyny na nocną imprezę. Ale wracajmy już do lasu i naszego domku. A raczej ich domku, trójki przyjaciół, która miała dość swoich rodziców i postanowili uciec…
Właściwie, to tylko dwójka bohaterów filmu „Królowie Lata” miała po dziurki w nosie swoich rodzinnych posiadłości, trzeci z nich, zaradny Biaggio, ewidentny mistrz słowa i zachowań, znalazł się tam… przypadkiem. Tak, pokrótce wygląda główny motyw rewelacji ostatniego festiwalu Sundance. Wkurzeni nastolatkowi (na pewno również na to wszystko, o czym pisałem na początku) postanawiają pożyć „na własną rękę”, bo mają dość swoich relacji z najbliższym otoczeniem. Joe nie chce widzieć swojego ojca, Patrick nie chce widzieć swojego ojca i swojej matki. Są przyjaciółmi, dlatego SZAZAM!, postanawiają zrealizować ten doskonały plan wspólnie. Ale nie tak, jak to na pewno miało miejsce u Rudego i Zośki z „Kamieni na szaniec”, którzy pewnie między jedną, a drugą akcją pisali do siebie miłosne liściki i dawali klapsy w pośladki. Tylko po męsku! Prawdziwie! Twardo! Koniec z nastolatkami, zapuszczamy wąs i stajemy się facetami, którzy sami dbają o własne interesy!
Wracając do filmowych rodziców, to sam bym od nich dał nogę. Zwłaszcza od starych Patricka… Do bólu przerysowani, ale w zabawny sposób, nie jest to irytujące, a raczej wywołuje uśmiech na twarzy. Nie tak, jak w tym drugim filmie, którego tytułu staram się nie wymawiać, a który stworzył Wes Anderson. Tam matki i ojcowie (a przypominam, że w obu obrazach rodzice są bardzo ważnym elementem zapłonowym całej akcji), są dokładnie tacy sami, jak dzieci. Co więcej, dokładnie identyczni, jak każda jedna postać w tej historii. Każdy ma depresję, jest neurotyczny i zachowuje się jak mały, czy większy gbur i leniwiec ze śliną kapiącą z gęby. To w ogóle mnie nie bawiło. Dziwie się, że kogoś tak. Ale teraz ogół ludzi ma depresję, więc…
„Królowie Lata” wygrywają, według mnie, po całości wyścig z „Kochankami” o ciekawie spędzone wakacje. Anderson sili się na piękną ekspozycję, bajeczne kadry i symetrię, ale to w ogóle nic nie wnosi, popisuje się, jakby robił ten film dla miłośników gifów. O tak! Do tego nadaje się wręcz perfekcyjnie. Moi ulubieńcy, trzej muszkieterowie, niestrudzeni myśliwi i pełni pasji młodzieńcy też sfotografowani są w estetyczny sposób, ale nie jest to sztuczne, płytkie, a oddające klimat. Klimat przygody i lata. Oba filmy traktują o wielu sprawach, przyjaźni, miłości, rozczarowaniach, ogólno pojętej dorosłości i samotności. Szukaniu własnych dróg. Ale gdybym miał wybrać przygodę wartą świeczki, wybieram oczywiście „Królów Lata”, dzięki którym bardzo dobrze się bawiłem i cofnąłem pamięcią 10 lat do tyłu, przypominając sobie realne sprawy i zabawne historie z własnego życia. Czas, w którym liczyli się koledzy i koleżanki, a nie to kto ma jaką posadę, co studiuje, ile zarabia i od kiedy jest zaręczony. W przypadku „filmu, który dla mnie nie istnieje” jest to po prostu nie możliwe, bo w nim nie ma dzieci, tylko sami głupi dorośli, smętni i ponurzy ludzie. Nie lubię harcerzyków, także żegnaj Panie Wes!
Dwa filmy, opowiadające o tych samych stanach i emocjach, a w tak diametralnie różny sposób. I tylko jedna ucieczka jest słuszna. Jeden bardzo fajny, drugi strasznie słaby. Nic nie mam do Wesa Andersona, to sprawny reżyser, tylko że nudny. Dowodem jest to, że zasnąłem na dwóch jego filmach. „Królowie Lata” są dla tęskniących za czymś realnym, ale bardzo ulotnym i subtelnym, a „Kochankowie” dla tych wszystkich współczesnych cyników, którzy dorośli i z fałszywym „przymrużeniem oka” oceniają rzeczywistość. „Jak na kogoś, komu jest tak źle, wyglądasz całkiem dobrze”, śpiewa poeta. Zupełnie jak twój gif na facebooku. A może zwyczajnie się mylę i jestem uprzedzony i uparty jak mały dzieciak? Jordan Vogt-Roberts i prawdziwi (w każdym aspekcie) „Królowie Lata”, polecam serdecznie. Idealnie spędzony czas w jesienne dni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.