Pozycja materiału w rankingach:
Czy na co dzień, my – Polacy czujemy się Europejczykami? Na ile bliskie jest nam słowo wspólnota? Czy Unia Europejska to już nasz stały adres czy tylko tymczasowy? Takie pytania towarzyszyły mi podczas pobytu w Strasburgu.
W listopadzie miałam okazję wraz z innymi uczestnikami Studium Dziennikarstwa Europejskiego gościć w Strasburgu. Dzięki wizycie w Parlamencie Europejskim, Trybunale Praw Człowieka, a także licznym spotkaniom z urzędnikami, politykami i pracownikami unijnych instytucji, ta nasza Unia stała mi się bliższa. Mogę powiedzieć, że wreszcie poczułam się jej pełnoprawnym członkiem. Szkoda tylko, że aby odkryć w sobie Europejkę musiałam pojechać aż do Strasburga.
Do końca nie mogłam uwierzyć, że mając w ręku tylko dowód osobisty, faktycznie mogę przekroczyć granicę. Rzeczywiście, już dawno nie opuszczałam naszej poczciwej Polski. Nie da się ukryć, sporo się zmieniło od tego czasu. I teraz miałam się o tym przekonać. Już na lotnisku było mi to dane. Odprawa celna, żeby nie powiedzieć kontrola paszportowa, ograniczyła się do wymiany uśmiechów i okazania wyżej wymienionego dokumentu, który - co ważne i w świetle moich rozważań nie mogę tego pominąć - nie jest już obszerną książeczką z miejscem na różne bardziej i mniej potrzebne adnotacje, a jedynie zwykłą plastikową plakietką ze zdjęciem. O dziwo, nikt nie potraktował mnie, jak potencjalnej emigrantki czy przemytniczki. Czego, opierając się na dawno, dawno zdobytym doświadczeniu, jednak się spodziewałam. Podejrzewano mnie jedynie o ewentualny terroryzm. Na szczęście, zdjęcie paska, butów i wrzuceniu całego swojego podręcznego dobytku na tajemniczą taśmę rozwiało wszelkie wątpliwości i oczyściło mnie z podejrzeń jakichkolwiek. Ostatecznie wzięli mnie za Europejkę, i zdaje się, że mieli rację. 
Strasburg mnie oczarował. Pełno tu małych, kolorowych kamieniczek. Szczególnie urokliwe jest centrum położone na wyspie, ze wszystkich stron otoczone kanałami. Nie bez powodu uznane zostało przez UNESCO jako światowe dziedzictwo kultury. Wyjątkowe wrażenie wywarła na mnie Katedra Notre Dame, i malownicza zabytkowa dzielnica o nazwie Mała Francja (Petite France). Mówiąc o Strasburgu nie mogę pominąć historii. W wyniku odwiecznych walk Francji i Niemiec o Alzację, Strasburg wielokrotnie zmieniał swoją przynależność państwową. Dlatego od czasu, gdy swoją siedzibę znalazł tu Parlament Europejski, miasto to jest symbolem francusko-niemieckiego pojednania. Mieszkańcy mówią tu po francusku i po niemiecku. Strasburg to cudowne miasto, które łączy wiele kultur, a duch europejski czai się tu na każdym kroku. To pierwsze miejsce, w którym zapragnęłam zamieszkać. Nie, żeby zarabiać, dorabiać się i wracać. Tylko ot tak, po prostu żyć i pobyć. Poczułam się jak u siebie. Czyżby budziła się we mnie Europejka?
No proszę, jednak się integrujemy, wyjątkowo, może aż za bardzo. Kto by pomyślał... ? Co prawda większość tych spraw dotyczy przeludnienia w więzieniach i opieszałości polskich sądów, i to wydaje się uzasadnione. Jednak wiele spośród tych spraw nie jest dobrze przygotowanych pod względem merytorycznym i wykazuje brak znajomości konwencji. Przez co, większość z nich zostaje uznana za komitetowe (niedopuszczalne) i niestety musi być odrzucona. Co więcej, bywa też, że sami skarżący tracą z czasem zainteresowanie toczącymi się już sprawami. No i jak to o nas świadczy? Ciśnie mi się na papier, że jesteśmy impulsywni, a to, że przodujemy w skarżeniu się na własny kraj niestety niewiele ma wspólnego z poczuciem unijnej wspólnoty. Jednak z drugiej strony, fakt, że tak bardzo ufamy unijnym instytucjom wydaje się być dobra wróżbą w naszej niekończącej się drodze ku integracji. Nie pozostaje mi nic innego jak pozostawić tę kwestię socjologom.
W trakcie naszego pobytu odbywała się właśnie sesja plenarna Parlamentu. Mieliśmy okazję przebywać w sali obrad podczas głosowania. Co prawda tylko w części dla zwiedzających, ale zawsze. To wyjątkowe uczucie, być tam, gdzie dzieje się coś naprawdę ważnego. Zwiedzaliśmy Parlament, a moje myśli wciąż nie dawały mi spokoju. Jechałam tu ze świadomością, że zobaczę jakiś tam Parlament w jakimś tam Strasburgu. Nagle dotarło do mnie, że jestem po prostu w naszym Europejskim Parlamencie. Zobacz także:
Artykuły
(6)
Galerie
(3)
Średnia ocen
(4.83)
Wiek: 110 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
robinho22 16.01.2012 20:15
a mnie troche rozbawial autoraka widzac jak przezywa ta podroz szczegolnie na poczatku tekstu, widac ze dawno nie opuszczala naszej zasciankowej ojczyzny, dziewczyno nic w tym dziwnego co piszesz tak poprostu jest od lat..Podobnie z budynkami parlamentu czy trybunalu, gdy tutaj mieszkasz kilka lat to przestajesz zwracac na nie uwage, tak jak francuzi...
Barbara Chocianowicz-Markiewicz 31.01.2008 09:21
bardzo dobrze się czyta, plus:)
Łukasz Seredyński 30.01.2008 14:26
Oczywiście miało być "together" ...
Łukasz Seredyński 30.01.2008 14:25
"Projekt został wybrany w drodze konkursu, w którym pierwsze miejsce zajął nasz rodak, Szymon Skrzypczak. "
Nie bez bólu bo z tego co pamiętam jego logo "togheter" nie spodobało się na początku Unii bo było tylko po angielsku, ale potem widziałem je już we wszystkich językach.
Dla autorki > +
Bartłomiej Graczak 30.01.2008 13:14
Jednak coś słychać w tej Europie o nas. Radość była by większa, gdyby w samych superlatywach. No, ale to się jeszcze zmieni..
"To pierwsze miejsce, w którym zapragnęłam zamieszkać. Nie, żeby zarabiać, dorabiać się i wracać. Tylko ot tak, po prostu żyć i pobyć. Poczułam się jak u siebie."
Ja przez dłuższy okres byłem w holenderskim mieście Vlissingen. Mam podobne odczucia. Europejskie (ale to prawdziwie europejskie) miasta mają w sobie to coś, co przyciąga i nie pozwala się oderwać. Ten urok.
Bardzo ciekawy tekst. Podoba mi się styl. Daję plusa. :)
Śmierć Madzi z Sosnowca jak wyciskanie cytryny
(odsłon: +3309)