Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12358 miejsce

"Kronika końca świata" - reporterskie podróże Mielnika

"Koniec świata jest procesem ciągłym, który podobnie jak historia, nigdy się nie kończy" - pisze Jakub Mielnik w "Kronice końca świata".

okładka / Fot. Wydawnictwo PoznańskieLiteratura podróżnicza nigdy mnie nie pociągała, wolę zobaczyć coś na własne oczy. Uwielbiam zwiedzać nowe miejsca i je fotografować, ale nie lubię czytać o podróżach innych. I choć na mojej półce stoją już jakiś czas książki "Gringo wśród dzikich plemion" Cejrowskiego oraz "Blondynka na tropie tajemnic" Pawlikowskiej, omijam tę literaturę. Jedynym wyjątkiem są programy Wojciecha Cejrowskiego, który potrafi opowiadać o egzotycznych miejscach jak nikt. Wiem, że nie do wszystkich zakątków uda mi się dotrzeć, np. do krajów Ameryki Południowej, Afryki czy Australii. Na szczęście w wielu miejscach Europy już byłam, m.in. w Londynie, Paryżu, Rzymie, Monako, Barcelonie, Gironie, Saragossie, Grenadzie, Budapeszcie, Neseberze, Stambule oraz Wiedniu. I mam nadzieję, że jeszcze wiele miejsc przede mną. Na razie postanowiłam dać szansę książkom podróżniczym i sięgnęłam po "Kronikę końca świata" Jakuba Mielnika.

"Kronika końca świata" nie jest typową książką podróżniczą. Raczej jest to reportaż z podróży po różnych zakątkach świata w przełomowych momentach historycznych. Przy czym autor skupia się na opisywaniu bieżących wydarzeń, a nie krajobrazów. To esej reporterski o rzeczywistości, która nie wytrzymuje zderzenia z oczekiwaniami. O rozczarowaniu światem, który okazał się nie tak egzotyczny, heroiczny i zaskakujący, jak nam się wydawało.

materiały prasowe / Fot. Jakub MielnikKsiążka podzielona jest na 4 części o tajemniczych nazwach. "Ludzie znikąd", "Inaczej niż w raju", "Czas męczenników" oraz "Tsunami". W pierwszej części autor oprowadza nas po wielu zakątkach Europy z lat 80. W tym Berlinie, po obaleniu muru, Jugosławii tuż przed rozpadem oraz po Londynie i Paryżu. Nie zdradzę, jak dalej potoczy się ta niecodzienna wyprawa, by nie psuć niespodzianki. Dodam jedynie, że w opowieściach Mielnika nie ma jakiegoś klucza geograficznego. W książce przeplatają się wydarzenia polityczne, religijne i kulturowe. A teksty pochodzą z różnych okresów.

Wraz z autorem odwiedzamy meczety, palarnie opium, speluny, gabinety polityków oraz przywódców religijnych, a także domy zwykłych obywateli i luksusowe hotele, w których ubijane są ciemne interesy. Jak widać, to świat pełen kontrastów. Autor zabiera nas m.in. do Bagdadu, Manili, Tajpeju oraz Dżakarty. Na kartach książki opisuje spotkania z bojownikami Hamasu oraz islamskimi bojownikami z Sumatry, a także Czerwonymi Khmerami.

Warto wspomnieć, że osoby, które znają upadek muru berlińskiego tylko z podręczników do historii, mogą mieć pewne trudności w zrozumieniu tamtych czasów. Jestem tego najlepszym przykładem (miałam wtedy zaledwie kilka lat i nic nie pamiętam). To samo dotyczy osób, które nie interesują się polityką zagraniczną. W takim przypadku nie pozostaje nic innego, jak nadrobić zaległości, by móc w pełni delektować się lekturą.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.