Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

175705 miejsce

Krótko i na temat. Pora na "Doktora"

Z punktu widzenia intensywności treningu, fakt, że zawodnik po ćwiczeniach ma jeszcze tyle sił, aby wycierać pot i smarkać, dowodzi, iż dzień ten uznać można za całkowicie zmarnowany! Nie, nie jest to wypowiedź znanego z twardej ręki trenera Majewskiego z Cracovii, ale to tylko kwestia czasu chyba.

Na wstępie zacytowałem wypowiedź literackiego bohatera z Węgier, szkoleniowca Oskara Paprikasa. Jest on uosobieniem wszystkich ludzi piłki, którzy dostrzegają, że jeżeli pan piłkarz cokolwiek robi to się opieprza. No i że trzeba temu przeciwdziałać.

Majewski, zwany "Doktorem", absolwent bydgoskiego technikum kolejowego i mniej już znanych szkół niemieckich, wpadł właśnie na pomysł, że jego zawodnicy zamiast jednego treningu mieć będą dwa, a zamiast poobiedniej kawki i zakupów na mieście posiedzą w klubie bite osiem godzin od rana do wieczora! Piłkarze zamruczeli (pod nosem), że to jakaś kara, ale nie przesadzajmy karą jest oglądanie ich przez 90 minut, nie mówiąc już o całym dniu, więc Majewski raczej ukarał się sam. No bo nasz futbolista może mieć i trzy treningi dziennie, osiem sesji wideo i tysiąc tabletek, a jak czegoś nie umie no to już się na pewno nie nauczy. Smutne, ale prawdziwe.

Wszelako pomysł "Doktora", który niegdyś wprowadzano już w Legii i w Śląsku Wrocław, ma pewne plusy. Mianowicie ludzie powinni się przyzwyczaić, że osiem godzin pracy w każdym zawodzie to minimum, jeżeli chce się na swoja pensję zapracować, no i jeżeli to już jednak chyba zbyt idealistyczne myślenie jeżeli chce się być lepszym od innych. I czego "Pasy" jeszcze nie rozumieją gdyby w firmie sponsorskiej Comarch każdy pracowałby półtorej godzinki, jak futboliści, to Cracovia dalej grałaby w lidze trzeciej, jak to się ładnie mówi: za frytki.

A więc pomysł Majewskiego popieram, zwłaszcza że gra w piłkę za grube pieniądze nie jest przecież zajęciem przymusowym. Niestety, ludzie wymagający czegoś więcej na ogół przegrywają, ku ogromnej uciesze tych, co to nie wymagają rzetelnej pracy ani od nikogo, a zwłaszcza od siebie. Co skwituję wspomnieniem, jak skończył trener Paprikas: - Futboliści nie przepadali za nim specjalnie, więc gdy zrezygnował ze swej zaszczytnej funkcji i podpisał zagraniczny kontrakt, tłumnie przybyli na dworzec, żeby go pożegnać. Pech chciał, że akurat zepsuła się lokomotywa, lecz wtedy chłopcy wykazali wielkie oddanie i wypchali pociąg aż do granicy w Hegyeshalom, żeby trener przypadkiem się nie spóźnił.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.