Facebook Google+ Twitter

Krótka rozprawa mędzy ministrem a komisarzem

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro napisał do komisarza Unii Europejskiej Günthera Oettingera list otwarty, w którym wyłożył, czym komisarz powinien się zajmować i wytknął, w czym uchybił swoim obowiązkom.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro napisał do komisarza Unii Europejskiej Günthera Oettingera list otwarty, w którym otwarcie wyłożył, czym komisarz powinien się zajmować, a od czego wara. Według polskiego ministra, wara komisarzowi od krytykowania działań „wybranego demokratycznie polskiego parlamentu i rządu, które mają przywrócić obiektywizm i niezależność mediów publicznych w Polsce“. Ziobrze ponadto nie bardzo się podobało, że komisarz swoje krytyczne uwagi publikował na łamach niemieckiej gazety „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”.
W kwestii szacunku dla demokratycznie wybranego polskiego rządu, który jest mu winien komisarz UE, tyle. Znakomitą większość epistoły Zbigniew Ziobro poświęcił wyliczeniu, jakie występki przeciw wolności mediów niemiecki polityk i komisarz Unii zaniedbał wytknąć rządowi PO – PSL, kiedy miał po temu okazję. Do zasługujących na surowe potępienie uznał, na przykład, zwolnienie redaktora naczelnego i dziennikarzy dziennika „Rzeczpospolita” oraz tygodnika „Uważam Rze” i przekazanie większości udziałów w obu gazetach zaprzyjaźnionemu biznesmenowi. A wszystko z powodu jednego tylko artykułu, który stawiał w wątpliwość rządowe ustalenia dotyczące katastrofy samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem. Gdzie Pan był - pyta dalej Zbigniew Ziobro w swoim otwartym i do bólu szczerym liście - kiedy agenci służb specjalnych wdarli się do redakcji tygodnika „Wprost”; dlaczego umknęło Pańskiej uwadze, że ponad 80 polskich dziennikarzy i prawników, którzy zajmowali się sprawą nielegalnych nagrań znalazło się na podsłuchu, a służby specjalne wykorzystywały tajnych współpracowników, żeby inwigilować niezależne redakcje. Nie koniec na tym: Dlaczego - pyta Ziobro - Oettinger milczy, gdy „niemiecko-szwajcarskie wydawnictwo Ringier Axel Springer, właściciel m. in. tygodnika „Newsweek”, w drastyczny sposób uchybia bezstronności prasy i otwarcie wspiera wymierzone w demokratyczny polski parlament i rząd protesty. Co więcej, władze tego zagranicznego koncernu z aprobatą oceniły zachowanie redaktora naczelnego „Newsweeka” Tomasza Lisa, który podczas ulicznej manifestacji podsycał antyrządowe wystąpienia.
I to wszystko wobec równoczesnego braku reakcji na cenzurowanie przez niemieckie media informacji o wydarzeniach z nocy sylwestrowej w Kolonii, które wstrząsnęły opinią publiczną w Niemczech i Polsce. „Na próżno czekałem – pisze rozczarowany minister Ziobro - na zdecydowaną reakcję z Pańskiej strony na tak rażące naruszenie prawa obywateli do informacji. Doszedłem do przykrego wniosku, że łatwiej Panu mówić o fikcyjnych zagrożeniach dla wolności mediów w innych krajach niż piętnować cenzurę w swojej ojczyźnie.“
Wyjaśnijmy, że zdecydowane wystąpienie ministra Ziobry zostało wywołane tym, że komisarz UE ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Günther Oettinger opowiedział się za objęciem Polski nadzorem Komisji Europejskiej m.in. z powodu ozdrowieńczych zmian w polskich mediach. „Nie mam w zwyczaju – zwierzył się na wstępie swego listu Zbigniew Ziobro - odpowiadać na niemądre uwagi o Polsce wypowiadane przez zagranicznych polityków“. Tym razem do napisania listu sprowokowała go jednak potrzeba poinformowania adresata, czego oczekiwałby od komisarza Unii Europejskiej odpowiedzialnego za media. Srodze zawiedziony w swych oczekiwaniach polski minister sprawiedliwości apeluje do komisarza Unii Europejskiej, by choćby ze względu na powagę swojego urzędu zachował w swoich wypowiedziach większą powściągliwość, a przede wszystkim obiektywizm.
List polskiego ministra sprawiedliwości do komisarza Unii jest typowym przykładem metody i stylu prowadzenia dialogu z opozycją wewnętrzną przez zjednoczoną prawicę. Próby jej stosowania w stosunkach z partnerami zagranicznymi podejmują, prócz Ziobry, także inni polscy politycy, nie tylko zresztą z obozu rządzącego. Można mieć jednak niejakie wątpliwości, czy przyjmie się ona na obszarze całej Unii Europejskiej, zwłaszcza że nie wygraliśmy tam żadnych demokratycznych wyborów. a wręcz przeciwnie: nad naszymi głowami wisi groźba oblania egzaminu z demokracji.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.