Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17752 miejsce

Krym - wojna IV generacji

Kilkanaście lat temu w jednym z tygodników, w gorącym okresie po 11. września 2001 r. ukazał się artykuł poruszający jeden z elementów teorii wojskowości - sposoby prowadzenia wojen na przestrzeni tysiącleci.

 / Fot. EPA / YURI KochetkovZnane są nam dobrze trzy generacje wojen i w tamtym czasie - szoku po ataku na WTC w Nowym Jorku - rozgorzała dyskusja nad tym z jakim typem wojny mamy aktualnie do czynienia.

Wojny pierwszej generacji prowadzone były od zarania dziejów aż do końca XIX w. Polegały one na starciu skoncentrowanych, potężnych mas ludzkich. Liczyła się liczebność, uzbrojenie, strategia i taktyka na polu bitwy.

Wojna francusko-pruska zapoczątkowała okres wojen drugiej generacji - wojny z użyciem zmasowanych sił ognia - wojna pozycyjna z przesuwającą się w jedną, bądź drugą stronę linią frontu. Kulminacją tego okresu była I Wojna Światowa, ale klasyczny front zachował się jeszcze do drugiej połowy XX wieku. Wojna Koreańska była zmierzchem tego typu wojen a granica koreańsko-koreańska jest de facto linią frontu z 1953 roku.

III generacja to wojny manewrowe - bez frontu, wykorzystująca przewagę technologiczną i logistyczną - punktowe akcje, której elementy pojawiły się podczas wojny Wietnamskiej, a której kulminacja przypada na okres operacji militarnej NATO w Kosowie - z chirurgiczną precyzją, naloty punktowe, kamery na każdej głowicy, naloty na konkretne punkty. Także wykorzystanie dronów - krążących po arabskim niebie, to elementy wojny III generacji.

Wraz z atakami na WTC świat zaczął się zastanawiać nad klasyfikacją "wojny z terroryzmem", jak ją określono. Była zgoda co do tego, że to nowy typ wojny. Teoretycy wojskowości wyznaczyli kilka charakterystycznych cech wojny IV generacji, której kluczowym elementem jest zmiana celów. Celem przestają być obiekty fizyczne, ale ludzka świadomość. Wojny IV generacji mają rozgrywać się w ludzkiej świadomości. Ataki na WTC tylko częściowo pasowały do tej definicji. Co prawda terror rozgrywał się głównie w ludzkich głowach, ale jednak trudno przejść do porządku dziennego nad tysiącami realnych ofiar i wieloletniej okupacji całych państw.

Nie bardzo wiedziano co oznacza "w ludzkiej świadomości"… aż do dziś. Jeśli ktoś nie wiedział co oznacza wojna rozgrywająca się w ludzkiej świadomości, to sytuacja na Krymie powinna mu to uzmysłowić. Mamy tam bowiem do czynienia z kuriozalną sytuacją. Formalnie wojska Rosyjskie nie weszły na Krym, funkcjonująca tam tzw. "Samoobrona", dysponująca środkami regularnej, dobrze wyposażonej i zorganizowanej armii nie ma oznaczeń pozwalających jej identyfikację. Na Krymie nie padł jeden strzał, ale wojna trwa i wiadomo kto ją wygrywa, anektuje kolejne części Ukrainy i wiadomo również kto przegrywa i nie wie co z tym fantem zrobić.

Wydaje się, że Stany Zjednoczone lepiej przygotowały się do wojny IV generacji niż Europa. Wykazała się refleksem, gdy Europa nie zdążyła ustalić jednolitego stanowiska, wyciągnęli z szuflady gotowe scenariusze i procedury na wypadek tego typu sytuacji.

Kto wygra wojnę IV generacji? Wojna z natury rzeczy ma to do siebie, że w krótkim okresie wygrywają ją przestępcy, gdyż zazwyczaj nie mają oporów i skrupułów, które nakazywałyby im wstrzemięźliwość. W miarę jednak czasu, zaczyna wygrywać humanizm, determinacja, wartości, dobre zorganizowanie i współpraca. Tak było zawsze. Tak będzie i teraz.

Paweł Janus
Twój Ruch Poznań

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Arturze, przewyższyłeś siebie samego... Moje gratulacje...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla mnie to nie jest wojna IV gen. tylko zwyczajna "bratnia pomoc" z czasów ZSRR.
Wtedy też znajdowali sobie gdzieś grupkę "prześladowanej ludności" i "ruszali jej na pomoc" - czyli przejmowali władzę wskutek interwencji zbrojnej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgodziłbym się w całości z artykułem, choć mam jednak pewne zastrzeżenie.

Sytuacja krymska nie przypomina wojny, jak Pan to określił "IV generacji". Jest to raczej typowy schemat szantażu, za którym kryje się albo kolejny szantaż lub też otwarta wojna. Ów szantaż polega na zastraszeniu dużego obszaru świata (wielu państw) konfliktem zbrojnym o szerokim zasięgu, popularnie nazywanym - wojną światową.

Na tym etapie należałoby sobie zadać pytanie, czy takiej wojny da się uniknąć. Oczywiście, że się da, o ile główny sprawca prowokacji zaprzestanie swoich działań.

W obecnym scenariuszu wydarzeń, nie ulega już żadnej wątpliwości, że szantażystą i sprawcą prowokacji jest Rosja z Putinem na czele. Obawiam się, że Putin nie tylko jednak szantażuje Europę oraz państwa członkowskie NATO lecz dąży do otwartej konfrontacji zbrojnej.

Chciałbym się mylić, ale moim zdaniem Putin doprowadzi do inwazji na całą Ukrainę, będzie to swoisty rosyjski "blitzkrieg". Niestety w drugiej kolejności przypuści agresję na Polskę, jako najbardziej niewygodnego dla niej partnera UE i NATO w tej części Europy.

Podstawę takiego działania mogą stanowić niezwykle przychylne Putinowi opinie, znaczącej części polskiego społeczeństwa. Ma dużą szansę na skorzystanie z sił "sprzedawczyków", podobnie jak Stalin w latach 40-tych i 50- tych.

Państwa NATO najprawdopodobniej w obawie przed globalną wojną nuklearną i wizją najkrwawszej wojny w dziejach świata, nie zdecydują się na interwencję zbroją i odwetową na terytorium RP, co w zasadzie jest dość oczywiste. Jeśli się jednak zdecydują, to i tak będziemy w położeniu beznadziejnym.

Czarny scenariusz prawda? Fantastyka?

Czytaj wiecej: link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.