Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Krótka historia pewnej podróży do Strasburga

Pozycja materiału w rankingach:

5590 miejsce

Dział: Moje Trzy Grosze

Ocena: 26pkt

Oceń:

Krótka historia pewnej podróży do Strasburga


Czy na co dzień, my – Polacy czujemy się Europejczykami? Na ile bliskie jest nam słowo wspólnota? Czy Unia Europejska to już nasz stały adres czy tylko tymczasowy? Takie pytania towarzyszyły mi podczas pobytu w Strasburgu.

Flaga Unii Europejskiej. / Fot. AKPAW listopadzie miałam okazję wraz z innymi uczestnikami Studium Dziennikarstwa Europejskiego gościć w Strasburgu. Dzięki wizycie w Parlamencie Europejskim, Trybunale Praw Człowieka, a także licznym spotkaniom z urzędnikami, politykami i pracownikami unijnych instytucji, ta nasza Unia stała mi się bliższa. Mogę powiedzieć, że wreszcie poczułam się jej pełnoprawnym członkiem. Szkoda tylko, że aby odkryć w sobie Europejkę musiałam pojechać aż do Strasburga.

A było to tak...

"Archikula - Zjednoczony Świat" na dziedzińcu Parlamentu Europejskiego / Fot. Honorata StępieńMalowniczy Strasburg / Fot. Honorata StępieńDo końca nie mogłam uwierzyć, że mając w ręku tylko dowód osobisty, faktycznie mogę przekroczyć granicę. Rzeczywiście, już dawno nie opuszczałam naszej poczciwej Polski. Nie da się ukryć, sporo się zmieniło od tego czasu. I teraz miałam się o tym przekonać. Już na lotnisku było mi to dane. Odprawa celna, żeby nie powiedzieć kontrola paszportowa, ograniczyła się do wymiany uśmiechów i okazania wyżej wymienionego dokumentu, który - co ważne i w świetle moich rozważań nie mogę tego pominąć - nie jest już obszerną książeczką z miejscem na różne bardziej i mniej potrzebne adnotacje, a jedynie zwykłą plastikową plakietką ze zdjęciem. O dziwo, nikt nie potraktował mnie, jak potencjalnej emigrantki czy przemytniczki. Czego, opierając się na dawno, dawno zdobytym doświadczeniu, jednak się spodziewałam. Podejrzewano mnie jedynie o ewentualny terroryzm. Na szczęście, zdjęcie paska, butów i wrzuceniu całego swojego podręcznego dobytku na tajemniczą taśmę rozwiało wszelkie wątpliwości i oczyściło mnie z podejrzeń jakichkolwiek. Ostatecznie wzięli mnie za Europejkę, i zdaje się, że mieli rację.

Już na miejscu

Kolorowe kamieniczki / Fot. Honorata StepieńKatedra Notre Dame / Fot. Honorata StępieńStrasburg mnie oczarował. Pełno tu małych, kolorowych kamieniczek. Szczególnie urokliwe jest centrum położone na wyspie, ze wszystkich stron otoczone kanałami. Nie bez powodu uznane zostało przez UNESCO jako światowe dziedzictwo kultury. Wyjątkowe wrażenie wywarła na mnie Katedra Notre Dame, i malownicza zabytkowa dzielnica o nazwie Mała Francja (Petite France). Mówiąc o Strasburgu nie mogę pominąć historii. W wyniku odwiecznych walk Francji i Niemiec o Alzację, Strasburg wielokrotnie zmieniał swoją przynależność państwową. Dlatego od czasu, gdy swoją siedzibę znalazł tu Parlament Europejski, miasto to jest symbolem francusko-niemieckiego pojednania. Mieszkańcy mówią tu po francusku i po niemiecku. Strasburg to cudowne miasto, które łączy wiele kultur, a duch europejski czai się tu na każdym kroku. To pierwsze miejsce, w którym zapragnęłam zamieszkać. Nie, żeby zarabiać, dorabiać się i wracać. Tylko ot tak, po prostu żyć i pobyć. Poczułam się jak u siebie. Czyżby budziła się we mnie Europejka?


Człowiek ma prawo

Jednym z pierwszych punktów programu była wizyta w Trybunale Praw Człowieka. W tajniki działalności tej jakże ważnej i niejednokrotnie ostatecznej instytucji, wprowadzała nas przewodnicząca jednej z sekcji Trybunału - mecenas Renata Degener. Pani mecenas bardzo przystępnie objaśniała nam zasady, procedury, struktury i przede wszystkim cel dla którego powołano Trybunał Praw Człowieka. A ja słuchałam i rozmyślałam. Informacja, która mnie uderzyła i musiałam się przy niej zatrzymać na dłuższą chwilę to to, że Polacy przodują wśród krajów kierujących skargi do Trybunału.

Jesień w Strasburgu / Fot. Honorata StępieńNo proszę, jednak się integrujemy, wyjątkowo, może aż za bardzo. Kto by pomyślał... ? Co prawda większość tych spraw dotyczy przeludnienia w więzieniach i opieszałości polskich sądów, i to wydaje się uzasadnione. Jednak wiele spośród tych spraw nie jest dobrze przygotowanych pod względem merytorycznym i wykazuje brak znajomości konwencji. Przez co, większość z nich zostaje uznana za komitetowe (niedopuszczalne) i niestety musi być odrzucona. Co więcej, bywa też, że sami skarżący tracą z czasem zainteresowanie toczącymi się już sprawami. No i jak to o nas świadczy? Ciśnie mi się na papier, że jesteśmy impulsywni, a to, że przodujemy w skarżeniu się na własny kraj niestety niewiele ma wspólnego z poczuciem unijnej wspólnoty. Jednak z drugiej strony, fakt, że tak bardzo ufamy unijnym instytucjom wydaje się być dobra wróżbą w naszej niekończącej się drodze ku integracji. Nie pozostaje mi nic innego jak pozostawić tę kwestię socjologom.

Punkt programu

Wreszcie dotarliśmy do celu naszej podróży. A był nim Parlament Europejski. Ponoć budowa tego okazałego budynku, któremu nadano symboliczny kształt statku, trwała 6 lat. W każdym razie efekt jest imponujący. Moją uwagę zwróciła wyjątkowa szklana kula, znajdująca się w centralnej części dziedzińca Parlamentu Europejskiego. Jak się później dowiedziałam kula, nazwana została Archikulą i symbolizuje Zjednoczony Świat, a jest dziełem polskich artystów: Beaty i Tomasza Urbanowiczów. Została przekazana Parlamentowi Europejskiemu jako dar miasta Wrocławia. Ależ, my Polacy jesteśmy zdolni! Ile możemy dać tej Europie. No i doceniają nas. Moja polska duma dała o sobie znać. Urosłam o dobre kilka centymetrów. Tym bardziej, że podczas prelekcji o pracy Parlamentu prowadzący przypomniał nam, że logo z okazji 50 rocznicy podpisania Traktatu Rzymskiego, jest również autorstwa Polaka. Projekt został wybrany w drodze konkursu, w którym pierwsze miejsce zajął nasz rodak, Szymon Skrzypczak.

Katedra Notre Dame z bliska / Fot. Honorata StępieńW trakcie naszego pobytu odbywała się właśnie sesja plenarna Parlamentu. Mieliśmy okazję przebywać w sali obrad podczas głosowania. Co prawda tylko w części dla zwiedzających, ale zawsze. To wyjątkowe uczucie, być tam, gdzie dzieje się coś naprawdę ważnego. Zwiedzaliśmy Parlament, a moje myśli wciąż nie dawały mi spokoju. Jechałam tu ze świadomością, że zobaczę jakiś tam Parlament w jakimś tam Strasburgu. Nagle dotarło do mnie, że jestem po prostu w naszym Europejskim Parlamencie.

Z Europy do Europy

Ponoć wszystko, co dobre ma swój koniec. W każdym razie moja europejska podróż dobiegła końca. Smutno było opuszczać cudowny Strasburg. Ale nie jest tak źle. Wróciłam do Warszawy, nie wyjeżdżając z Europy. Teraz wiem, że nie taki Polak mały jak nas uczono w przedszkolu.

Zobacz także:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 6

Sortuj komentarze:

robinho22

robinho22 16.01.2012 20:15

Ocena: Ocena pozytywna 0 Ocena negatywna 0

a mnie troche rozbawial autoraka widzac jak przezywa ta podroz szczegolnie na poczatku tekstu, widac ze dawno nie opuszczala naszej zasciankowej ojczyzny, dziewczyno nic w tym dziwnego co piszesz tak poprostu jest od lat..Podobnie z budynkami parlamentu czy trybunalu, gdy tutaj mieszkasz kilka lat to przestajesz zwracac na nie uwage, tak jak francuzi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Martyna Zamachowska 25.06.2008 14:10

Ocena: Ocena pozytywna 25 Ocena negatywna 17

Plusik :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Barbara Chocianowicz-Markiewicz 31.01.2008 09:21

Ocena: Ocena pozytywna 22 Ocena negatywna 25

bardzo dobrze się czyta, plus:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łukasz Seredyński 30.01.2008 14:26

Ocena: Ocena pozytywna 22 Ocena negatywna 27

Oczywiście miało być "together" ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łukasz Seredyński 30.01.2008 14:25

Ocena: Ocena pozytywna 29 Ocena negatywna 26

"Projekt został wybrany w drodze konkursu, w którym pierwsze miejsce zajął nasz rodak, Szymon Skrzypczak. "

Nie bez bólu bo z tego co pamiętam jego logo "togheter" nie spodobało się na początku Unii bo było tylko po angielsku, ale potem widziałem je już we wszystkich językach.
Dla autorki > +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bartłomiej Graczak 30.01.2008 13:14

Ocena: Ocena pozytywna 17 Ocena negatywna 27

Jednak coś słychać w tej Europie o nas. Radość była by większa, gdyby w samych superlatywach. No, ale to się jeszcze zmieni..

"To pierwsze miejsce, w którym zapragnęłam zamieszkać. Nie, żeby zarabiać, dorabiać się i wracać. Tylko ot tak, po prostu żyć i pobyć. Poczułam się jak u siebie."

Ja przez dłuższy okres byłem w holenderskim mieście Vlissingen. Mam podobne odczucia. Europejskie (ale to prawdziwie europejskie) miasta mają w sobie to coś, co przyciąga i nie pozwala się oderwać. Ten urok.

Bardzo ciekawy tekst. Podoba mi się styl. Daję plusa. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.